wtorek, 1 grudnia 2009

Kochany pamiętniczku!

6 grudnia już niedaleko! Oby tylko nie było zatokowych niespodzianek, jak przed tegoroczną Łomżą.

W międzyczasie zapisałam się na warszawską połówkę.

A dziś dzień treningowy. Po dwóch raźnych kilometrach na bieżni, stwierdziłam, że nie mogę oddychać. Widocznie nie powinnam biegać w miejscu, w którym powietrze dostarczane jest przez rurę i ma, zapewne, wilgotność spotykaną w sercu takich miejsc jak Sahara lub Gobi. Zeszłam z bieżni trochę zła i z nierozładowaną energią. 4 serie przysiadów ze sztangą i 3 serie wykroków (również ze sztangą) ociupinkę zniwelowały nadwyżki energetyczne. Dołożyłam sobie delikatne balansowanie na odwróconej piłce bosu (wspaniałe do ćwiczenia stabilizacji!) i wymęczyłam łydki wspinaniem się na palce na krawędzi Power Plate. Jeszcze trochę brzuchów na piłce i długie rozciąganie.

Czas na ulubioną jednostkę treningową - dobranoc :)

Brak komentarzy: