środa, 31 marca 2010

Pobudka

Uprzejmie donoszę, że półmaraton warszawski zdziałał cuda w moim życiu biegowym. Podczas dzisiejszego treningu, bez większego wysiłku, za to z dużym zdumieniem, biegałam 200-metrowe przyspieszenia (było ich 10 z 200-metrowymi przerwami) w tempie +/- 4 minuty / km, czyli około 14 km / h. Tak, wiem, że niektórzy przebiegają cały półmaraton z szybkością 20 km/h, a taki Bolt setkę macha 3 razy szybciej niż ja, ale: let's get real. 20 lat temu miałam na półrocze tróję z wuefu, a 3 lata temu uważałam 5 km za dystans równy temu, który dzieli Ziemię od Saturna.

Po półmaratonie zajęłam się odpoczywaniem i wykrywaniem kolejnych miejsc, w których objawiały się zakwasy. Odpoczynek obejmował m.in. wizytę u dentysty i u internisty, który wystawił dla mnie i dla męża zaświadczenia o zdolności do startu w maratonie (włoska biurokracja) i, jak zwykle, wzdychając ciężko nad losem wariatów, wypisał skierowanie na różne badania (morfologia, cukier, cholesterol, ekg i spirometria).

Wczoraj zawlokłam swoje obolałe kości na siłownię, na której zrobiłam godzinny trening siłowy i przetruchtałam 3 kilometry. A dziś odbyłam planowy trening biegowy, czyli prawie 14 km, w tym trochę nieplanowanych podbiegów i wspomniane wyżej 200-metrówki. Mimo resztek zakwasów z niedzieli i nowych zakwasów po siłowni, biegało mi się po prostu znakomicie. Mam wrażenie, że półmaraton obudził mnie ze snu zimowego i dał kopniaka do ostatnich tygodni przed maratonem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam tyle energii, siły i frajdy z biegania! Obym wytrwała w tym stanie jak najdłużej.

...i nie mogę się powstrzymać przed wklejeniem dyskotekowego zdjęcia* z tunelu :)


*Zdjęcie autorstwa nieocenionego kolegi, który poprowadził mnie na życiówkę.

4 komentarze:

quinoamatorka pisze...

Haniu, życzę Ci, żeby ten przyjemny stan trwał jak najdłużej :)

drproctor pisze...

Ja pierwszy szybszy trening po półmaratonie (tyle, że poznańskim) planuję dziś wieczorem - zobaczymy, jak to będzie u mnie. Chyba jednak bardziej będzie mi przeszkadzał katar (córka do spółki z żoną mnie zarazily...) niż 21 km w nogach.

Hankaskakanka pisze...

Quinoamatorko, dziękuję :)

Drproctor, witaj! Bieganie z katarem nie należy do przyjemności, ale można się przyzwyczaić ;-) Jak wrażenia po półmaratonie poznańskim? Życzę Ci zdrowia i przyjemnego treningu!

drproctor pisze...

Do biegania z katarem generalnie jestem przyzwyczajony - mam skrzywioną przegrodę, więc na zimowych treningach to była normalka. W każdym razie wczoraj skończyło się na pół godziny truchtu...
Wrażenia po połówce w Poznaniu jak najbardziej pozytywne:) Doszedłem też do wniosku, że Mojej-Nie-Sportowej-Żonie rolki można by kupić;)