poniedziałek, 27 września 2010

Co jeszcze?

O tylu rzeczach wczoraj nie napisałam! Np. o parze młodej, która robiła sobie romantyczne zdjęcia przy Placu Zbawiciela z maratończykami w tle. O tekstach z trasy ("Miałem już się zatrzymać, ale pani robi zdjęcia, to trochę jeszcze poszuram."). O paniach w restauracji, do której tata zaprosił nas na obiad: "O, to pan przebiegł maraton?" (do mojego męża) "Tak, ale moja żona też przebiegła." Może namówiłam dwa stoliki do biegania i wzięcia udziału w maratonie :) O przeuroczej wolontariuszce, która zagrzewała wszystkich zombie do boju na 2 km przed metą. O debiutującym koledze, który po kilometrze stwierdził "Cholera, chyba nie dam rady.", a potem przybiegł z czasem netto około 3:55.

Dobrze, że nie chodzę na plecach, bo miałabym dziś problem z poruszaniem się. Nogi są trochę pospinane, pobolewa stopa, ale to naprawdę nic - bywało znacznie gorzej. Plecy dają do wiwatu, ciągle chce mi się pić albo jeść. Spałam prawie 10 godzin. Najzabawniejsze jest to, że obudziłam się sama z siebie o 6 z groszami. Przez głowę przemknęła mi myśl o tym, żeby wyjść na małe rozbieganie, po czym stwierdziłam, że jestem nienormalna i natychmiast zasnęłam. Wykorzystując kolejny dzień urlopu, wsiadłam w końcu na rower i pozałatwiałam różne sprawy "na mieście". Warte odnotowania: rower dzień po maratonie ma działanie terapeutyczne. 

Staram się nie myśleć o tym, że jeszcze nie jesteśmy spakowani, a jutro trzeba wyjść po 9 rano z domu. To jeszcze dużo czasu, prawda?

Do zobaczenia w przyszłym tygodniu!


4 komentarze:

Zielenina pisze...

ja się powtórzę, to nie jest normalne. Z tym rowerem. Normalne to leżeć plackiem i kazać się obsługiwać. Cyborgu Ty :P

LidKa pisze...

Udanego wypoczynku:*

Midi pisze...

Do miłego, bawcie się dobrze!
A rowerem rzeczywiście jest się znacznie łatwiej przemieszczać po maratonie, ja rozważałam nawet jeżdżenie po mieszkaniu... ;)

Hankaskakanka pisze...

Bawimy się pysznie, tylko wiatru nie ma w ogóle. Latawce i deski leżą sobie w przechowalni, tak, jak wyjęliśmy je w środę rano. Do bazy przychodzimy, żeby popatrzeć na prognozę i skorzystać z internetu. Flauta trwa już tydzień, więc nie tracę nadziei na choć jedno wyjście na wodę przed wyjazdem ;)
Pozdrowienia!