Był trudny. Z różnych względów, a te różne względy przekładały się na formę, która uległa lekkiemu osłabieniu.
W piątek, po pięknym poranku, w trakcie którego Warszawa została obdarzona może nawet 30 minutami słońca, rozpętało się piekło pt. parę stopni na plusie, w bonusie z urywającym łeb wiatrem i deszczem ze śniegiem. Trudna rada - wieczorny trening wypadł na bieżni siłowniowej. 2 km rozgrzewki, 4 x 6 min po 5:06 min/km (po powrocie zobaczyłam, że miało być 5:04, ale już było po jabłkach) z 1-minutowymi przerwami, 5 minut truchtu, 3 x 6 min po 5:06 min/km z 1-minutowymi przerwami, 2 km schłodzenia. Wyszło w sumie 13.3 km, bo w przerwach 1-minutowych maszerowałam i piłam wodę. Na siłowni było tradycyjnie duszno i sucho. Jeszcze 15 minut rozciągania i do domu.
W sobotę rozmawiałam z kolegą, który wybrał się bladym świtem do Lasu Kabackiego i po 200 metrach zawrócił, zatem stanowczo odradzał wycieczki treningowe tamże. Prognoza pogody na niedzielę wyglądała chałowo i pokazywała deszcz oraz silny wiatr. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu w niedzielne przedpołudnie zaczęło świecić słońce. W ogóle zrobiło się nagle jakoś tak prawie wiosennie. Zebraliśmy się zatem na Agrykolę.
Plan wyglądał tak: 2 km rozgrzewki, 4 x 6 min po 5:06 min/km, jednominutowe przerwy, godzina biegu w pierwszym zakresie (około 6:12 min/km), 18 min po 5:06 min/km i 2 km schłodzenia, czyli razem około 22 km.
Realizacja planu wyglądała tak: 2 km rozgrzewki wokół Kanału Piaseczyńskiego, po płaskim kawałku Agrykoli (tym obok pomnika Jana III Sobieskiego) i dobiegnięcie do stadionu (1 km 6:08 min/km, 2 km 5:55 min/km). Wiatr dawał do wiwatu, więc na stadionie miałam dodatkowe ćwiczenie z przyspieszania "upwind". Sześciominutówki: pierwsza - 4:53 min/km (za szybko!!!), druga - 5:03 min/km (lepiej), trzecia - 5:01 min/km, czwarta - 5:03 min/km. Potem potruchtaliśmy przez Powiśle w stronę Starego Miasta, pokręciliśmy się na Mariensztacie, wróciliśmy nad Kanał Piaseczyński, zrobiliśmy pętlę i pobiegliśmy znów na stadion. Byłam już zmęczona i myślałam, że nie dam rady przebierać nogami przez 18 minut po 5:06 min/km. Tak mi się tylko zdawało, bo w końcu przez te 18 minut biegłam w tempie 4:59 min/km. Znów za szybko, choć bardzo starałam się zwracać uwagę na tempo. Schłodzenia zrobiliśmy nieco mniej niż 2 km. Słońce się schowało, a wiatr wzmógł swoją działalność i było nam po prostu zimno. Cały trening zamknął się prawie w 22 km.
W domu zrobiliśmy rajd na lodówkę, zakończony wymarzonymi od kilku dni plackami ziemniaczano-cukiniowymi i surówką z cykorii. A teraz nogi do góry (piłka do ćwiczeń jest wielofunkcyjna), gorąca herbata i Hanka ma relaks. Czego i Wam, rzecz jasna.
Plan wyglądał tak: 2 km rozgrzewki, 4 x 6 min po 5:06 min/km, jednominutowe przerwy, godzina biegu w pierwszym zakresie (około 6:12 min/km), 18 min po 5:06 min/km i 2 km schłodzenia, czyli razem około 22 km.
