W tym tygodniu dokładam drugi trening siłowy.
Pierwszą siłownię zaliczyłam wczoraj wieczorem. Program rozrywkowy obejmował: 1 km rozgrzewki w truchcie, 4 serie skrętów tułowia z ciężarkiem w rękach (stajemy na odwróconym bosu, uginamy nogi, ręce z ciężarkiem odstawiamy trochę od siebie i skręcamy tułów, podążając za ciężarkiem oraz pilnując, żeby nie ruszać przy tym biodrami), 3 serie wymachów niewielkimi ciężarkami - w przód i na boki (stojąc na odwróconym bosu, dzięki czemu angażujemy w ćwiczenie nie tylko barki ale i mięśnie głębokie tułowia), 4 serie pompek, 3 serie machania ciężarkiem na każdy triceps, 3 serie okropnego ćwiczenia na barki (siadamy, schylamy się nisko, bierzemy ciężarki, odstawiamy zgięte ręce na boki z łokciami do przodu i machamy rękami jak skrzydłami - uffff... bolesne), wykroki z ciężarkami 5 kg, rozciąganie. Z tego wszystkiego całkowicie przestało mnie boleć to, co sobie naciągnęłam w plecach w niedzielę.
Za to dzisiaj bolały mnie barki. No ale nic to - Agrykola wzywała: 3.5 km rozgrzewki, 12 x 1 min podbiegu (przerwa 1 minuta). Tempo podbiegów: 5:38, 5:38, 5:31, 5:34, 5:33, 5:14, 5:33, 5:25, 5:22, 5:23, 5:28, 5:20. Samo się jakoś tak zrobiło. Po podbiegach jeszcze trochę potruchtaliśmy i w sumie wyszło 14 kilometrów. W domu dołożyłam 15 minut rozciągania.
Jutro znów siłownia. Dobranoc.
środa, 26 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
Podbiegi poniżej 5:30 i 14 km? :o Jakieś zimowe turbo-doładowanie włączyłaś? :)
Mi treningi (sił.) idą dobrze, ale potem, po powrocie do domu, jestem tak wypluta, że prawie zasypiam na siedząco...
Midi, sama nie wiem, co się dzieje ;) Jedno, to moje wewnętrzne dialogi z własną głową, która podpowiada: "Za szybko!" albo "14 km z podbiegami?! Kobieto, oszalałaś?!" albo "Odpuściłabyś sobie ten końcowy kilometr i wróciłybyśmy już do domu, co?". Wczoraj tak sobie porozmawiałyśmy i wyszło 3:0 dla mnie. Drugie, to jakieś takie poczucie "Jacieniemoge, jakie mam mocne nogi!!". Chwilo trwaj ;)
Jak to mówią - WOW i Oh my God! Naprawdę widać że twoje treningi biegowe i siłowniowe dają efekty. 12 podbiegów????? Ja po 5-ciu podbiegach Agrykolą do Rozdroża miałam dość. Wróżę Pani udany sezon:-)
Ava, ale ja podbiegałam tylko minutę, więc może połowę Agrykoli ;) Na razie wróciłam z siłowni z bólem gardła i czekam na dalszy rozwój wypadków :-/
Minuta podbiegu powtórzona 12 razy to i tak dużo na nachyleniu Agrykoli:) Przynajmniej dla mnie!
@Ava, a podbiegałaś kiedyś Oboźną? Nie zdawałam sobie sprawy z tego jak jest stroma (oczywiście, jak na płaskie Mazowsze), dopóki parę razy nią nie podbiegłam ;-)
Prześlij komentarz