A my świętowaliśmy podwójnie - niepodległość i życiówkę - u byłego zaborcy.
Nigdy nie byłam w Berlinie (choć moja mama twierdzi, że to nie prawda, bo podobno zwiedzałam Berlin Wschodni w życiu płodowym). Moja znajomość Niemiec ogranicza się do kolonii u schyłku NRD, z których pamiętam migawkowo piękne górskie krajobrazy, portret Ericha Honeckera, wiszący w stołówce i apele enerdowskich pionierów. W nieco starszym wieku objechałam niezwykle urokliwą Rugię. I na tym koniec.
Przez 3 dni złaziliśmy się jak osły. I tak widzieliśmy tylko cząstkę tego, co podobno trzeba koniecznie zobaczyć. Wystarczająco dużo, żeby z zzielenieć z zazdrości, bo: a) mają Neue Nationalgalerie (galeria sztuki współczesnej) w budynku zaprojektowanym przez Miesa van der Rohe, z taką kolekcją, że klękajcie narody, a jeszcze płaczą, że im część zginęła przez... Nazistów, b) mają muzeum Bauhausu w budynku zaprojektowanym, a jakże, przez Waltera Gropiusa, c) mają ścieżki rowerowe i parkingi dla rowerów WSZĘDZIE i naród roweruje aż miło, d) mają najlepszą komunikację miejską, z jakiej kiedykolwiek korzystałam, e) można przyjść do knajpy z psem i dwumiesięcznym dzieckiem, a obsługa i inni goście będą się uśmiechali i do jednego i do drugiego, f) nie mają ani jednej psiej kupy na chodniku czy trawniku.
Oj, fajnie byłoby kiedyś pobiec tam w maratonie.
9 komentarzy:
Też marzy mi się berliński maraton :) Jak w zeszłym roku spędzałem weekend w Berlinie to rano widząc co rusz kogoś biegnącego myślałem, że może robią jakąś imprezę biegową :)Fajne fotki, przy pozostałościach muru mam zdjęcie w czapce radzieckiego sołdata ;)pozdrowionka
W 2011 chciałbym "dokończyć" Koronę ale na 2012 planuję jakiś maraton u sąsiadów. W tej chwili waham się między Pragą a Berlinem właśnie, chociaż jak ostatnio mknąłem autostradą A10 w kierunku Berliner-Ring oczami wyobraźni już widziałem się przemierzającego ulice stolicy Niemiec z numerem na piersi.
Haniu, Tete - to może wspólny wypad na der Berliner Marathonlauf?
To bardzo fajny plan na jesień 2012!! Kiedy szliśmy Unter den Linden, widziałam siebie, robiącą finisz pod Bramą Brandenburską ;)
PS. Stwierdzam (z mściwą satysfakcją), że w Lesie Kabackim w niedzielę widać więcej biegaczy niż w Tiergarten ;)
PS2. DrProctor, Ty to masz dobrze - do Berlina rzut beretem!
Uwielbiam Berlin! Gdybym miała mieszkać w innym mieście niż Warszawa, to chciałabym właśnie tam. A jak kiedyś byłam tam na kilka dni, w dzielnicy, w której się zatrzymałam, Schoeneberg, w weekendowy poranek widziałam tylu biegaczy, że Warszawa niestety może się schować :-/
Hanka, fajna wycieczka i ładne zdjęcia! Rok albo 2 lata temu byłam w Berlinie i akurat trafiłam na maraton (ja nie biegłam). Rzeczywiście jest wielu biegaczy, ale równie wiele grubasów obżerających się wurstami :)
Podobno maraton berliński jest miły, szybki i przyjemny, na tyle, na ile maraton może być miły, szybki i przyjemny. A, że dodatkowo jest dość blisko, też go planuję w przyszłości przebiec, jako jeden z pierwszych zagranicznych, mglisto majaczy mi na horyzoncie rok 2014. Swoją drogą, jakoś dziwnie się czuję, robiąc plany na "za 4 lata".
ps. Jak to cały wyjazd nie biegaliście. Da się w ogóle tak? ;)
No tak, wyglądających na wielbicieli wurstów było trochę :)
Jeśli chodzi o niebieganie przez CAŁE trzy dni - po maratonie nie biegałam przez tydzień i żyję ;)
wow przez tydzień ?! mnie po dwóch dniach niebiegania tak palą pięty, że nie mogę sobie znaleźć miejsca ;)No i podobno staję się rozdrażniony :)Pozdrawiam :)
Stan ten nie jest mi obcy ;)
Prześlij komentarz