piątek, 29 stycznia 2010

Dziwny tydzień

Dziwny tydzień zaczął się w poniedziałek, kiedy, w drodze do pracy, zobaczyłam wynik -20 na termometrze samochodowym. W gardle i płucach czułam jeszcze niedzielne bieganie i, jako wiceprezes klubu hipochondryka, wywróżyłam sobie prędko niechybne zapalenie płuc. A co najmniej zapalenie oskrzeli. Wieczorem utrwaliłam się w swoich podejrzeniach, łyknęłam aspirynę, wypłukałam gardło wodą z solą i położyłam się spać. Rano - to samo plus zapchany nos. Pięknie. Resztka zdrowego rozsądku nakazała mi zostanie w domu, co okazało się pomysłem zbawiennym - już wieczorem, jak nowo narodzona, poszłam na siłownię. Tam - wiadomo - siódme poty i zły duch przegoniony. Były i przysiady ze sztangą (45 kg) i różne inne gry i zabawy, a później, na ostatnich nogach, 6 km w pierwszym zakresie.

W środę, już ozdrowiała, zaraz po pracy pojechałam na nietypowy trening zastępczy. Bo miało być 10 km w pierwszym zakresie, ale z dwustumetrowymi przyspieszeniami, ale termometr pokazywał -10 i odruchy samozachowawcze doradzały ostrożność (choć nogi wyrywały się do biegania na dworze), zatem poszłam na kompromis - zamiast 10 kilometrów na mrozie lub bieżni (łeeee) była godzina spinningu dla biegaczy. Wyszłam z niej mokrzusieńka, czerwona na buzi i łapiąca powietrze a la karp lub karmazyn. Dobiłam się paroma kilometrami truchtu i długim rozciąganiem.

Czwartek jest dniem odpoczynku od biegania, więc trzeba było dopiłować się na siłowni :)

A dziś mieliśmy carbo loading przed sobotą i niedzielą - miska makaronu i chleb z oliwą. Budzik nastawiony i rano zrobi się rundkę po mieście. Temperatura w ciągu paru dni skoczyła o ponad 20 stopni, ciśnienie spadło - ledwo żyję. Najwyższy czas, żeby się wyspać i zakończyć ten dziwny tydzień.

2 komentarze:

Unknown pisze...

Spokojnej nocy i kolorowych snow :)

Hankaskakanka pisze...

Dziękuję, ale guzik z tego wyszło: wciągnęłam się w książkę i zasnęłam prawie o 1, a budzik zadzwonił przed 7. Idę po ratunkowe ristretto.