wtorek, 9 lutego 2010

Spać

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że, aby odpowiednio zregenerować swój organizm, biegacz powinien do średniej dawki snu (8 godzin na dobę) dorzucić jedną godzinę tygodniowo za każde przebiegnięte w tym tygodniu 10 km. Zasada ta podoba mi się niezmiernie, tylko od paru dni mam problem z jej zastosowaniem i śpię po... 6 godzin dziennie. Znam osoby, którym to wystarcza, albo, dla których szczytem marzeń jest przespać właśnie tyle (pozdrowienia dla świeżo upieczonych mam :)). Tak się jednak składa, że jestem straszliwym śpiochem i po dwóch krótkich nocach czuję się jak przydeptany bambosz.

Rozsądna osoba może już liczyłaby barany, zwłaszcza, że ma budzik nastawiony na 6 z minutami.

A ja napiszę tylko, że zakończyłam wagarowanie od zajęć na siłowni. Wieczorem poćwiczyłam godzinę, przedreptałam 6 km w pierwszym zakresie i rozciągnęłam zasupłane ścięgna, przyczepy i mięśnie. Teraz jakoś nie mam siły zejść z fotela...

Dobranoc.

Brak komentarzy: