Chyba się starzeję. Dowody na tę supozycję są dwa. Pierwszy: coraz gorzej znoszę nagłe zmiany pogody i wszelkie ekstrema, typu wielkie mrozy i upały. Drugi: dziś, sama z siebie, obudziłam się o 5:38 i już nie mogłam zasnąć.
Po piątkowym przegrzaniu w lesie ciągle chce mi się pić i jeść. Jem, piję, jem, piję, i tak dalej. W przerwie pomiędzy jedzeniem i piciem pojechałam z mężem i Ironmanem do Lasu Młocińskiego na kolejną edycję Grand Prix Warszawy. Zawody startowały wczoraj o 11, akuratnie w wielki skwar i przy wysoko stojącym słońcu. Nasz kolega postanowił powalczyć o dobry wynik i, na 200 czy 300 metrów przed metą, zawisł na szlabanie, z którego zdjęła go obsługa biegu. Natychmiast przyjechali sanitariusze, wezwano pogotowie. Kolega nieomal się ugotował. Przestroga i dla mnie, żeby nigdy nie lekceważyć upału (zwłaszcza, następującego po długim zimnie). Mąż dobiegł bez szwanku.
Dzisiaj, tak jak wspomniałam, obudziłam się o 5:38. Budzik miałam nastawiony o godzinę później, bo sama myśl o dobrowolnym wstaniu w niedzielę przed 6 rano budzi we mnie głęboki sprzeciw. No ale tak wyszło. Próbowałam jeszcze wrócić do spania, zwłaszcza, że miałam sen maratoński (zaczyna się) - przybiegłam do mety, a Garmin pokazał mi, że do 42,195 jeszcze sporo brakuje, więc zawróciłam do najbliższej maty pomiarowej i przebiegłam przez nią jeszcze raz, dobiegłam znów do mety, a tam dowiedziałam się, że nadal brakuje mi 200 m i zostaję zdyskwalifikowana. A biegłam w tempie (chy chy chy) 4:57 min/km. Tia.
W każdym razie, do snu już nie wróciłam. Bardzo powoli zebrałam się na wycieczkę do lasu, m.in. zjadłam porządne śniadanie (w piątek, kiedy przyjechałam do lasu, byłam już głodna), przygotowałam sobie izotonik, zabrałam żel do wypróbowania, itp. Na miejsce dotarłam kilka minut po 8 (tak, naprawdę długo się szykowałam). Ruszyłam od strony Moczydłowskiej. Było przyjemnie, rześko, ale dawało się odczuć nadciągający upał.
Miałam przebiec 15 km spokojnie i 8 km w tempie około 5:22 min/km. Postanowiłam zrobić tę spokojną 15-tkę naprawdę pian piano. Dlaczego drugi kilometr wyszedł w 5:12 i jak to się stało? Nie mam pojęcia. Potem już trzymałam się grzecznie tempa pomiędzy 5:45 a 5:50, choć zdarzały się drobne odchyły. Na 11 km wypiłam parę łyków wody z zadołowanego w krzakach bidonu i zabrałam testowy żel. Nie pamiętam jego nazwy (kupiłam, za namową Jacka Gardenera u niego w sklepie), ale muszę dokupić jeszcze parę sztuk. To cud nie żel! Po pierwsze, nie trzeba go popijać wodą. Po drugie, bardziej przypomina orzeźwiający sok niż zdegenerowaną formę czystego cukru. Po trzecie, dodał mi skrzydeł. Po czwarte, nie miałam po nim odruchu wymiotnego ani żadnych problemów brzuchowych. To dla mnie ważne, bo część izotoników i żeli dla mojego żołądka jest po prostu niestrawna.
Upał narastał, minęło 15 km i ruszyłam z ośmiokilometrówką. Ajajaj, utrzymanie tempa przerosło moje możliwości: 5:12, 5:25, 5:09, 5:17, 5:17, 5:09, 5:20, 5:17. Spokojnie, bez problemu. Gdyby nie coraz większe gorąco, mogłabym pobiec jeszcze drugie tyle. Fajny trening!
Wypiłam po nim pół litra wody, prawie pół litra izotoniku i trudno mi policzyć, ile płynów wciągnęłam po powrocie do domu. Po południu dowiedziałam się, że Marcin Chabowski zakwalifikował się na Igrzyska Olimpijskie w Londynie z pięknym czasem 2:10:07, osiągniętym dziś w Dusseldorfie. Wspaniale!
A teraz spaaać.
Dobranoc!
niedziela, 29 kwietnia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
8 komentarzy:
Podaj proszę nazwę żelu :) Dodam, że dziś w Raszynie na dyszce była skwiercząca masakra, ludzie gotowali się na asfalcie, jak jajka sadzone na patelni. Na szczęście pomogli dzielni strażacy i ich sikawki.
Przyłączam się do prośby - jaki to żel? Ile kosztuje? Ja testuję różne dostępne w Decat. i na razie mój faworyt do jabłkowy Aptonia, ale chętnie spróbuję innych:)
@Marcin i Krassus, trudność polega na tym, że nie zapisałam ani nie zapamiętałam nazwy żelu, a opakowanie wyrzuciłam do jednego z koszy w Lesie Kabackim. Żelu nie ma w internetowym sklepie JG. Pojadę w tym tygodniu do sklepu stacjonarnego, bo będę potrzebować więcej tubek na długie wybiegania (tylko na nich i na maratonach stosuję dodatkowe "doładowanie"). Napiszę Wam wtedy, jak się żel nazywa i ile kosztuje. Ostatnio robiłam większe zakupy - żele do wypróbowania (mam jeszcze jeden, inny), ulubiony izotonik, obuw na nowy sezon.
Jeśli chodzi o Raszyn, rzeczywiście, start o 11, asfalt - to musiał być niezły grill!
hi,hi... gdzie takiej młodej mamusi do starości;)zwyczajnie zbyt szybki zrobił się upał. Młody jestem, a też jak kiedyś lubiłem upały teraz wolę umiarkowane temperatury;) Również jestem ciekaw co to za smaczny żel? pozdrawiam chłodno;)he,he...
@Tete, młoda mamusia... Dobre sobie! ;) Pozdrawiam!!
A teraz ogłoszenie w sprawie super-żelu, bo byłam w sklepie i kupiłam zapas:
Producent - www.highfive.co.uk, Nazwa - IsoGel, Cena - 6 zł za tubkę (wystarczyła mi z zapasem mocy na wczorajszy trening). Zawiera kofeinę, więc, teoretycznie, powinnam się po nim źle czuć (żołądek), a tu nic z tych rzeczy. Wczoraj tankowałam smak cytrusowy. Rzadko polecam tego typu wynalazki, lecz tym razem bez wyrzutów sumienia i gorąco. Zaznaczam przy okazji, że nie dostałam tego żelu do testów ani nie uprawiam marketingu szeptanego ;)
No ja też chętnie wypróbuję żel, także dzięki za info. To niesamowite co ta pogoda wyczynia na początku maja :) Wbrew swoim zasadom biegalam dziś o 21 i to dopiero była dobra pora, bo nawet wcześnie rano jest już gorąco. A którego biegniesz maraton?
@Ava, może przestawię się na wieczory, bo mnie poranne wstawanie nie nęci ;) Maraton 2 czerwca, więc już naprawdę niedługo!
Już mam te żele, zamówiłem przez sieć. Teraz zacznie się testowanie :)
Prześlij komentarz