Mam tremę. Za to nie mam kataru. Wzięłam na noc, eksperymentalnie, Zyrtec. Nos odetkał się w ciągu godziny, więc, drogi Watsonie, mamy do czynienia z alergią. I to na coś nietypowego, skoro testy alergiczne wyszły negatywnie. No nic, zajmiemy się tym w październiku.
Co robiłam przed jutrzejszym Wielkim Dniem Wielkiej Niewiadomej? W czwartek zrobiłam bardzo spokojny trening na siłowni, z bardzo spokojnym rozbieganiem na bieżni.
W piątek miałam wolne. Pospałam do nieprzyzwoitej godziny, spotkałam się z koleżanką, pojechałam na maratońskie expo po izotonik i żele do stoiska Jacka Gardenera. Wróciłam do Centrum i spotkałam się z kolegą, kupiłam sobie bardzo pojemną i fajną torbę ortalionową (prawdę mówiąc, gdybym się dobrze zwinęła, można mnie w niej transportować), zrobiłam kopę makaronu z czosnkiem, oliwą, ostrą papryczką i cukinią, zajęłam się drobnymi porządkami domowymi. Mąż, wystrojony w koszulkę "L" i szalik zielono-biało-czerwony, poleciał na Legię, która wygrała z Lechem Poznań, więc było wielkie święto.
A w międzyczasie zaczęłam się denerwować. Z nosa znów kapało, gardło bolało i w ogóle dół. No więc spędziłam wieczór tak:
Dziś pogoda nieomal sierpniowa. Cały czas liczę na parę stopni mniej i na chmury, bo finisz może okazać się ciężki.
Przygotowałam izotoniki do przekazania Komitetowi Odżywek Własnych.
Po pakiety startowe i na krótki dyżur do KOW pojedziemy za parę godzin. W międzyczasie będzie kolejny makaron (jeszcze nie wiem, jaki) i próba uspokojenia tremy, która nie daje mi spokoju. Ech, stara a głupia.
sobota, 25 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
Powodzenia. Trema to norma, źle by było, gdyby nie było ;)
No właśnie, trema być musi. Będzie dobrze, powodzenia.
A ja właśnie podglądam on-line Wasze międzyczasy - szybko zasuwacie oboje :) Trzymam nadal kciuki :)
Prześlij komentarz