Tamtaramtamtam: 48:55 netto :) Moja życiówka na atestowanej dziesiątce. Pierwsza w życiu życiówka jesienna.
Przez pierwsze 2 km przebijaliśmy się pomiędzy tłumami spacerowiczów (wiecie: panny z kolczykami do pasa i w kolorowych bucikach do aerobiku, panowie goniący swoje brzuchy, itp.). Miło, że ludzie się ruszyli, ale po co stawali w strefie 45 - 50 minut? No dobra, niech im tam. W każdym razie, po 2 km mieliśmy 45 sekund straty, a ja byłam już zmęczona przeskakiwaniem z truchtu do galopu i na odwrót. Potem był podbieg i wreszcie prosta.
Nie miałam pojęcia, z jakim tempem biegniemy, bo Gacek odszedł do lepszego świata cyfrowego. Padł na amen. Może i dobrze, bo zdałam się całkowicie na swojego Najlepszego na Świecie Zająca, czyli męża.
Na kilometr przed metą zobaczyłam swoją odwieczną anonimową rywalkę (ta pani pewnie nie wie, ile razy frustrowałam się tuż przed metą, kiedy mnie leciutko wyprzedzała, pojawiając się nagle, jak spod ziemi). Choć już wypluwałam płuca, poddałam się niskiej żądzy walki i wyprzedziłam ją, a potem, rzężąc i charcząc dogalopowałam do mety. Tam dopiero zobaczyłam wynik netto i dowiedziałam się, że przez 8 km biegliśmy o 6 sekund szybciej od tempa docelowego, żeby nadrobić stratę z pierwszych 2 km.
Na razie tyle - więcej po weekendzie.
czwartek, 11 listopada 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
13 komentarzy:
Gratulacje! Wynik super jak na tłum spacerowiczów.
Fajnie, że nie narzekasz za bardzo, bo jak znam BN i biegaczy, to za chwilę na organizatorach nie będzie suchej nitki ;)
W prasie niestety przegraliście z ONRowcami i kontr-ONRowcami, nie ma żadnej relacji jeszcze.
Byliśmy mniej bojowi ;-) Nie mam zastrzeżeń do biegu ani organizacji: atestowana i zabezpieczona trasa po równej nawierzchni, mnóstwo toi-toiek, napoje na mecie, elektroniczny pomiae czasu, podział na strefy. To nie wina organizatorów, że ludzie mają w d... strefy i to, że przeszkadzają innym :)
Albo to po prostu analfabeci. Stałem w tej samej strefie i przeżyłem podobną gehennę.
Gratuluję życiówki.
Może część osób które biegają rekreacyjnie i decydują się na taki Bieg okolicznościowy po prostu nie kuma za bardzo stref, może debiutuje i biegnie na czuja albo pyta się doświadczonego kolegi "Gdzie się ustawiasz? Na 45 min? Dobra to ja też" I potem wystrzelają jak z pistoletu po starcie, żeby po 1 km zacząć dyszeć i przejść do truchtu.
Też nie mam zastrzeżen do organizacji. A nawet się wzruszyłam ciut podczas hymnu - ale przesadzili z tą ilością zwrotek i referenów ;-)
Brawooooo!!!! Gratulacje :)i pozdrowionka;)
super czas! gratulacje!
Gratulacje! I życiówki i pokonania odwiecznej anonimowej rywalki :-)
Strefa "biegnę na 35min" obfitowała w emerytów i 12-latków... O ile dzieciaka można minąć, o tyle dziady biegają dość szeroko ;-)
Dziekuje Wam! Wczorajsza zyciowka pozwolila mi uwierzyc, ze jesien moze byc przyjemna startowo i ze sezon na dobre wyniki nie konczy sie w maju.
Ps. Przepraszam za chwilowy brak polskich czcionek.
Oj Wojtku nie doceniasz dziadków :)Jest u nas w klubie Miro, który od nowego roku przechodzi do kat M60 i hi, hi... na dyszce musiałbyś się przy Nim bardzo starać...:)
Tete, Bob pisał kiedyś, że "dziadki" to już kategoria M30/K30 ;)
Wielkie Gratki!:)
A czy wybór strefy był wg uznania, czy organizator przydzielał strefę, np. wg życiówki?
@DrProctor, dziękuję :) Wybór strefy był według uznania. Na tabliczkach było napisane: BIEGNĘ NA (np.) 45 - 50 MINUT.
Prześlij komentarz