Wydawało mi się, że znam Park Saski jak własną kieszeń. Ileś-tam-lat-temu biegaliśmy w nim podczas lekcji wuefu, sporą część wagarów i długich przerw spędziłam na ławkach wokół stawu, nie pamiętam ile treningów wybiegałam po parkowych alejkach w ciągu ostatnich paru lat.
Pierwszym odkryciem, którego dokonaliśmy z mężem już jakiś czas temu, były zgodne odczyty Garmina i Polara - pętla wokół głównej osi parku ma równy kilometr. Wzbudzająca mój głęboki szacunek precyzja, biorąc pod uwagę fakt, że park został zaprojektowany w czasach, w których architekci nie mieli wyrafinowanych narzędzi pomiarowych ani map satelitarnych.
Drugiego odkrycia dokonałam dziś sama i to zupełnie przypadkowo.
Biegaliśmy z mężem kilometrówki wokół głównej osi parku. Każdy kilometr w tempie na 5 km + 10 sekund, czyli, w moim przypadku, 4:48 - 4:50, 2 minuty przerwy i znów - patataj, patataj, patataj. Kiedy dobiegłam do krańcowego łuku od strony Marszałkowskiej, wpadłam w malowniczy poślizg na mokrych kwiatkach, które opadły z kwitnących kasztanowców. Udało mi się złapać równowagę i uniknęłam całowania ziemi, a wtedy zwróciłam uwagę na to, że nie biegnę po asfalcie, którym są wylane główne aleje w parku, ale po dość gładkich, dużych, kamiennych płytach. Nigdy wcześniej nie zwróciłam na nie uwagi, może dlatego, że nigdy wcześniej nie robiłam na nich ślizgów niekontrolowanych.
Już po treningu, wykąpani, przebrani w cywilne ciuchy, spotkaliśmy się z moim bratem przy kawie i ciepłych bułeczkach. Opowiedziałam mu o porannej przebieżce i o płytach w Parku Saskim, na co brat, rasowy varsavianista, uśmiechnął się i natychmiast opowiedział o ich pochodzeniu.
Płyty są pozostałością po pomniku, który miał stanąć w Parku Saskim, na krańcu głównej alei, prowadzącej od Grobu Nieznanego Żołnierza do Marszałkowskiej. O ile dobrze zapamiętałam, decyzję o budowie pomnika ogłoszono w dwudziestolecie zakończenia wojny, a zakończenie prac przewidywano na czas obchodów milenijnych. Zaprojektowano go w formie eliptycznego łuku, obłożonego malowaną na złoto ceramiką. Pod płytami prawdopodobnie znajdują się fundamenty, we Włocławku wyprodukowano złote "kafelki", które miały pokryć pomnik, ale, z tajemniczych przyczyn, nie został on nigdy wzniesiony. Oficjalnym uzasadnieniem były rzekome protesty środowiska architektów i rzeźbiarzy wobec braku konkursu poprzedzającego wybór projektu pomnika. Jeszcze jedną próbę budowy podjęto na początku lat 70-tych (w 1970 roku przesunięto Pałac Lubomirskich, który miał zamykać układ Osi Saskiej od strony zachodniej), lecz i ona skończyła się niczym - w rozpisanym konkursie nie przyznano pierwszej nagrody, tylko drugą i trzecią. Na pamiątkę został przesunięty Pałac Lubomirskich oraz płyty.
Bieganie kształci :)
sobota, 22 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Bieganie jest jak policja - bawi, uczy, wychowuje;)
Ja też spędzałam dzieciństwo w Ogrodzie Saskim :) i pamiętam, że wtedy (30 lat temu mniej więcej) w obok tych płyt na różne okazje wykładano kwiaty i znicze. Muszę się tam przejść, strasznie rzadko odwiedzam to miejsce...
DrProctor, coś w tym jest :)
Midi, zachęcam! Zwłaszcza póki jeszcze kwitną kasztany :)
Prześlij komentarz