poniedziałek, 4 stycznia 2010

Sielanka



Nowy Rok przywitaliśmy w Szwajcarii, w malowniczym kantonie Vaud. Po trudach nocy sylwestrowej, jako pierwsza podniosłam ze snu zmartwiałą powiekę i wyciągnęłam męża na noworoczną przebieżkę. A raczej na noworoczny kros. O biegu poniżej 75% HRMax w ogóle nie było mowy - wspinaliśmy się pod górę, zbiegaliśmy w dół, wspinaliśmy się pod górę, i jeszcze pod górę, i jeszcze trochę, a następnie zbiegaliśmy w dół. I tak przez około 6.5 km - raz w chmurach, raz pod chmurami. Dystans może nie imponujący, ale wróciliśmy porządnie zmęczeni. 


Po obfitym śniadanio-obiedzie, zwanym również brunchem, nasi mili gospodarze zabrali swoją trzódkę na wycieczkę do Romainmotier. Razem z nami przyjechał śnieg z deszczem, przed którym uciekliśmy do przepięknej dwunastowiecznej kolegiaty. 








Następnego dnia nie biegaliśmy, tylko, korzystając uroków błękitnego nieba i jasnego słońca, wybraliśmy się na wycieczkę wokół trzech jezior - Neuchatel, Bienne i Morat. Nad Neuchatel obejrzeliśmy zamek w Colombiers, wybudowany na ruinach rzymskiego pałacu. Następnie przeszliśmy się po urokliwym Cressieres i Le Landrenon (to drugie jest już nad jeziorem Bienne). Zwiedzanie zakończyliśmy w Morat (Murten), z którego wygoniło nas przenikliwe zimno i wilczy głód połączony z wizją przygotowania risotto z kardami :)














Niedzielę rozpoczęliśmy prawie 9-kilometrowym krosem z widokiem na Alpy, Jurę i jezioro Neuchatel. Podzieliliśmy również podbiegi na kategorie stoków narciarskich: ośle łączki, czerwone i czarne. Tych czerwonych i czarnych było szczególnie dużo, ale dopiero zbiegając szybko oślą łączką natrafiłam na kałużę zamarzniętej wody, na której wywinęłam stylowego orła zakończonego bolesnym przydzwonieniem pupą o beton (tak, tak - szwajcarskie polne drogi są wybetonowane na równo). Trochę boli, ale cieszę się, że nie było większych szkód w ludziach. 


Szkoda, że szwajcarska sielanka minęła tak szybko.






4 komentarze:

stas pisze...

To prawda - szkoda! A było baaaaardzo fajnie (z resztą jak zwykle :-)).

Unknown pisze...

a mogło być inaczej? Doborowe towarzystwo i oczywiście ci przemili gospodarze :D

Haniu śliczne zdjęcia!
I nadal chylę czoła, zwłaszcza, jak pomyślę o 1 stycznia i ciężkiej pobudce... :)

zuzamoll pisze...

...wstac rano po Sylwestrze i biegac ...czapki z glow ! :)

Hankaskakanka pisze...

Anoushko, pobudka nie była taka ciężka ;)

Zuzamoll, witaj :)