środa, 9 czerwca 2010

Powrót hiszpańskiej inkwizycji

Wczoraj, jak to we wtorek, siłownia. Wykroki z ciężarkami, przysiady z ciężarkami na bosu, kilka ćwiczeń ze sztangą na plecy, obręcz barkową i, jak mi się zdaje, tricepsy. A zdaje mi się tak, bo dziś mnie te tricepsy najbardziej bolały.

Wieczorem nie mogłam zasnąć, w nocy obudziłam się przerażona snem biegowym. Już nawet go nie pamiętam, ale chyba chodziło o to, że pomyliłam zawody i nie mogłam wystartować w tych, w których chciałam. Cóż tu komentować...

Dziś byłam u okulisty i jestem zadowolona, bo już od paru ładnych lat moja wada wzroku nie zmienia się na gorsze. Wracałam do pracy w deszczu, który przyniósł chwilowe ochłodzenie i ulgę od dusznego upału. Dobrze, że nie padał dłużej, bo na razie nie jest chyba do niczego potrzebny.

Środa, jak to środa - Agrykola. I co? I wróciła hiszpańska inkwizycja. Znów było bieganie setek i tarzanie się po mokrym tartanie, a przedtem kilkukilometrowa rozgrzewka w Łazienkach, w których kwitną krzaki jaśminu. Po dwóch seriach circuito oberon pobiegaliśmy jeszcze boso i na paluszkach, a później już tylko  rozciąganie i degustacja egzotycznych słodyczy.

Jejku, jaka jestem śpiąca.

3 komentarze:

stas pisze...

E viva, e viva, e viva Espania o'le!
Tak mi się piłkarsko skojarzyło :-)

Ewelina Majdak pisze...

Ja wczoraj poszłam na siłownię, pierwszy raz po 2 miesiącach i wróciłam z bólem głowy i w stanie wyczerpania ogólnego :/ Beznadzieja. Ale się nie poddam formo wróć! :)

Hankaskakanka pisze...

Stasiu, :)

Poleczko, nie poddawaj się! A ból głowy może z odwodnienia? Forma wróci :)