czwartek, 5 listopada 2009

Jaka to melodia

Nie lubię biegać z słuchawkami w uszach. Kabelki się plączą, słuchawki spadają, a w uszach dudni. W lesie czy parku nie słychać ptaków, ani nadjeżdżających zza pleców rowerów, a na ulicy... Na ulicy strach się bać, bo kierowca może nie zauważyć przejścia dla pieszych, wyprzedzając na podwójnej ciągłej i odbywając jednocześnie ważną rozmowę międzymiastową. Trzeba zachować czujność. Mieć uszy i oczy szeroko otwarte. 


Na szczęście (lub nieszczęście) od lat mam ciekawą przypadłość: czepiają się mnie różne melodie i grają w głowie. Dobrze, jeśli jest to przyjemny dla ucha kawałek, a gorzej, gdy przypomni się np. gniot sprzed lat. Albo gniot aktualny, którego fragment zdążył się nagrać na zwoje mózgowe zupełnym przypadkiem. A czasami jest zabawnie. 


Na przykład? Koniec lipca, las w Wawrze, Puchar Maratonu Warszawskiego i dwudziestokilometrowa trasa. Jestem niewyspana, jakoś tak ogólnie mi krzywo na świecie, a tu trzeba biec. Duszno, błoto i w ogóle nijako. Pod koniec każdej pętli trzy piaszczyste góreczki.  I nagle w głowie wyskakuje Kazik. I ryczy fragment z piosenki o lirycznym tytule "Kurwy wędrowniczki": "Czarni pancerni, wodzowi wierni, z którymi trwałem po ostatni strzał. Kochana grando, Sonderkommando, prześmierdła dymem z bratnich ciał." Emmmmm..... I tak cały czas. Na okrągło. 


Drugi przykład: dogorywam na trasie Poznańskiego Maratonu, wyglądam izotoników (których od 20 do 40 km zabrakło dla maruderów), a tu nagle Agnieszka Chylińska "Czy warto było szaleć tak?". Całkiem a propos. 


Czasem, podczas letnich treningów, zaczynało grać U2. Też bardzo adekwatnie, bo albo "No line on the horizon" albo "Breathe". Przy tym drugim ładnie przyspieszałam podczas kilometrowych tempówek. 


Kochana redakcjo, czy powyższe objawy kwalifikują mnie do leczenia lub obserwacji? Moja przypadłość jest ekologiczna - nie potrzebuję baterii ani odtwarzaczy, które należy wyrzucać do elektrośmieci. Czasem działa motywująco, a czasem wręcz przeciwnie. 


Widać siedzi we mnie muzykalny Paranoid Android. 

Brak komentarzy: