niedziela, 30 stycznia 2011

6/11

Koniec szóstego tygodnia planowych treningów.

Dziś przyszedł czas na pierwsze nieco dłuższe wolne wybieganie. Zgodnie z planem, miałam zmieścić się w 6:05 - 6:12 min/km i przebiec 20 km. Przyznaję sobie odznakę Wzorowego Ucznia, ponieważ te 20 km przebiegłam w średnim tempie 6:09 min/km. Byłoby nieco szybciej, gdyby nie 1 i 11 km, na których zwalniałam do ostrożnego stąpania na palcach po lodzie (pozostałość po rozlewiskach, które pokonywaliśmy 2 tygodnie temu, nabierając wodę w buty). Jestem z tego treningu bardzo zadowolona, bo w piątek czułam duże zmęczenie po czterech dniach w trybie siłownia-bieganie-siłownia-bieganie, a intensywność życia pozasportowego nie pozwoliła mi na dużo odpoczynku.

Ruszając z Moczydłowskiej, zobaczyliśmy Zinowa, który zginął z pola widzenia zanim zawróciliśmy.

Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się w gronie naszej grupy biegowej i obgadaliśmy starty w najbliższych miesiącach. Jeśli nie nastąpią żadne niespodziewane zdarzenia, mój startowy kalendarz wiosenny wygląda tak:

27.02 - Wiązowna (półmaraton) - będę biegła na maksa i zobaczymy, co z tego wyjdzie;
26.03 - sztafeta - bez spinania się;
27.03 - półmaraton warszawski - treningowo;
17.04 - maraton.

I już wiem, gdzie ten maraton! Po długich dyskusjach i deliberacjach, zapisaliśmy się, kupiliśmy bilety, mamy zarezerwowane spanie.

17 kwietnia pobiegniemy w kolejnym niezbyt znanym, niezbyt rozreklamowanym i raczej nie "kultowym" (mam uczulenie na to słowo :)) maratonie. Tym razem będzie to Annecy (Francja). Trasa wiedzie wzdłuż brzegu jeziora (Lac du Annecy), z widokiem na góry. Mam nadzieję, że będzie fajnie!

8 komentarzy:

Midi pisze...

No to widzę, że co parę tygodni będą fajne relacje z imprez! Z góry trzymam kciuki :)

Hankaskakanka pisze...

Relacje murowane, a kciuki na pewno będą przydatne :) Cieszę się na sztafetę - w tej przed półmaratonem nigdy nie biegłam.

tete pisze...

no to 17-go pobiegniemy maraton "korespondencyjnie" Ty w Annecy ja w Krakowie ;)

Hankaskakanka pisze...

Tete, załatwione :)

Ava pisze...

Wracałam kiedyś z nart we Francji i widziałam prze okno obłędnie piękne jezioro otoczone górami. Obiecałam sobie że kiedyś tam wrócę dla tego widoku. Okazało się potem że to było Annecy. W związku z tym bardzo Ci zazdroszczę maratonu w tak pięknych okolicznościach przyrody ;-)

Hankaskakanka pisze...

Ava, "obłędnie piękne" powiadasz... :) Na razie widziałam je tylko na zdjęciach, bo nigdy nie byłam na nartach we Francji. W zeszłym roku strasznie spodobała nam się trasa w Trieście, tzn. to, że prowadziła poza miastem, przez zmieniający się krajobraz. Dzięki temu kilometry mijały jakoś tak niepostrzeżenie. W Annecy biegnie się zachodnim brzegiem jeziora na południe i zawraca na półmetku, tak więc widoki nad jeziorem będę mogła podziwiać dwukrotnie :)

Aniaha pisze...

czy ładne widoki pomagają w maratonie? w bieganiu w ogóle? biegnie sie lepiej, jeśli jest na co popatrzec?

Hankaskakanka pisze...

Aniu, dla mnie bieganie w ładnych okolicznościach przyrody (np. w lesie) jest jednak przyjemniejsze niż pomykanie pomiędzy samochodami albo na bieżni elektrycznej ;) Ładne widoki odrywają myśli od różnych drobnych niewygód i zmęczenia. No i to taka forma zwiedzania ;)