środa, 2 czerwca 2010

400 vs 200

Miało być o 400-metrówkach i będzie. Zwłaszcza, że dziś piłowaliśmy 200-metrówki, więc można dokonać porównania.

400-metrówki z ubiegłego tygodnia biegaliśmy, jak to się mówi młodzieżowo (chy chy chy), na maksa. Np. ja, mając najlepszy wynik na 5 km - 23:14, dostałam prikaz, żeby robić je w 1:42. A wujcio Jack Daniels rekomenduje bodaj 1:48, czyli znacznie wolniej. Przyznam bez bicia, że z dziesięciu 400-metrówek ze 3 zrobiłam wolniej niż w zadanym tempie, a może 1 czy 2 - kilka sekund szybciej. I warto również wspomnieć, że pod koniec miałam przed oczami już nawet nie czerwone płatki, ale tęczowe bąbelki. Jednak nie było zmiłowania, i na deser czekała nas jeszcze porcja ćwiczeń ogólnorozwojowych, z największym naciskiem na mięśnie brzucha, a później rozciąganie, podczas którego wszystkim parowały koszulki.

Te środowe treningi na Agrykoli są dla mnie szczególnie trudne, ponieważ robię je pomiędzy dwoma treningami siłowymi - wtorkowym i czwartkowym. Ale nie odpuściłabym ich za nic na świecie :)

Dzisiaj znów Agrykola. Najpierw mieliśmy piknik samochodowy, tzn. czekaliśmy na koniec ulewy, która akuratnie przetaczała się nad Śródmieściem. Później zrobiliśmy rozgrzewkę wokół kanałów i wbiegliśmy na stadion. 200-metrówki biegaliśmy tym razem łagodniej niż 400-metrówki - w tempie 400-metrówek plus 2-3 sekundy. Mnie wyszło 0:53-0:54 - pięknie. Szkoda tylko, że tych 200-metrówek było 16, a odpoczynki trwały tylko 45 sekund. Niemniej jednak, zrobiłam wszystkie w zadanym tempie (ze 4-5 nawet znacznie szybciej), a pod koniec ani nie widziałam podwójnie, ani nie tańczyły mi przed oczami kolorowe plamy. W nagrodę dostaliśmy 3 serie wykroków, bieganie tyłem i cwałowanie bokiem, a na koniec trochę ćwiczeń na mięśnie brzucha i rozciąganie. I urwanie chmury wyczekało aż dojedziemy do domu. Luksus.

Tartan na Agrykoli był tak mokry, że miałam zachlapane nie tylko nogi i spodenki, ale i plecy.

W domu echo w lodówce, więc udało się zmajstrować tylko omlet z brokułami i pomidorem. Jutro trzeba będzie wspiąć się na wyżyny kreatywności kulinarnej, bo sklepy pozamykane. Najważniejsze, że mam 4 dni wolnego i wreszcie się wyśpię. Planowaliśmy ruszyć nad Zatokę i rozpocząć sezon na latanie, jednak prognozy wiatrowe nie wróżą nic dobrego (w weekend wiatr może się, ekhm, rozpędzić do 5 może 6 węzłów). Trudno.

Wklejam kilka zdjęć z niedzielnego biegania po Wiedniu. Te ze spaceru z ptaszyną jakieś takie
poruszone i niewykadrowane. Ciekawe dlaczego ;)




12 komentarzy:

drproctor pisze...

Jak tak czytam o intensywności i częstotliwości Twoich treningów, to czuję się jak jakiś turysta biegowy. Ja tam delikatnie, trzy razy w tygodniu. Dziś na przykład 11 km po Lesie Marcelińskim wg szczegółowego do bólu planu pt. "a gdzie mnie nogi poniosą";)

Hankaskakanka pisze...

Ha, widzisz, teraz pracuję nad szybkością i dbam o ogólnorozwojówkę, ale kilometraż mam mizerny. Moje najdłuższe wolne wybiegania na razie nie powinny przekraczać 10 km. Akcenty robię dwa razy w tygodniu (w tym będą jeszcze 1.5-kilometrówki w drugim zakresie), za to od maratonu nie startowałam ani razu, a kolega, z tego co widzę, rozhulał się zawodniczo :)

O siłownię i ćwiczenia ogólnorozwojowe dbam już od dawna, dzięki czemu udaje mi się biegać bez poważniejszych kontuzji. Nawet to paskudne biodro (zwichrowane tak po prostu, a nie od biegania) udało mi się w miarę bezproblemowo wyprowadzić.

drproctor pisze...

Zaraz tam rozhulał. Ot taki prywatny puchar maratonu... A jak coś blisko organizują, to aż czasem wstyd nie pobiec - taki patriotyzm lokalny;)

Ewelina Majdak pisze...

Przepraszam za to jak to zabrzmi, ale chciałabym zobaczyć Twój brzuch :)

Hankaskakanka pisze...

DrP, patriotyzm lokalny rozumiem :)

Poleczko, nie chcę kokietować, ale nic szczególnego ;) Nie znoszę ćwiczeń na brzuch, a niektórych nawet nie mogę robić (tych z unoszeniem nóg bez podparcia), bo blokuję wtedy cośtam i cośtam i moje biodro stanowczo protestuje ;)

Unknown pisze...

Polka, to jest widok bardzo, bardzo przyjemny :D

Haniu, wypoczywaj!
I tylko nadmienię, że u nas wieje. Bardzo :)

Hankaskakanka pisze...

Anoushko, to już teraz wiem, kto wywiał wiatr znad Zatoki Puckiej - znowu ci pazerni serolandczycy ;)

Midi pisze...

Ja ten mokry tartan na Agrykoli tylko oglądam zza płotu i się ślinię... A na widok biegaczy robi mi się przeraźliwie smutno. Zazdrość mnie zżera.
Jak regularnie robiłam trening siłowy, to miałam doskonałą formę biegową mimo niewysokiego kilometrażu, no ale to było dawno temu...

Zielenina pisze...

słabo mi od samego czytania :)

Hankaskakanka pisze...

Midi, już niedługo!

Zieleninko, może za mało węglowodanów? ;-)

LidKa pisze...

Jak ja czytam, to mi tak jakoś głupio, ale z drugiej strony ktoś biega, żeby...
Dziś był maraton w Sztokholmie, warunki pogodowe były idealne ok. 18-20 stopni, lekki wiatr i chmurki często przykrywające słońce. Szoda, że was nie było;(

Hankaskakanka pisze...

Lidko, mnie się maraton sztokholmski tak marzy, że prędzej czy później na niego trafię :) Liczę na Wasz doping na trasie!