Chwilowo zamknęłam bloga. Jest dostępny na życzenie. To stan tymczasowy.
Jeśli chodzi o trening:
Dziś planowo powinnam przebiec 5-7 km w pierwszym zakresie. Ale wyszło 10 km ze średnim tempem 6:28 min/km. Pierwsze dwa kilometry były jeszcze wolniejsze. Dopiero, kiedy Gacek przestał szaleć z pokazywaniem tętna formy życia pozaziemskiego, przyspieszyłam nieznacznie i osiągnęłam taką właśnie średnią w I zakresie. W szczegółach: 1 km - 6:56 min/km, 2 km - 6:54 min/km, 3 km - 6:19 min/km, 4 km - 6:31 min/km, 5 km - 6:21 min/km, 6 km - 6:24 min/km, 7 km - 6:21 min/km, 8 km - 6:10 min/km, 9 km 6:10 min/km, 10 km 6:19 min/km.
Biegałam po udeptanym śniegu w Lesie Kabackim. Dziś przewalały się po nim tłumy spacerowiczów, w którym ginęli i biegacze i narciarze. Miejscami nawierzchnia była już trochę wyślizgana. Poza tym, mam wrażenie, że trochę za ciepło się ubrałam (magiczny podkoszulek termalny, cienka bluza z krótkimi rękawami, softshell, szalik polarowy, cienka czapka, rękawiczki polarowe, ocieplane legginsy + krótkie spodenki - startówki).
Choć rok temu biegałam o 25-30 sekund wolniej przy takim samym średnim tętnie, choć była piękna pogoda (mróz, słońce, śnieg), wolny dzień w środku tygodnia, to nie był przyjemny trening.
Pierwotnie zakładałam dołożenie ćwiczeń siłowych po powrocie do domu, ale skończyło się na rzetelnym rozciąganiu i ekspresowym smażeniu jajecznicy, żeby nie paść z głodu przed obiadem. Siłę zrobię jutro wieczorem - może nawet kopnę się na siłownię.
czwartek, 6 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
cześć też słyszałem, że najlepiej dla organizmu to zjeść coś w ciągu od zakończenia treningu :)I nawet tak robię ;) pozdrawiam serdecznie
PS fajny artykuł i świetne dziewczyny :)
hihi... zjadłem słowo "godziny" ;)
Tak to bywa, jak się zgłodnieje po treningu ;)
Ja powiem szczerze że muszę zjeść cokolwiek w ciągu 15 minut po treningu. Z reguły kromkę ciemnego chleba albo owoc, albo troche jogurtu. Dopiero potem jakiś nabiał albo inne konkrety :-) Zresztą podobnie mam rano, taki ze mnie odkurzacz ;-)
Ja czasem i do końca treningu nie wytrzymam;) Sęk w tym, że rzadko mam jakieś zapasy w zanadrzu...
@Ava, no i wychodzi na to, że im szybciej tym lepiej dla regeneracji mięśni :)
@DrProctor, tiaaaa... Miewam treningi, podczas których ostatnie kilometry pokonuję z wielką miską makaronu przed oczami ;) A na maratonach zawsze sobie obiecuję uczty lukullusowe zaraz za metą.
Na treningi wyjazdowe (tzn. w lesie) zabieraliśmy jakieś wafle, jabłka, picie, ale konkretów (typu kanapki) nie. Teraz już będziemy jeździli z wałówą ;)
Prześlij komentarz