Można przykładnie realizować plan treningowy, dbać o stabilizację, rozciąganie, itepe, itede, a organizm i tak znajdzie sposób na zrobienie psikusa. Np. złapie wirusa żołądkowego.
Wczoraj trochę kiepsko się czułam w ciągu dnia, nie było jednak tragedii, więc wieczorem poszłam na bieżnię. 6 minut rozgrzewki, 2 x 10 min po 5:06 min / km, 2 min przerwy, 60 min spokojnie, 2 x 10 min po 5:06 min / km. W trakcie rozgrzewki zaczął boleć mnie brzuch. E, no trudno - minie jak tylko się rozbiegam. Pierwsza 10-minutówka - oj, ciężko. 2 min przerwy w marszu. Druga 10 minutówka - jeszcze gorzej. 60 minut częściowo przetruchtałam, częściowo przemaszerowałam. Ambitnie zaczęłam pierwszą z końcowych 10-minutówek i po jej skończeniu po prostu spełzłam z bieżni, mając na liczniku ponad 15 km. Resztką sił rozciągnęłam się, wzięłam prysznic, ubrałam i wróciłam do domu.
W nocy spałam jak zabita, za to od rana... Od rana mam nie lada atrakcje, bo to i przebieżki do łazienki i leżenie plackiem, podczas którego staram się nie skupiać na bolących stawach, przelewaniu w brzuchu i łupaniu w głowie. No fajnie jest.
Dzisiaj siłowni nie będzie. Treningu biegowego (13-15 km spokojnie) chyba też nie dam rady jutro zrobić.
Półmaraton w niedzielę? Nnnnno, niestety beze mnie.
Ot, taki psikus.
czwartek, 24 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
8 komentarzy:
Podpisuję się w całości pod tym postem :) Dobrze że Ty masz w planach Annecy a ja Warszawski, bo mi również przytrafił się opisany na moim blogu psikus. Człowiek się męczy, szykuje, cieszy, a tu klops. Ja jeszcze nie wycofuje się na 100% ale z tym kolanem to chyba 21 km nie powinnam po prostu robić. Ech, żyzni...
O biedna! To rzeczywiście pechowo :( Mam nadzieję, że to nie grypa i szybko przejdzie...
Do niedzieli daleko... a przyzwiota jelitówka nie trwa dłużej niz 2-3 dni. Zdążysz :)
wow :( zdrowiej szybko Haniu! no trochę jednak mało czasu do niedzieli:( na pocieszenie też zrobiłem sobie małego psikusa;)pozdrawiam i zdrówka życzę
Jakaś plaga przed startami. Swoją drogą, takiego treningu jak zrobiłaś w środę wieczorem, jakbym się kiepsko czuł to bym nie robił. Nawet z moim samozaparciem uważam, że czasami warto odpuścić.
Mam nadzieję, że szybko Ci choróbsko przejdzie.
Dziewczyny i Chłopaki, dzięki za dobre życzenia. Wczoraj było strasznie, łącznie z gorączką. Dzisiaj już nawet coś tam jem (kleik, suchary, tłuczone ziemniaki - wykwintnie ;-)). Byłam u lekarza - potwierdził grypę żołądkową i tyle. W Wiązownie nie pobiegnę na 100%. Weszłam 2 piętra po schodach i myślałam, że skonam, a po obraniu kilku ziemniaków, czułam się jak po godzinie na siłowni. Może w niedzielę wyjdę na jakiś truchto-spacer i to wszystko. Na razie mój cel nr 1, to wyzdrowieć do końca, potem - wrócić do treningów, a na końcu - zrobić fantastyczną życiówkę w maratonie. Na 1:45 w półmaratonie pobiegnę kiedy indziej ;)
Pozdrawiam Was gorąco i wracam do czytania. Dzielę czas pomiędzy nowego Henninga Mankella (specjalny komunikat dla Midi: "Niespokojny człowiek" - na razie, po 300 stronach, bardzo zacna książka) i Beppe Severnigniego "Italians. Il giro del mondo in 80 pizze" ("Italians. W 80 pizz dookoła świata" - przyjemny zbiór krótkich reportaży powstałych przy okazji spotkań z Włochami mieszkającymi w różnych krajach i podsumowanie rubryki prowadzonej przez Severnigniego w Corriere della Sera przez 10 lat).
:) Dzięki - ten nowy Mankell na Kindle'a chyba za kilka m-cy dopiero będzie. Ja się właśnie przyssałam do Karin Fossum :)
Ogromnie lubię Fossum :) Co teraz czytasz? Ten ostatni Mankell jest dobry, ale smutny. Teraz wciągnęłam się w oglądanie serialu z Herkulesem Poirot. Urocze dla oka!
Prześlij komentarz