Krótko melduję, że z katarem coraz lepiej, tzn. zanika. Gdyby jeszcze nos całkiem się odetkał, byłabym w siódmym niebie. Nic to. Uzbrojona w cierpliwość, daję mu czas do niedzielnego poranka. Bo jak nie, to... No nie wiem co, ale coś wymyślę.
W poniedziałek i wtorek głównie wyrabiałam roboczogodziny a la Wincenty Pstrowski, a w międzyczasie spałam i jadłam. Zapomniałabym: w poniedziałek byłam również u osteopaty na ostatnim przedmaratońskim remoncie.
Dziś poleciałam na trening klubowy. Ale było fajnie! Nie chodzi nawet o bieganie, bo tego wyszło raptem niecałe 8.5 km i niezbyt szybko. Za to jakie widoki... Agrykola, Łazienki, Park Ujazdowski i widok na Oś Stanisławowską z Kanałem Piaseczyńskim. Pięknie. Przy okazji wolnego tempa można było nadrobić zaległości towarzyskie, a nawet pstryknąć zdjęcie.
W domu zrobiliśmy szybką kolację, rozciągnęłam się jak najdokładniej, poćwiczyłam krótką stopę i nie pozostaje nic innego jak przejść do najprzyjemniejszej części przygotowań do maratonu, czyli zasnąć. Czego i Wam, rzecz jasna!
PS. Pocztówka z Neapolu wędrowała do Warszawy miesiąc. Pocztówka z Padwy - tydzień. To tak w ramach ciekawostek krajoznawczych.
środa, 22 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
14 komentarzy:
mam nadzieję, że całkiem wyzdrowiejesz! chyba też się skuszę na maraton...
pozdrawiam :))
Skuś się, skuś :)
nadrabianie zaległości towarzyskich podczas biegu?Hłe hłe, znaczy jak się spotkamy będę musiała popylać obok kurcgalopkiem? :D
Ho ho, energia i dobry nastrój dopisują - zanosi się na walkę o życiówkę?...
@Zielenina, nieno, bez przesady - zdarza mi się życie towarzyskie w bezruchu :) W końcu parę razy spotkałyśmy się na siedząco!
@Midi, nie nastawiam się na życiówkę, ale nie twierdzę, że nie jest możliwa. Zobaczę na trasie. Jestem, mimo wszystko, zmęczona. Zimą intensywniej trenowałam, ale miałam też więcej wolnego, zatem był czas na regenerację. A teraz? Poza Szklarską trudno mówić o porządnym kilometrażu, z regeneracją różnie bywało. Z drugiej strony, trasa warszawska jest znacznie łatwiejsza od włoskich pagórków... Zobaczymy :)
no nie mówiłem, ze będzie Ok :) w niedziele obudzisz się ja nowo narodzona ;) Będzie tam sporo naszych w pomarańczowych koszulkach (Zabieganych) Więc będę za Was trzymał kciuki !!! Aha dasz radę!!! życiówka padnie:)pozdrowionka Tomek
Zobaczysz jak się świetnie b ędziesz czuyła w niedzielę:) A my będziemy ytzrymać kciuki.
Wygląda na to, że Klub Zakatarzonego Biegacza nie doczeka do niedzieli. I bardzo dobrze:) Oj, będzie się działo:)
@ Tete, jest mi miło, że tak we mnie wierzysz :) Będę wypatrywała pomarańczowych koszulek!
@ Lidka, kochana, dziękuję!
@ DrProctor, bardzo, bardzo dobrze! Klub rozwiązany i nie przewidujemy reaktywacji. Kiedy wybierasz się po pakiet startowy? Będę przez chwilę dyżurowała przy punkcie zbiórki KOW w sobotę.
Powinienem się zjawić w biurze zawodów jutro po południu:)
My z mężem też :) Dzisiaj zajrzałam tam tylko po izotonik i żele. Meldunek zdrowotny: mam znów katar + drapiące gardło. Postanowiłam je zignorować.
Trzymam kciuki - żeby przestało drapać i żeby się dobrze biegło, i żebyś była zadowolona z tego startu, nawet jeśli nie będzie życiówki.
Strasznie Wam zazdroszczę, że tam będziecie...
Ja tez trzymam kciuki (ale do moich kciukasow, z powodw wiadomych, Cie nie przesune ;)
I czekam z niecierpliwoscia na relacje
Midi i Aniaha, dziękuję Wam!
Skrycie wyznam, że zżera mnie trema większa niż przed pierwszym mararonem.
Prześlij komentarz