poniedziałek, 22 listopada 2010

Roz(memł)(trenow)anie

Coś naciągniętego w mięśniu brzuchatym łydki. Jeśli dobrze pamiętam - przyczep (?). Chyba tak. Najlepiej z całej wizyty zapamiętałam to, że mam codziennie robić zadane ćwiczenia rozciągające. W czwartek mogę iść na siłownię, byle nie robić nic angażującego nogi.

I najważniejsze: czy mogę biegać?

Na razie nie.

Zobaczymy za tydzień.

Próbuję pocieszyć się tym, że odpoczynek dobrze mi zrobi.

[chlip chlip chlip]

11 komentarzy:

drproctor pisze...

Wspieramy Cię...

Unknown pisze...

To tylko tydzień, a i pogoda do biegów średnio zachęca...

Hankaskakanka pisze...

Dzięki :)
Faktycznie, pogoda przychodzi mi z pomocą.

Ironwoman pisze...

a może basen? pozdrowionka :)

Midi pisze...

Taki tydzień przerwy treningowo też się przydaje, wyłamujesz się z rutyny, organizm otwiera się na nowe bodźce itp. ;) To tylko kilka dni, wytrzymasz bez problemu - więcej czasu na czytanie książek czy oglądanie filmów będziesz miała :)

Hankaskakanka pisze...

Basen? Jeśli już dojdzie do najgorszego ;) Bardzo nie lubię pływania na krytym basenie.
Czas wolny wykorzystuję na razie na gotowanie. Może wrzucę parę kilo izolacji przeciwmrozowej? Przyda się.

tete pisze...

Będzie dobrze :) ani się obejrzysz i już będziesz tuptać :)odpoczywaj ćwicz, a wszystko będzie OK :) Pamiętaj "Maratończyk(-onka) nigdy się nie poddaje" :)

Hankaskakanka pisze...

Już jest lepiej - dzisiaj prawie normalnie schodziłam ze schodów w metrze ;)

Anonimowy pisze...

Kuruj się :) Pocieszę Cię, że chyba połowę blogów biegowych, które czytam i komentuję (a oni mnie nie, skandal;) dopadły kontuzje.

drproctor pisze...

@Mateusz, jak ja próbowałem umieścić komentarz na nowej wersji Twojego bloga, to mi się wyświetlił komunikat, że nie jestem właścicielem strony przebiecmaraton.blogspot.com o_O Może w tym tkwi problem...

Hankaskakanka pisze...

@Mateusz, ja też miewałam problemy z zostawianiem komentarzy.

Dzisiaj znowu lepiej. Już prawie nie boli jak chodzę - trochę tylko ciągnie w jednym punkcie. Jutro wybieram się na siłownię, żeby całkiem nie skapcanieć.