Warszawa idzie na rekord - już przez trzy dni z rzędu świeciło słońce. Sobotniego poranka nie liczę, bo to była wstrętna podpucha zakończona padającym śniegiem.
Wtorkowy wieczór spędziłam niezwykle przykładnie, bo na siłowni. 1 km rozgrzewki, trochę ćwiczeń na tzw. core stability, czyli stabilność ogólną (w klęku podpartym łapiemy rękami za przeciwległe krawędzie odwróconego bosu, odstawiamy nogi do tyłu i podnosimy je na zmianę na 10 sekund każdą), przysiady ze sztangą (do 45 kg), trochę maszyn na klatkę, plecy i barki, wspięcia na palce ze sztangą zarzuconą na plecy. Rozciąganie. Więcej grzechów nie pamiętam.
W środę poszliśmy z mężem na clubbing. Mój plan przewidywał 15 minut lekkiego crossu. Wyszło ciut ponad 15 km, a czy cross był lekki? Hm... No nie była to wycieczka biegowa w Karkonoszach, ale troszkę się zmachałam. Spod stadionu Legii pobiegliśmy w stronę ul. Bartyckiej, a z niej pod Kopiec Powstania Warszawskiego. Nigdy na nim nie byłam. Podbiegliśmy na górę po schodach, zrobiliśmy parę pamiątkowych zdjęć z widokiem na kolorowo oświetlony Pałac Kultury i sąsiadujące z nim wieżowce, po czym zbiegliśmy nieoświetloną ścieżką. Przygoda, hej, przygoda. Na dole okazało się, że źle zbiegliśmy i musimy podbiec jeszcze raz. Yyyyy. No dobra. I znów w dół wertepową ścieżką. A potem przez jakieś chaszcze. Biegnący z tyłu kolega w końcu zapytał "Pamiętacie "Blair Witch Project"? Oni też tam tak ciągle biegli i biegli przez las". No właśnie. Dobiegliśmy do jakiegoś płotu i zwalonego drzewa - co to dla nas? Przełazimy między gałęziami i lecimy dalej jakąś ścieżką w stronę Trasy Siekierkowskiej, wzdłuż której przebiegliśmy kawałek po wytwornym i jasno oświetlonym chodniku, przedostaliśmy się na drugą stronę i znów biegliśmy wertepami ku kominom Elektrociepłowni Siekierki.
Obyło się bez zwiedzania elektrociepłowni. Jakimiś wądołami dobiegliśmy nad Jeziorko Czerniakowskie i znad niego, już po oświetlonych chodnikach, podziwiając po drodze barokowy kościół św. Bernarda, dotarliśmy do ul. Czerniakowskiej, a następnie nad Kanał Piaseczyński, wokół którego zrobiliśmy jeszcze pętelkę i zakończyliśmy piękną wieczorną przygodę.
Wycieczka fajna, ale od Wisły okrutnie wiało.
Oczy mi się same zamykają. Dobranoc!
środa, 16 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Fajna wycieczka, moje dawne okolice :) Miło słyszeć, że wciąż takie zakrzaczone i dalekie od wielkomiejskiej cywilizacji :)
Ale fajna wycieczka! A ja tam biegam jak koń z klapkami na oczach tylko Trasą Siekierkowską - następnym razem zboczę z chodnika (tylko za dnia, widziałam Blair Witch Project ;-O)
@Midi, tak, to niesamowite - biegnie się przez pola, a na horyzoncie kominy elektrociepłowni albo panorama centrum.
@Ava, po ciemku w życiu nie pobiegłabym tam sama! Było nas sześcioro, więc szanse na przeżycie statystycznie większe ;)
Prześlij komentarz