Realizacja planu wyglądała tak: 2 km rozgrzewki wokół Kanału Piaseczyńskiego, po płaskim kawałku Agrykoli (tym obok pomnika Jana III Sobieskiego) i dobiegnięcie do stadionu (1 km 6:08 min/km, 2 km 5:55 min/km). Wiatr dawał do wiwatu, więc na stadionie miałam dodatkowe ćwiczenie z przyspieszania "upwind". Sześciominutówki: pierwsza - 4:53 min/km (za szybko!!!), druga - 5:03 min/km (lepiej), trzecia - 5:01 min/km, czwarta - 5:03 min/km. Potem potruchtaliśmy przez Powiśle w stronę Starego Miasta, pokręciliśmy się na Mariensztacie, wróciliśmy nad Kanał Piaseczyński, zrobiliśmy pętlę i pobiegliśmy znów na stadion. Byłam już zmęczona i myślałam, że nie dam rady przebierać nogami przez 18 minut po 5:06 min/km. Tak mi się tylko zdawało, bo w końcu przez te 18 minut biegłam w tempie 4:59 min/km. Znów za szybko, choć bardzo starałam się zwracać uwagę na tempo. Schłodzenia zrobiliśmy nieco mniej niż 2 km. Słońce się schowało, a wiatr wzmógł swoją działalność i było nam po prostu zimno. Cały trening zamknął się prawie w 22 km.
W domu zrobiliśmy rajd na lodówkę, zakończony wymarzonymi od kilku dni plackami ziemniaczano-cukiniowymi i surówką z cykorii. A teraz nogi do góry (piłka do ćwiczeń jest wielofunkcyjna), gorąca herbata i Hanka ma relaks. Czego i Wam, rzecz jasna.
15 komentarzy:
A ja się dziś leniłam, ale mogę to nazwać (dla ozdoby) relaksem :) Chociaż jednak relaks to to zapracowane, a lenienie się nie...
Hihi z tego wszystkiego to ja bym te placki chciała :D
Z siłownią mi nie po drodze przez ostatnie 2 miesiące było i jestem grubba :(
Nic to!
Uściski!
Hanka czytam Twoje i co rusz robisz mi smaka na jakieś fajne jedzonko :) mniam mniam...
miało być posty ;) ale zjadłem...
W Poznaniu niedziela pod znakiem wody spadającej z nieba. Do samego wieczora od bladego świtu... aura do kitu. I z treningu wyszły nici - przeminęło z deszczem:(
@Midi, relaks to relaks :)
@Polka, Ty? Gruba? Chyba, że w uszach bo ich na zdjęciach nie widać, więc trudno stwierdzić.
@Tete, te placki to nic trudnego - jak ziemniaczane, tylko startą cukinię się dodaje zamiast części ziemniaków :) Polecam!
@DrProctor, ojej, to skucha :( W ogóle ta zima jakaś taka wybrakowana.
Ty to zawsze masz jakieś genialne przepisy!
Ironwoman, naprawdę? A mnie się zdaje, że tu prawie nic nie piszę o jedzeniu ;-) W każdym razie - miło mi!
Niesamowicie podoba mi się Twój niedzielny trening. Akcent, długi spokojny bieg, akcent. Czuję, że to było by wyzwanie.
Zinow, przyznam, że to było wyzwanie, zwłaszcza ostatni akcent. Ale udało się! :)
pewnie rzuciło mi się w oko coś o jedzeniu, bo ostatnio mam mało czasu na gotowanie (a lubię!)
pozdrawiam!
To ja też w sobotę sobie zaplanuję jakąś pychotę i z tą wizją nagrody udam się na trening :) Moze też cukiniowe coś bo cukinię uwielbiam. Ja mam w planie w sobotę podzielenie 18 km na 3 równe kawałki 1/3 bieg wolny - 1/3 bieg w tempie 5:20 - 1/3 bieg wolny, ale w sumie nie wiem czy to ma sens. To będzie ostatnie takie długie bieganie przed Wiązowną :-)
@Ironwoman, kulinarnie wyżywam się w weekendy. W tygodniu to tylko coś na szybko, czyli, żeby przygotowanie trwało nie dłużej niż 20 minut ;)
@Ava, nagroda kulinarna to jeden z ważniejszych dla mnie bodźców treningowych ;) Żadne tam życiówki, żadne ściganie - wystarczy, że sobie obiecam coś dobrego po powrocie do domu i od razu motywacja rośnie :)
Haniu, wiesz ja to czytam i chudne. Mozliwe to to :)
Anoushko, od czytania o plackach? Fenomenalne :P
Prześlij komentarz