sobota, 27 marca 2010

Oszczędzaj energię

Mam tremę wymieszaną z dobrym humorem. Jest to mieszanka wybuchowa - z trudem przychodzi mi usiedzenie w miejscu, a przecież powinnam oszczędzać baterie na jutro.

Rano, po doszkalaniu językowym, obładowana aparatem i obiektywami, pokierowałam się w stronę trasy sztafet, żeby kibicować kolegom i koleżankom z grupy biegowej. Znalezienie miejsca do parkowania graniczyło z cudem i w końcu dotarliśmy z mężem na miejsce już po tym jak padły wszystkie życiówki, ale przed grupowym świętowaniem. Było co oblewać! Jedni piwem inni (ja) kawą i ciastkami.

Kolega-holownik jest przeziębiony, ale znalazł się inny dobry kolega, który półmaratony biega w granicach 1 h 20 min, więc zaoferował się, że, w ramach niedzielnego spaceru, dociągnie mnie do mety w czasie, który dziś wydaje mi się nierealny ;) A co będzie jutro? Zobaczymy!

Nastawiam się na dobrą zabawę, kryzysy, obolałe kości i wiosenne pocztówki z Warszawy. Oby tylko nie padało i oby moje zwichrowane biodro nie wywinęło jakiegoś paskudnego numeru.

PS. Uprzejmie donoszę, że na skwerze oddzielającym Pl. Piłsudskiego i Park Saski kwitną krokusy.



2 komentarze:

Midi pisze...

Biegnij, Hanka, biegnij :) Mam nadzieję, że Ci się uda zrobić zupełnie nierealny czas!

Hankaskakanka pisze...

Midi, dziękuję :) Ten nierealny trochę się przybliżył, choć dziś jeszcze nie udało mi się go złapać ;)