Dziewiąty tydzień gospodarki planowej dobiega końca. Do maratonu zostało 8 tygodni.
Tymczasem zima postanowiła jeszcze trochę nas zabawić. Przez 3 dni prószył śnieg i robiło się coraz zimniej. Dzisiaj zaczynaliśmy trening przy -6 i przebijającym zza chmur słońcu, w trakcie treningu zaliczyliśmy regularną śnieżycę, znów słońce, znów padający śnieg i kończyliśmy przy -8. A właśnie dziś plan pokazał długie wybieganie z prawdziwego zdarzenia: 27 km.
Biegaliśmy w Lesie Kabackim, robiąc jeden króciutki postój przy samochodzie - szybkie wciągnięcie 1/2 tubki żelu, kilka łyków ciepłej herbaty i dalej. Najbardziej męcząca była nawierzchnia. Tzn. były odcinki, na których elegancko biegło się po ładnie ubitym śniegu, ale duża część trasy wiodła po śniegu rozchodzonym i zmieszanym z ziemią, zeschłymi liśćmi. Biegło się po tym trochę jak po piachu - nielekko. Ostatnie 3 km pamiętam słabo, bo byłam już solidnie zmęczona, głodna, a w dodatku rozwiał się wiatr i było mi zwyczajnie zimno. Dobrze, że w bagażniku mieliśmy termos z gorącą herbatą, pyszne kanapki i ciastka owsiane oraz furę suchych rzeczy na przebranie.
Dostałam kolejną część planu (na najbliższe 4 tygodnie). Zmęczyło mnie samo czytanie.
niedziela, 20 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
no to bez umawiania się ;) w ten "łikend" mieliśmy podobne długie wybieganie :)pozdrowaśki
No proszę! Chyba taki sezon przed wiosennymi maratonami ;)
w ile te 27 km machnęliście?
swoją drogą, godny dystans jak na warunki na Kabatach w niedzielę
A ja to tych ciastek owsianych zazdroszczę ;) Chyba sobie zrobię niedługo...
@Zinow, średnie tempo 6:21 min/km. Cały trening zamknął się chyba w 2:52 czy 2:53 h.
@Midi, kupujemy te ciastka w sklepie na Pl. Grzybowskim. Są przepyszne. Nigdy nie udało mi się zrobić lepszych.
Prześlij komentarz