środa, 30 grudnia 2009

Raport bieżący

Wczorajszy trening siłowy mogę śmiało nazwać wyciskiem. Najpierw zafundowałam sobie i nowym butom* jazdę próbną na bieżni - buty są bardzo wygodne, ale na pewno nie będą nadawały się na letnie starty po rozgrzanym asfalcie. Nie ma tego złego - mierzyłam w poniedziałek ładne startówki :) Buty butami - po zejściu z bieżni zaczęło się... Napiszę tylko, że dzisiaj miałam problemy z prowadzeniem samochodu (barki  i tricepsy) i z chodzeniem po schodach (dwugłowe i czworogłowe). Najmilej z wszystkich ćwiczeń wspominam te na stabilizację (przysiady i przenoszenie ciężaru na piłce bosu), gdyż były chyba jedynymi wykonywanymi bez obciążenia. No, poza ćwiczeniami na grzbiet na ławeczce rzymskiej, ale tych akurat nie lubię, choć zdaję sobie sprawę z tego, że są bardzo skuteczne.

Jakie jest najlepsze lekarstwo na zakwasy? Rozbiegać.

W związku z powyższym, zachęcona lekkim mrozem i słońcem, o 9 z minutami ruszyłam po trasie pętli kabackiej. Rzecz jasna, pilnując, żeby tętno mniej-więcej zgadzało się z przykazanym 75% HR Max. Niestety, po śniegu, nawet ubitym i zmrożonym, biega się trudniej niż po asfalcie czy równej leśnej ścieżce. Zatem dziś czołgałam się przez las w średnim tempie 6:50 min / km, mocno zwalniając na każdym podbiegu. Pocieszam się, że dzięki temu miałam czas, żeby rozejrzeć się dookoła i nacieszyć śniegiem, słońcem i mroźnym powietrzem. Gdyby nie hałasujące nad głową samoloty, mogłabym nawet zapomnieć, że jestem w Warszawie.









Czas znów spakować walizki. Planuję powitać Nowy Rok krosem po wzgórzach krainy sera i czekolady :)

Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę w Nowym Roku dużo szczęścia!

--
*Z kronikarskiego obowiązku nadmienię, że nowe buty to New Balance WR749.

Brak komentarzy: