Bardzo lubię Kult i tę piosenkę:
Aż sprawdziłam, z którego roku pochodzi - 1988. Niespodzianka, bo myślałam, że jest o kilka lat starsza. Kojarzy mi się z porannym wybieraniem do szkoły, włączoną do śniadania "Trójką" i podróżą w zatłoczonym autobusie MZK. Tylko Kazik miał wtedy o ponad 20 lat młodszy głos, a ja nienawidziłam wuefu.
Dobra, nie o muzycznych wspominkach chcę pisać na blogu, ale akurat ta piosenka chodzi za mną od rana. Może dlatego, że wyraźnie odczuwam podział siebie na prawą i lewą stronę. Lewa funkcjonuje normalnie, podczas gdy prawą spięło od karku do pięty, a więc mamy skutki niedzielnej rewii na lodzie.
Nie wiem, czy to sprawdzona metoda rehabilitacyjna, ale na spięcia postanowiłam pomachać ciężarami i w tym celu wybrałam się do pieczarkarni. Oj, był wycisk.
Spokojne 1.5 km rozgrzewki i jedziemy: wykroki z ciężarkami (po 5 kg na każdą stronę), przysiady na odwróconym bosu robione na zmianę z czymś takim: rozstawiamy nogi, uginamy jak do przysiadu, między kolana wkłada się styropianowy "klocek" i balansujemy na odwróconym bosu - z lewej na prawą i odwrotnie. Może się przydać do doskonalenia jazdy na krawędziach :) Potem (nie ma zmiłuj) przysiady ze sztangą (najpierw 20 kg, a potem 30 kg), rozpiętki (to na klatkę), podnoszenie ciężarków na obręcz barkową, coś w stylu odwrotnej pompki na tricepsy i wreszcie - rozciąganie. Jak dobrze...
Jutro wszystko powinno boleć jednakowo, ale to nic - rozbiega się.
wtorek, 18 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
7 komentarzy:
Hania, normalnie lubię Cię coraz bardziej:) Widzę bowiem, że mamy podobne upodobania nie tylko w temacie aktywnego spędzania wolnego czasu. Jeśli miałbym zrobić listę rzeczy i osób, które mnie ukształtowały, Trójka i Kult znalazły by się na niej na pewno.
No bo Kult to jest to :) Ale Trójki nie słucham już od dawna. Albo ona się zmieniła albo ja.
też mam fajne skojarzenia z tym utworem;)i bardzo go lubię. A z innej beczki :) jak by mi Ktoś w 1988 powiedział że będę maratończykiem hi hi... to pękałbym ze śmiechu :) Swoją drogą to dajesz sobie popalić na siłowni :)pozdrowionka
No trochę daję, bo ostatnio mało siły robiłam, a na samych kościach daleko nie polecę :) Ojej, gdyby mnie ktoś 23 lata temu powiedział, że będę lubiła bieganie, uznałabym go za skończonego wariata ;) Pozdrawiam!
Dla mnie młodość w PRL-u była wspaniała, ale Trójka i tego typu utwory to straszna trauma. W sumie nawet nie wiem dlaczego. Kolajrzy mi się ze szkołą (którą chyba lubiłam - nie pamiętam), wstawaniem o 7 rano (nie było problemu, chociaż do dziś nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jakim cudem wstając o 7:00, godzinę później byłam w szkole - najedzona, umyta, uczesana i ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami), jakąś nędzą zapyziałą - ciemne zimowe poranki, słaba żarówka w kuchni, niezbyt białe ściany, lekko zużyte talerze i śniadanie do szkoły zawijane w "papier śniadaniowy".
Z perspektywy czasu doceniam wartość tekstów, ale do muzyki tego rodzaju jakoś nigdy nie nabrałam entuzjazmu.
Midi - u mnie podobnie. Teksty tak, muza jednak nie. Jako dziecię uczące się w szkole muzycznej do tego z rodziny muzycznej, a priori nie słuchałam takiej muzyki. A szkoda, bo to był ważny element tożsamości nastolatka.
@Midi i Aniaha, a mnie sentyment do muzyki, którą odkryłam na przełomie lat 80-tych i 90-tych pozostał. W domu, jeśli już cokolwiek gra, to raczej jest to klasyka (ostatnio bardziej nowocześnie, bo od Ulubionego Szwagra pożyczyłam paru Lutosławskich). Za to w samochodzie najczęściej słychać Kult, Nirvanę, Pearl Jam, Red Hot Chili Peppers, itp.
W tamtym czasie "miotałam się" między pojawiającym się właśnie na początku lat 90-tych grungem (zespół Pearl Jam wydał w tym miesiącu płytę z okazji 20-lecia zespołu!!), a Janis Joplin, The Doors, Jimmy'm Hendrixem, The Clash i Sex Pistols :) Jednocześnie chodziłam regularnie na wejściówki do Filharmonii, do opery, pamiętam pierwszy Festiwal Mozartowski organizowany przez Warszawską Operę Kameralną. Ech...
Prześlij komentarz