środa, 12 maja 2010

Krwiożercze bestie

Uważam, że wiosna w Warszawie jest niezwykle urokliwa, choć, jak stwierdził Tyrmand "Wiosna warszawska jest wiosną pokrzywdzoną." Może. Na pewno ma ona swoją ciemną stronę - w ciepłe wieczory nadciągają krwiożercze bestie. Człowiek biegnie sobie niespiesznie, podziwia rozkwitającą naturę, cieszy się, że termometr skoczył powyżej 20 stopni, myśli zaczynają krążyć w rejonach sentymentalnych, lecz wystarczy tylko zwolnić lub zatrzymać się, żeby zobaczyć wokół siebie czarną zgraję i usłyszeć świdrujące "bzzzzzzzz". I czar pryska.

Dzisiaj, jak to w środę bywa, mieliśmy trening klubowy. Ruszyliśmy spod budującego się nieustająco stadionu Legii, zrobiliśmy pętelkę wokół kanału, pokręciliśmy się po okolicy i po ponad 2 km rozgrzewki dotarliśmy do stadionu Agrykoli. Miały być 400-metrowe przyspieszenia, ale kartka na bramie zawróciła nas w miejscu "Bieżnia nieczynna w dniach 11-20 maja". No to zmierzyliśmy okrążenie wokół tzw. krótszego kanału - wyszło, że ma 500 metrów z groszami i dostaliśmy zadanie: jedno okrążenie w tempie biegu na 5 km, jedno truchtem. 6 razy szybko, 6 wolno.

Nie wiem, dlaczego nie dosłyszałam, że okrążenie ma PONAD 500 metrów, w każdym razie biegałam pełne okrążenia pilnując, żeby zmieścić się w czasie połowy tempa na 1 km w biegu na 5 km. Mówiąc wprost: 2:20 min na okrążenie. Pierwsze wyszło w 2:13, drugie w 2:21, trzecie 2:06 (o mało nie wyzionęłam ducha), czwarte 2:20, piąte 2:25. Szóste już nawet nie wiem jak szybko, bo miałam czerwone płatki przed oczami. Oparłam się o jakieś drzewo i zaczęłam rozciąganie, jednocześnie odganiając potwory, które nadlatywały zewsząd i cięły bez cienia litości. Rozumiem, że mam bąble na łydkach i przedramionach, ale jak te gady przegryzły się przez lycrowe spodenki?!

Trzeba będzie przed treningami znów perfumować się specyfikiem odstraszającym. Albo biegać o świcie, kiedy bestie śpią. Może szkoda, że ja też.

7 komentarzy:

Ewelina Majdak pisze...

O boże czuję się grubba :)

Hankaskakanka pisze...

Eeee, nocoty :)

drproctor pisze...

Nie ma litości dla muchy! Ani teraz ani nigdy!

Również muszę się udać do apteki celem zakupienia odpowiednich specyfików. Gdy w zeszłym roku poprosiłem o coś na te cholery, które mnie ganiają, gdy biegam po parku, pan farmaceuta zapytał czy mam na myśli (stojącą obok mnie) małżonkę. Odpowiedziałem, że to nie żona mnie gania, a poza tym na nią akurat nie ma żadnego skutecznego specyfiku;)

Hankaskakanka pisze...

A znalazłeś coś skutecznego? W zeszłym roku stwierdziłam, że okoliczne komary chyba uodporniły się na Autan i Off :(

drproctor pisze...

Nie pamiętam niestety jak to się nazywało, ale był to jakiś spray na meszki i muszę przyznać, że skuteczny.

Zielenina pisze...

wit. B łykajcie śmierdzi się po niej komarom, mnie nie tykają :) Kiedyś zmierzyliśmy licznikiem rowerowym jaka prędkość jest za szybka dla komarów - co najmniej 17km/h biedaczki nie nadążają ;-)

Hankaskakanka pisze...

Przy bieganiu wystarczy nawet 10 km/h (6 min / km), ale kilka minut rozciągania i bąble gwarantowane :( Spróbuję łykać witaminę, choć nie spodziewam się po sobie systematyczności w tym zakresie :(