Świetnie.
Sięgnęłam po plan treningowy i z ponurą miną wykreśliłam dzisiejszy trening klubowy na Agrykoli, piątkową siłownię i sobotnią przebieżkę.
I wróciło tyle wspomnień z mijającej jesieni: półmaraton w Łomży, w przeddzień którego dostałam antybiotyk. Maraton Warszawski, w którym nie wystartowałam, ponieważ przypadał zbyt prędko po antybiotykowej kuracji i 8-dniowej dziurze w treningach. Maraton w Poznaniu, po którego trasie człapałam, usiłując oddychać przez zacementowany nos.
Co prawda, dzięki niewystartowaniu w MW zajęłam III miejsce w konkursie fotograficznym, a Maraton w Poznaniu wyleczył mnie na zawsze z biegania wbrew temu, co mówi mój organizm i rozsądniejsi ode mnie ludzie, ale dziś trochę się nad sobą poużalam. Ale tylko trochę. I wkleję kilka zdjęć z Maratonu Warszawskiego - widać na nich słoneczną pogodę, gdy tymczasem od godziny pada śnieg.
Start
Pani kibic
Faceci w czerni
Za chwilę meta


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz