Nowy Rok przywitaliśmy w Szwajcarii, w malowniczym kantonie Vaud. Po trudach nocy sylwestrowej, jako pierwsza podniosłam ze snu zmartwiałą powiekę i wyciągnęłam męża na noworoczną przebieżkę. A raczej na noworoczny kros. O biegu poniżej 75% HRMax w ogóle nie było mowy - wspinaliśmy się pod górę, zbiegaliśmy w dół, wspinaliśmy się pod górę, i jeszcze pod górę, i jeszcze trochę, a następnie zbiegaliśmy w dół. I tak przez około 6.5 km - raz w chmurach, raz pod chmurami. Dystans może nie imponujący, ale wróciliśmy porządnie zmęczeni.
Po obfitym śniadanio-obiedzie, zwanym również brunchem, nasi mili gospodarze zabrali swoją trzódkę na wycieczkę do Romainmotier. Razem z nami przyjechał śnieg z deszczem, przed którym uciekliśmy do przepięknej dwunastowiecznej kolegiaty.
Następnego dnia nie biegaliśmy, tylko, korzystając uroków błękitnego nieba i jasnego słońca, wybraliśmy się na wycieczkę wokół trzech jezior - Neuchatel, Bienne i Morat. Nad Neuchatel obejrzeliśmy zamek w Colombiers, wybudowany na ruinach rzymskiego pałacu. Następnie przeszliśmy się po urokliwym Cressieres i Le Landrenon (to drugie jest już nad jeziorem Bienne). Zwiedzanie zakończyliśmy w Morat (Murten), z którego wygoniło nas przenikliwe zimno i wilczy głód połączony z wizją przygotowania risotto z kardami :)
Niedzielę rozpoczęliśmy prawie 9-kilometrowym krosem z widokiem na Alpy, Jurę i jezioro Neuchatel. Podzieliliśmy również podbiegi na kategorie stoków narciarskich: ośle łączki, czerwone i czarne. Tych czerwonych i czarnych było szczególnie dużo, ale dopiero zbiegając szybko oślą łączką natrafiłam na kałużę zamarzniętej wody, na której wywinęłam stylowego orła zakończonego bolesnym przydzwonieniem pupą o beton (tak, tak - szwajcarskie polne drogi są wybetonowane na równo). Trochę boli, ale cieszę się, że nie było większych szkód w ludziach.
Szkoda, że szwajcarska sielanka minęła tak szybko.
4 komentarze:
To prawda - szkoda! A było baaaaardzo fajnie (z resztą jak zwykle :-)).
a mogło być inaczej? Doborowe towarzystwo i oczywiście ci przemili gospodarze :D
Haniu śliczne zdjęcia!
I nadal chylę czoła, zwłaszcza, jak pomyślę o 1 stycznia i ciężkiej pobudce... :)
...wstac rano po Sylwestrze i biegac ...czapki z glow ! :)
Anoushko, pobudka nie była taka ciężka ;)
Zuzamoll, witaj :)
Prześlij komentarz