piątek, 26 marca 2010

Pasta party

Organizatorzy wielu maratonów i półmaratonów zapraszają biegaczy na dzień przed startem na tzw. pasta party, podczas którego serwuje się różnego rodzaju kluski albo inne dania wysokowęglowodanowe. Np. w Wiedniu na pasta party można zjeść Kaiserschmarrn. Czasem zaproszenie jest bezpłatne (np. na Maratona di Europa), lecz częściej trzeba wykupić talon na balon.

Na razie zaliczyłam tylko jedno pasta party: przed maratonem w Poznaniu. Jednak, zobaczywszy rozgotowany makaron ładowany w foliowe foremki, polewany breją składającą się z czegoś przypominającego mielone mięso w nieokreślonym sosie i posypywany żółtym serem, poprzestałam na wypiciu małego piwa i poszłam na niebywale pyszne kluski do miłej i niedrogiej pizzerii Da Luigi (jeśli ktoś ma w planach odwiedzenie Poznania, polecam to miejsce z całego serca!). Przed maratonem warszawskim - i tym, w którym biegła, i tym, w którym zapewniałam serwis foto-gastronomiczny- pasta party organizowaliśmy sobie z mężem sami, gotując kopce makaronu w domu. W Wiedniu na pasta party zaprosili nas do siebie do domu nasi przyjaciele i przeszli samych siebie przygotowując i makaron i risotto. Może dlatego tak dobrze dobrze biegło mi się następnego dnia w maratonie?

Jutro gotujemy we dwoje. Będzie albo risotto z kozim twarożkiem i świeżymi ziołami albo makaron, na który nie mam jeszcze pomysłu. Na pewno będzie go dużo, bo i marzenia ambitne :)

Numery startowe odebrane!

4 komentarze:

quinoamatorka pisze...

Bardzo mi się podoba pomysł na pasta party:) Szkoda, że Poznań nie stanął na wysokości zadania... Miejmy nadzieję, że kiedyś w Polsce przestanie się wreszcie serwować rozgotowane kluchy.

Hankaskakanka pisze...

Rozgotowane kluchy nie były największym problemem tego biegu, ale już nie chcę więcej złorzeczyć na Poznań, bo to nie jego wina, że biegłam po antybiotyku, z zapaleniem zatok i po innych atrakcjach ;-)

Pierwsza część pasta party przebiegła pomyślnie - domowe risotto, a na deser sporo czekolady :)

LidKa pisze...

A jak wyszło risotto? Przypomniało mi się to przepyszne, ziołowe z delikatnym kozim serem. To była poezja. Udało wam się odtworzyć?

Hankaskakanka pisze...

LidKo, wyszło bardzo dobre. Z ziół dodaliśmy szczypiorek i pietruszkę, czyli to samo, co we wspominanym przez Ciebie oryginale :)