niedziela, 17 stycznia 2010

Niedzielne rozmaitości



Jeśli mamy niedzielę i nie wyjeżdżamy z Warszawy, ruszamy do lasu. Dziś biegaliśmy w większym gronie (zdjęcie autorstwa męża) :)



Zrobiliśmy 10 km w pierwszym zakresie, ale nie skończyło się na powolnym dreptaniu po śniegu - czekały na nas takie niespodzianki jak czterominutowe przyspieszenia do drugiego zakresu, rozmaite ćwiczenia - wykroki pod górkę, skipy, wyskoki z przysiadu i inne takie. Biegło mi się znakomicie. Jestem też bardzo zadowolona z wykonania planu na ten tydzień co do kilometra.

Na marginesie zaznaczę, że mam wilczy apetyt i ciągle rozglądam się za czymś do jedzenia. No cóż - dzisiejszy trening kosztował ponad 900 kalorii, a przynajmniej tyle pokazał mój wysłużony Polar. Trzeba to było sobie jakoś odbić. Może i dobrze, że skończyłam już czytać z dotychczas wydanych ostatnią część przygód ukochanego komisarza Montalbano, więc nie będę dręczyć się przed snem czytaniem opisów caponaty, smażonych barwen, spaghetti z sepią, przystawek z ośmiorniczek, sardel i innych stworzeń morskich.

2 komentarze:

quinoamatorka pisze...

Ale ładnie tam było! Muszę się wybrać do lasu.

Hankaskakanka pisze...

Polecam! Las zimą jest niezwykle piękny, nawet jeśli jego alejki są ruchliwe jak ul. Marszałkowska :)