Co tu pisać, skoro kilometraż z poprzedniego tygodnia wynosi okrągłe "0"? Tak, znowu tydzień, że... lepiej nie mówić.
To może jeszcze garść drobiazgów po niedzieli, zanim o nich zapomnę na wieki wieków:
Ubranie - choć wiedziałam, że ma być ciepło (12-13 stopni), jednak obawiałam się wzmagającego wiatru. Założyłam dwie cienkie koszulki z krótkimi rękawami, tzw. rękawki, legginsy do kolan i cienką czapkę z daszkiem. Rękawki mają tę zaletę, że łatwo je zdjąć, ale zostałam w nich do końca, bo wiatr był jednak dla mnie ciut za lodowaty.
Jedzenie - na śniadanie wmusiłam w siebie miskę jaglanki (gęsty kleik z płatków jaglanych na wodzie i mleku ryżowym + wtarte jabłko) i pół żytniej bułki z miodem, popijając to cienką herbatą. Przed startem zjadłam jeszcze wafla ryżowego i napiłam się trochę izotoniku. Idealnie! Nie byłam ani głodna, ani przejedzona, a płatki jaglane są lekkostrawne, więc można się najeść bez ryzyka sensacji żołądkowych. W trakcie biegu nie łykałam żelu (nawet nie wzięłam go z domu), tylko 3 razy napiłam się trochę powerade'a. Na ostatniej stacji nawadniania (Wisłostrada) już nic nie piłam, bo czułam, że polecę na rezerwie, a picie znowu wybiłoby mnie z rytmu. Po biegu wypiłam wzięty z domu izotonik, wodę i zjadłam przydziałową zupę pomidorową z ryżem. Może nie była najfantastyczniejsza, ale za to ciepła i krzepiąca. Pozwoliło mi to wytrzymać do pysznego obiadu w barze mlecznym "Bambino" (gorąco polecam).
Ofiary półmaratonu - łydki i plecy. O słabych łydkach wiedziałam już z zimowego biegania po górkach i tłuczenia podbiegów na Agrykoli. Czworogłowe nawet nie miauknęły, a łydki bolały często. Wniosek jest prosty - przed Sztokholmem, który nie słynie z płaskiej trasy, muszę wziąć się za łydki i popracować nad plecami. Zarówno siłowo jak i w zakresie rozciągania.
...i łyżka dziegciu - pierwszy raz zostałam przydzielona do kategorii K-40. Buuuhuuuu.
Miało być parę dni odpoczynku, a przeciągnęło się na cały tydzień. Stanowczo za dużo się działo.
Na szczęście odpoczynek od ruchu nie był całkowity i zdążyłam wcisnąć w tydzień zajęcia z rozciągania i pieczarkarnię. Lepszy rydz niż nic, prawda?
Zajęcia z rozciągania były organizowane przez Agnieszkę i Olka, czyli duo trenerskie z obozybiegowe.pl. Rozciągaliśmy się przez prawie 1,5 godziny w hali na Siennickiej. Oj, dobre to było, dobre. Łydki i plecy przestały boleć, a ja czułam się po tych zajęciach mile zrelaksowana.
W czwartek, już tradycyjnie, bo aż po raz 3 z rzędu, odwiedziłam pieczarkarnię. Było 50 minut właściwego treningu i 10 min rozciągania. Mam wrażenie, że przez te 50 minut robiłam cuś-a-la crossfit. Umęczyłam się jak dziki osioł, choć ćwiczenia na stosunkowo niewielkich obciążeniach. Za to dużo powtórzeń, duża dynamika i krótkie przerwy. Auć.
W piątek nie robiłam nic sportowego, ale Ironman doprowadził moje tętno powyżej poziomu HR max. Po 4 miesiącach ciężkich treningów, chłopak wreszcie odniósł sukces - zwalił sobie na głowę mój rower. Zrobił to w ciągu 15 sekund, podczas których na niego nie patrzyłam. Był brzdęk, wielki ryk, lecąca krew i mój stan przedzawałowy. Jednak obyło się bez szpitala, szycia i prześwietlania, a Ironman ma pamiątkę w postaci szramy biegnącej na ukos przez buzię.
Po raz kolejny zacytuję włoskiego Kubusia Puchatka - o, noia...
Życzę Wam miłego tygodnia, a sobie spokojniejszego, za to bardziej rozbieganego tygodnia.
PS. Aaaaa, do Sztokholmu zostało raptem 9 tygodni!
niedziela, 1 kwietnia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Nie tylko mnie pod górkę z bieganiem;) czytam o wyczynach małego kaskadera i od razu wracają wspomnienia jak mój średni szalał i spad z łóżka piętrowego zaliczając po drodze kaloryfer. Pozdrowaśki trzymaj się Haniu:)
Zazdroszcze Ci tego Sztokholmu jak nie wiem! Na półmaratonie trochę podbiegów było, ale żadnego tak ciężkiego, jak np. Agrykola.
To Iron Man chyba chce zostać rowerzystą, tylko trochę przesadzil z zapałem :-/
@Tete, mnie się przypomniało, jak mój młodszy brat skoczył na główkę z komody, na którą chyba przyfrunął ;)
@Emilia, przyznam, że zainspirował mnie Twój półmaraton. No i mamy tam bratnie dusze na miejscu :)
Ponieważ często tutaj zerkam to chciałam złożyć najlepsze życzenia z okazji Świąt!
Pozdrawiam
Prześlij komentarz