środa, 16 grudnia 2009

...aż gluty zamarzają!

"Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno! Tak?! Pani Kierowniczko! Takie jest odwieczne prawo natury!"


To by było na tyle, jeśli chodzi o cytaty na środę. Przyszedł solidny mróz, a mnie zatęskniło się za bieganiem w plenerze. I jaki był ciąg dalszy?


Budzik dzwoni o 5:45, więc wyłączam go i walczę ze zwyczajową poranną pokusą pt. "jeszcze pięć minutek". Mąż coś mruczy i naciąga kołdrę na uszy, podczas kiedy dokonuję nadludzkiego wysiłku - próbuję wstać. Udało się! Pierwszy sukces za mną, teraz tylko trzeba uważać, żeby nie zabić się na równej drodze ani nie zasnąć na stojąco. 

Prognoza pogody z wtorkowego wieczora zapowiadała -8 w nocy. Nie mam termometru za oknem, więc muszę zaufać pogodynce. Wypijam gorącą herbatę z malinami, zmuszam się do zjedzenia wafla ryżowego z miodem. Trochę zasłodzona, wbijam się w kolejne warstwy ciuchów (podkoszulek termalny, bluza softshell, wiatrówka goretexowa, narciarskie kalesony i spodnie od dresu), naciągam czapkę na oczy, sznuruję buty i wychodzę, gdy zegarek pokazuje, że jest trochę po 6 rano. Nominalnie, gdyż za drzwiami czeka na mnie cicha noc, ciemna noc. Nie wiem, czy niesie pokój, ale na pewno oszałamia przenikliwym zimnem. Z nieba polatują pojedyncze płatki śniegu. Wracać? Nie wracać? Ruszam.


Ciężko mi się biegnie w tych wszystkich warstwach, z trudem utrzymuję otwarte oczy i poziewuję. Po pierwszym kilometrze stwierdzam, że może nie zasnę i że pogodynka chyba nakłamała, bo nie czuję zimna. Za to zaczyna się mój poranny katar. 


Przebiegam przez pusty Plac Piłsudskiego, Plac Teatralny, na którym przez chwilę wieje prosto w oczy naprawdę mroźny wiatr, oświetlony świątecznie Trakt Królewski, mijam Przekąski Zakąski, w których kilka osób siedzi z kuflami napoju izotonicznego na p. I tak sobie biegnę dalej niespiesznie, robię się co raz bardziej przytomna i zadowolona z życia, tym bardziej, że z nosa przestało kapać. Co oznacza, że jest tak zimno, że gluty zamarzają. 


Do domu wróciłam zgrzana jak po saunie i zadowolona z siebie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo smakowało mi śniadanie!

1 komentarz:

Unknown pisze...

nieustannie podziwiam :)