czwartek, 3 lutego 2011

Topografia stopy i bieg męczennika

We wtorek byłam na badaniach Foot ID, robionych przy pomocy sprzętu firmy Asics, w sklepie Jacka Gardenera. Najpierw zdejmujemy buty i skarpety, a pan z Asics przykleja do stóp malutkie naklejki z czujnikami i wpisuje do komputera dane (imię, nazwisko, waga, wzrost, rok urodzenia). Następnie wkładamy stopę do czegoś, co wygląda jak korytko z lustrem na dnie. Pan zakrywa korytko i włącza skaner. Później druga stopa. Kilka(naście) sekund i widzimy mapę swoich stóp na ekranie.

Nie było niespodzianek - jestem stopowym mutantem, czyli fałszywym pronatorem. Czyli tak: ustawienie stóp jest klasycznie neutralne, ale wystarczy spojrzeć na  przechylone na boki ścięgna Achillesa i już pada hasło "pronacja". Prawa stopa o pół milimetra dłuższa od lewej (dlatego paznokcie zawsze schodzą tylko z prawej). Obydwie stopy bardzo wąskie, w lewej tendencja do halluksów.

No to dalej będę sobie biegała w butach neutralnych - zimą w trailowych, a latem w startowo-treningowych, bo wszelkie podpórki dla pronatorów (łącznie z tymi w robionych na wymiar wkładkach) są bardzo, ale to bardzo niedobre dla moich bioder. Trzymam się wersji o wzmacnianiu pupy i zdobywaniu sprawności krótkiej stopy jako lekarstwach na wszystkie problemy.

Wtorkowy wieczór spędziłam na siłowni. Po 1.5 km rozgrzewki, podczas której czułam się jak na 35 km maratonu, nadeszła godzina ćwiczeń. Wykroki z ciężarkami (2.5 kg) - zarówno te "klasyczne" (z nogą do przodu) jak i w bok. Potem przysiady z ciężarkami (wychodząc do góry podnosimy ciężarki). Ćwiczenia na barki i mięśnie, jakby tu powiedzieć, wokół łopatek. Ćwiczenia na klatkę. Znów ćwiczenie na plecy. Brzuch. Rozciąganie. Do domu.

W środę załapałam osobisty Blue Monday. Odpuściłam wieczorne biegi, robiąc małe żonglowanie rozpiską tygodniową. Trening easy (zaplanowany na piątek) przełożyłam na czwartek rano, a na piątkowy wieczór zostały mi akcenty, które miałam robić właśnie w środę. Trudno. Byłam zmęczona, przygnębiona, w dodatku coś tam drapało w gardle, kichałam siarczyście. Poszłam spać z kurami, nastawiając budzik na 5:40. O 5:40 przestawiłam go na 5:50. O 5:50 zastanowiłam się, czy aby na pewno nie dam rady pobiegać wieczorem. Niestety.

Guzdraliśmy się strasznie, za oknem padał śnieg. Kiedy wyszliśmy, robiło się już trochę mniej ciemno (powiedzieć: widno, byłoby grubą przesadą), za to przestało padać, za to było ślisko, i tak dalej. Mogę śmiało powiedzieć, że zaliczyłam najgorszy trening w ciągu ostatnich 7 tygodni. Liczyłam na to, że może się rozkręcę po 2-3 km. Nie-e. Nic z tych rzeczy. Ruszałam niemrawo nogami, miałam wrażenie kompletnego braku koordynacji ruchowej - makabra. Miało być 10 km easy, było 10 km walki o każde 10 metrów.

Hm. Ciekawe, jak jutro będą wyglądały akcenty.

Co poza tym? Obawiam się, że nie będę oryginalna, jeśli stwierdzę, że permanentny brak słońca doprowadza mnie do rozpaczy. Bo te kilka minut w sobotę, późnym popołudniem, to chyba jakiś złośliwy dowcip. Parafrazując Katona Starszego: "a zresztą uważam, iż powinna przyjść wiosna".

5 komentarzy:

Ava pisze...

Nie łam się :) Dajesz ostro ostatnio więc masz prawo raz na jakiś czas czuć się niemrawa a nawet wykończona :) Odpocznij i zaraz wróci siła.
A słońce by się bardzo przydało, faktycznie - wróciłam właśnie z biegania w warunkach: wiatr+ śnieg i również stwierdziłam że szczerze nie cierpię takiej pogody i mam już jej dość.
Hm ciekawe to badanie - też się wybiorę kiedyś, ale i bez badania wiem że lewą stopę mam ciut większą i właśnie w lewej mam podobny problem z paznokciami po bieganiu. Myślałam że ja jedna, ale widzę że nie, więc teraz mi raźniej ;-)

Midi pisze...

Zanim przyjdzie wiosna, to będzie jeszcze gorzej niż w zimie - miesiąc albo dwa pluchy i brudnych resztek śniegu, a buty na treningach będą grzęzły w lepkiej mazi roztopów. Że tak rozwinę optymistyczną wizję ;)

Hankaskakanka pisze...

@Ava, schodzące paznokcie to jest to, prawda? ;)
@Midi, wykrakałaś - od kilku godzin pada deszcz ze śniegiem, wieje tak, że łeb urywa i w ogóle jest cudnie.

Adam pisze...

Jakaś klątwa chyba, ale dla mnie to też nie był najlepszy tydzień do trenowania.
A co do pogody, to podejrzewam, że Las Kabacki zrobi się biegowy dopiero w marcu, albo jak z powrotem zaatakuje zima. Pora przyzwyczaić się do chodników

Hankaskakanka pisze...

Zinow, teraz, kiedy spłynął śnieg, można znów korzystać z tartanu na Agrykoli, więc życie nabiera barw ;-)