Bim bom. Ktoś zepsuł pogodę.
Planowałam przebiec się rano "po mieście", bo wycieczka do lasu nie wchodziła w rachubę ze względów logistycznych. Ale rano padało, więc pospałam dłużej niż zwykle i skończyło się na spacerze w stronę siłowni oraz męczarni na bieżni. 8.3 km w pierwszym zakresie, a na koniec 3 x 100 m x 100 m - nuda, gorąco, duszno. Za to zrobiłam porządne rozciąganie, a na deser poszłam do sauny parowej.
Wróciliśmy do domu, przerobiłam kupione wczoraj warzywa na obiad (szczególnie dumna jestem z zupy soczewicowo-szpinakowej) i w międzyczasie znów zaczęło lać. I leje, leje, leje.
niedziela, 16 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Są tacy, którzy uważają, że trenować należy bez względu na pogodę. Ale dla mnie bieganie to przyjemność. Nie zamierzam się zatem katować i gdy leje, zostaję w domu. Ale jeśli to się przedłuża też cierpię - mentalnie...
Ja też wolę się nie katować, zwłaszcza w okresie regeneracji ;) Krótszy trening mogę zrobić na siłowni, ale sprawy się komplikują, kiedy plan każe wydreptać więcej niż 10 km. Pozostaje dylemat: zmoknąć czy się przydusić ;)
Na tę zupę to może podaj przepis bo brzmi dobrze.
Proszę bardzo:
1 duża cebula
75 g brązowej soczewicy
225 g szpinaku
1.5 litra wody
75 ml oliwy
sok z jednej cytryny
pół łyżeczki chili
1.5 łyżeczki soli
Cebulę pociąć w talarki i wrzucić na rozgrzaną oliwę. Dodałam wtedy dwie łyżki pęczaku jęczmiennego (moja innowacja), ale następnym razem dodam więcej :) Kiedy cebula zrobi się miękka, wlać wodę i dodać opłukaną soczewicę. Przykryć i zostawić na co najmniej 20 minut. W międzyczasie opłukać szpinak, z grubsza go poszatkować. Sprawdzić po 20 minutach, czy soczewica jest już miękka. Jeśli tak, dodać sok z cytryny, szpinak i przyprawy. Gotować jeszcze 10 minut i podawać natychmiast.
Zamiast chili dodałam 1.5 łyżeczki papryczki z Espelette, a szpinaku było ciut więcej niż w przepisie.
Przepis pochodzi z książki "Vegetarian dishes from the Middle East" autor: Arto Der Haroutunian
Prześlij komentarz