Do maratonu, gdziekolwiek go pobiegnę, zostało 14 tygodni. Dzisiejszy trening zamknął trzeci tydzień biegania zgodnie z planem oraz biegania w ogóle po przerwie chorobowej. Nadal nie jestem zachwycona formą, ale nie nie chcę skupiać się na narzekaniu - wolę biegać.
3 dni odwilży zrobiły swoje - w Lesie Kabackim nie ma mowy o mocno ubitym śniegu. Leży mokre, rozmiękłe coś, a droga wokół Polany Powsińskiej jest nieźle wylodzona. Szału, jeśli chodzi o tempo, nie było (średnio 6:39 min/km, czyli 11 sekund wolniej niż w czwartek), najsłabiej właśnie wokół polany (7:05 min/km i 7:13 min/km!!!). Wszystko po to, żeby na całej trasie utrzymać tętno w pierwszym zakresie i nie fiknąć. Bywało gorzej, bywało lepiej. Kolejny trening odhaczony i znów zwiększyłam kilometraż - tylko proszę, nie pospadajcie z krzeseł ze śmiechu - w tym tygodniu wyszło w sumie 36 km.
Dzięki mgle i roztopom, las był przyjemnie pusty. Przypadkiem spotkaliśmy koleżankę, której nie udało nam się znaleźć w czwartek. Spacerowiczów i narciarzy było bardzo mało.
Trening skończyłam mile przewietrzona. Nie czułam zmęczenia, nazwijmy to, wytrzymałościowego, ale mięśnie i ścięgna dawały znać, że trochę sobie potańczyły. W ramach rekompensaty dostały ponad 20 minut rozciągania w domu, więc już jest dobrze.
W książce, którą ostatnio pilnie studiuję ("Brain training for runners"), przeczytałam, że dla właściwej regeneracji po treningu kluczowe jest zjedzenie i wypicie czegoś najszybciej jak to możliwe po treningu. W ten sposób zostaje zahamowane wydzielanie kortyzolu (hormonu stresu), który niszczy mięśnie jednocześnie uwalniając zmagazynowane w nich białko, jako awaryjne źródło energii. Wzbogaceni o wiedzę książkową, wrzuciliśmy dziś do bagażnika torbę z kanapkami i owocami. Po treningu, szybko zmieniliśmy mokre ciuchy na suche, zjedliśmy po kanapce, mandarynce i wypiliśmy gorącą herbatę z cytryną i malinami. Bardzo przyjemny piknik.
Od przyszłego tygodnia będę miała 4 treningi biegowe, nowe jednostki treningowe i wracam na siłownię. Choćby nie wiem co. Przez ostatnie tygodnie bardzo zaniedbałam siłę, a to potrafi się zemścić.
Ogłoszenia parafialne:
Nr 1: Otwieram blog z powrotem.
Nr 2: Jeżeli ktoś z Was zna, choćby jako tako, język francuski i byłby zainteresowany otrzymaniem specjalnego wydania pisma "Running" (wydanie zatytułowane "Le guide complet du marathonien"), w którym znajduje się wiele fajnych porad dla maratończyków, a w szczególności dla debiutantów, proszę o zostawienie wiadomości w komentarzach. Mam 1 egzemplarz, który chętnie podam dalej.
Nr 3: Jeżeli jeszcze nie czytaliście tego artykułu, gorąco zachęcam. Wszystkim jego bohaterkom gorąco zdalnie kibicuję.
I to już całe słowo na niedzielę. Miłego tygodnia.
niedziela, 9 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 komentarzy:
Prawda, że okolice polany powsińskiej były genialne. Po ślizganiu się tam w sobotę, w niedziele rozsądnie ominąłem to miejsce.
Fajnie, że otworzyłaś już bloga z powrotem :)
To rzeczywiście rozsądne. Nie wiedziałam, w co się pakujemy, a później już szkoda było zawracać ;) Za to ładnie było i zupełnie pusto.
bardzo ciekawy ten artykuł o biegających mamach, dzięki za linka.
Hanka, jedziesz na maraton do Krakowa?
powodzenia w nowych planach biegowych :)
Ironwoman, jeśli chodzi o Kraków - jeszcze nie wiem. Jestem zapisana (ale nieopłacona) do Krakowa, ale gdzie indziej mam zarezerwowany nocleg. W każdym razie, trening jest rozpisany pod start 17 kwietnia ;) Cały czas ten sam plan, tylko po 3 tygodniach pochorobowego rozbiegania, wchodzą nowe jednostki i nowe intensywności. No i wracam na siłownię, bo na samych kościach mogę daleko nie zalecieć.
w polowie marca jestv maraton w Dakarze, dokladniej pod Dakarem nad rozowym jeziorem. W tym roku pewnie juz za pozno, ale moze w przyszlym?
ja ja chce
tego guida
Chyba muszę częściej zaglądać na Bieganie.pl, gdyby nie Ty, to przegapiłabym ten tekst...
Aniu, guide jest Twój :) Proszę, podaj mi mailowo adres, na który mam go wysłać. Maraton nad różowym jeziorem brzmi kusząco!!
Midi, w takim razie bardzo się cieszę, że go podlinkowałam :)
Od jakiegoś czasu śledzę bieganie Ewy Witek-Piotrowskiej (może dlatego że miałam z nią kontakt w Ortorehu) i Dominiki która osiąga naprawdę niesamowite wyniki. Bardzo ciekawy artykuł to prawda. Jak widać nawet jeśli masz rodzinę a chcesz trenować to uda się to wszystko pogodzić przy wsparciu rodziny - i to jest bardzo optymistyczne :-)
Wszystkie trzy są niesamowite. I wniosek rzeczywiście bardzo optymistyczny, zwłaszcza dla osób, które bieganie godzą z tzw. codziennością.
Prześlij komentarz