Jestem uczestnikiem szarej strefy biegowej. Nie mam planu, mogę nie biegać albo biegać, byle nie za dużo i nie za szybko. Nie przygotowuję się do żadnego startu. Do maratonu wiosennego jeszcze bardzo, bardzo daleko.
Ale dziwnie.
Jeszcze dziwniejsze jest to, że chyba złapałam kontuzję i to w bardzo głupi sposób. Tylko czy kontuzji można nabawić się w sposób mądry i przemyślany? Historia przedstawia się następująco: we wtorek, przy okazji opisywanego wcześniej treningu, ćwiczyłam bieganie ze śródstopia. A to dlatego, że postanowiłam sobie popracować zimą nad techniką biegową. Biegało się fajnie, leciutko (równie leciutko umysłowo podbiegałam ze śródstopia pod Oboźną) ale w środę rano wstałam z bólem łydek. Do tej pory na obolałe łydki pomagały mi wysokie obcasy. No to pohasałam cały dzień w 10-centymetrowych szpilkach. Chyba średnio pomogły, bo w czwartek znów bolało. Niestety znów założyłam szpile, a wieczorem poszłam na siłownię. Resztkami zdrowego rozsądku zrezygnowałam z ćwiczeń pliometrycznych. Na samą myśl o skakaniu robiło mi się słabo. W zamian poćwiczyłam m.in. przysiady ze sztangą (40 kg) i wykroki z ciężarkami. W piątek bolała już "tylko" prawa łydka; jakoś tak dziwnie - w jednym punkcie. Niemniej jednak, ucieszyłam się, że idzie ku dobremu, zrezygnowałam ze szpilek i założyłam ulubione trampki.
Może i szło? I może szkoda, że wylatując z pracy, postanowiłam nie czekać na windę, tylko szybko zbiegłam kilka pięter po schodach. W pewnym momencie poczułam bolesne szarpnięcie w tej bolącej łydce. Ojojoj, aż mnie wmurowało w miejscu. Zeszłam powolutku, pojechałam na lekcję ulubionego języka, a potem na świętowanie drugich urodzin naszej grupy biegowej. Łydka pobolewała cały czas. Wczoraj było jako - tako i poszliśmy wieczorem na parapetówkę do znajomych. Z początku spokojna impreza przerodziła się w szaleństwa na parkiecie. Przy podskokach do Rolling Stones'ów, zrobiło się to samo co na schodach - szarpnięcie i okropny ból. I tak już zostało. Nie boli, kiedy leżę, siedzę albo stoję. Boli przy chodzeniu, przy siadaniu lub wstawaniu.
O bieganiu nie ma mowy. Jutro idę do cudotwórcy, żeby coś poradził i pomógł wyjść z szarej strefy.
PS. Jeśli ktoś byłby zainteresowany startem w Ekobiegu Andrzejkowym (28.11), chętnie odstąpię swoje miejsce wraz z zebranym "wpisowym".
niedziela, 21 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
12 komentarzy:
Ja jestem zainteresowany startem :)
Mam nadzieję, że z nogą będzie wszystko okej :)
Mateusz, napiszę do Ciebie e-mail na adres z Twojego bloga.
Ała, nieprzyjemna sprawa na początku sezonu. A ten cudotwórca to taki tradycyjny czy nowoczesny, z prześwietleniami i innymi atrakcjami ;) ?
Szybkiego powrotu na biegowe ścieżki.
oj, niedobrze z kontuzją! życzę szybkiego powrotu do formy! super pomysł, żeby na ból łydek chodzić w szpilkach :)
Mam nadzieję, że to nic poważnego. Próbowałaś rozmasować? Napisz, co cudotwórca powiedział.
Chyba mój poziom umysłowy ma trudności z odbiciem się od dna, które osiągnął jakiś czas temu, bo czytając Twojego posta, wyobraziłam sobie (z niemałym zdziwieniem!) szpilki do legginsów. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że pewnie czasem zakładasz coś innego niż ciuchy do biegania :)
wow :( zdrowiej szybko i wracaj do biegania. Kiedy też za namową kolegi przechodziłem do biegania z pięty na bieganie ze śródstopia miałem podobny uraz. Chodziło jeśli dobrze pamiętam o przyczep mięśnia brzuchatego łydki. Oj długo mi to dokuczało :( pozdrawiam i trzymam kciuki
Jeśli chodzi o szarą strefę, to ja w nią dopiero wchodzę. Na razie zamierzam zrobić niebiegowy tydzień rozruchu po dwóch tygodniach bezruchu, a potem przez trzy tygodnie biegać bez planu, za to jak najczęściej towarzysko. Ale rozpiska na następne 16 tygodni już grzecznie czeka:)
Zdrowiej!
@Zinow, na szczęście to nie początek sezonu tylko roztrenowanie ;) Cudotwórca jest osteopatą, który już z nie raz wyciągał mnie z różnych tarapatów.
@Ironwoman, co do zasady polecam ten sposób na bolące łydki :)
@Midi, to prawda. Zdarza mi się ubierać w inne ciuchy niż biegowe :)
@Tete, mam nadzieję, że u mnie nie potrwa to długo, bo zaczynam mieć doła od bezruchu :(
@DrP, a pod co ta rozpiska?
Dziękuję za wszystkie życzenia :)
Rozpiska jest pod Maraton w Dębnie, który, jak można wnioskować z informacji zawartych na stronie PZLA (bo na oficjalnej stronie maratonu cisza), odbędzie się 10 kwietnia 2011 r.
Zastanawiałam się nad Dębnem, ale wybrałam Kraków ;) Trzymam kciuki za owocną realizację planu z rozpiski!
super :) jestem już zapisany na CM nr 121 :)
No to się zobaczymy na starcie, bo pewnie nie dam rady dotrzymać Ci kroku na trasie :)
Prześlij komentarz