środa, 4 listopada 2009

Przerwa

Rano wstałam ze znajomym uczuciem niesienia wiadra cementu zamiast głowy. Wiadra cementu nie mają bolących oczodołów, więc doszłam do wniosku, że w nocy nie uległam tajemnemu przeistoczeniu. Pozostała tylko jedna możliwość: "Zatoki wracają". Na nic się zdało wciąganie nosem wody morskiej w spreju hipertonicznym, na nic krople sterydowe, na nic noszenie czapki naciągniętej na nos - przechodzi Pani do kolejnego etapu konkursu na najdłuższe zapalenie zatok w roku 2009.

Świetnie.

Sięgnęłam po plan treningowy i z ponurą miną wykreśliłam dzisiejszy trening klubowy na Agrykoli, piątkową siłownię i sobotnią przebieżkę.

I wróciło tyle wspomnień z mijającej jesieni: półmaraton w Łomży, w przeddzień którego dostałam antybiotyk. Maraton Warszawski, w którym nie wystartowałam, ponieważ przypadał zbyt prędko po antybiotykowej kuracji i 8-dniowej dziurze w treningach. Maraton w Poznaniu, po którego trasie człapałam, usiłując oddychać przez zacementowany nos.

Co prawda, dzięki niewystartowaniu w MW zajęłam III miejsce w konkursie fotograficznym, a Maraton w Poznaniu wyleczył mnie na zawsze z biegania wbrew temu, co mówi mój organizm i rozsądniejsi ode mnie ludzie, ale dziś trochę się nad sobą poużalam. Ale tylko trochę. I wkleję kilka zdjęć z Maratonu Warszawskiego - widać na nich słoneczną pogodę, gdy tymczasem od godziny pada śnieg.




Start



Pani kibic



Faceci w czerni



Za chwilę meta

Brak komentarzy: