czwartek, 27 czerwca 2013

Panika Przedstartowa

Jest, jest! Kwitnie!

Czuję się, jakby to nie był mój pierwszy zorganizowany bieg górski, ale, jakbym miała w ogóle pierwszy raz być w górach. W głowie odtwarzam sobie wszystkie wycieczki biegowe w Karkonoszach, Górach Izerskich, Pieninach, Tatrach, Dolomitach i stwierdzam np. że chyba nie umiem zbiegać po kamieniach, że wycieczki biegowe, podczas których robi się sobie popasy w schroniskach albo ładnych punktach widokowych, mając nieskończenie wiele czasu, to zupełnie insza inszość, bo w Górach Stołowych będę musiała mieścić się w limitach czasowych na punktach kontrolnych.

Nie wiem, jak się przygotować sprzętowo - na wycieczki, w zależności od ich długości, brałam przepaki. Teraz też mam drałować z plecakiem, w którym będę miała koszulkę i skarpetki na zmianę? Kurtkę na wszelki wypadek? Co do picia? Co do jedzenia (przecież nie wciągnę szarlotki ani pierogów po drodze)?

Patrzę na swoje notatki z realizacji planu i mam nieodparte wrażenie, że za mało biegałam, że biegałam za wolno, że te Góry Stołowe są jeszcze o rok za wcześnie, bo cały czas rozbieguję się po kontuzjach. Staram się odnaleźć jakieś swoje mocne strony - czy szybkie skakanie na skakance, robienie "scyzoryków" na czas oraz kettle swings na akord przekłada się jakoś na formę górską?

Co jeść teraz? Wywaliłam już prawie całkowicie jakikolwiek nabiał (poza masłem i jajkami) oraz pszenicę (oczyszczanie po sycylijskiej orgii makaronowo - pizzowo - deserowej), ograniczyłam gluten. Poza chlebem, jem to, co sama zrobię. Wrzucam do jaglanko-owsianki nasiona chia (te, które ponoć dobrze wpływają na regenerację mięśni), piję herbatki ziołowe z krzemionką (mięśnie i stawy), posypuję co się da ostropestem (oczyszcza z toksyn) oraz natką pietruszki (wiadomo). 2 razy dziennie jem proso w jakiejś formie - płatków lub kaszy jaglanej. Staram się wysypiać.

Cały czas się boję, że w ostatniej chwili wydarzy się coś, co uniemożliwi mi start - kontuzja, choroba, jakieś inne zdarzenie losowe.

Omamuniu, po co mi to?

14 komentarzy:

Krasus pisze...

Łączę się z Tobą w bólu i robię pod siebie przed niedzielnym tri-debiutem... co zabrać, ile jeść, jak jeść, jakie tempo wybrać, o której wstać itd - milion pytań i zero odpowiedzi. AAAAA!!!

Anonimowy pisze...

trzymam moooocno kciuki! będzie dobrze, jesteś przygotowana no i rewelacyjne odzywianie!

borman pisze...

Góry Stołowe, cud, miód palce lizać. Przygotuj się na niezły hardcore. I oby upał nie doskwierał tak jak we wcześniejszych latach.
Podczas startu w MGS bardzo się odwodniłem. Miałem ochotę odpuścić,ale taki jeden Grześ mnie, w bardzo dosadny sposób, od tego odwiódł. Mocy nabrałem dopiero przed finiszem, który jest niczym wisienka na torcie i wbiegałem na Szczeliniec jak wariat, z wrzaskiem przebiegając linię mety :) .
Malownicza trasa tak mnie zauroczyła, że w Góry Stołowe wróciłem dwa tygodnie później. Było niezwykle pięknie :) .

wiolqn pisze...

będzie dobrze. Oby Ironman nie postanowił urządzić jakiejś nocnej imprezy w noc przed.
Gdzie kupujesz te wszystkie zdrowe pyszności? wjakimś lokalnym czy na necie?

Unknown pisze...

Nie myśl. Tzn. zaplanuj ubranie, picie i takie rzeczy. Ale nie analizuj, czy dobrze zbiegasz po skałach, nie zastanawiaj się, czy plan treningowy był wystarczający. Teraz to już nic nie da, może tylko zwiększyć stres. Zrobiłaś wszystko, co mogłaś, żeby się jak najlepiej przygotować. Wykonałaś dobry plan, masz doświadczenie w bieganiu po górach.
Wierzę, że jesteś dobrze przygotowana i dasz z siebie wszystko. I bardzo mocno trzymam kciuki za Twój start. Dasz radę!

Adam pisze...

Limit czasu wydaje się ludzki, treningi, które robiłaś były mocne, góry lubisz, siłę ogólną masz, czyli suma sumarum racjonalnych argumentów za Twoim sukcesem nie brakuje.
A tak bardziej po ludzku i emocjonalnie - powodzenia! :)

Hankaskakanka pisze...

@Krasus, debiut już w ten weekend?? Jej! Trzymam kciuki!!
@Itsfineirantoday, dzięki :)
@Borman, właśnie przeanalizowaliśmy z mężem zmienioną trasę (gulp). Będzie wesoło ;) Niemniej jednak pocieszyła mnie konkluzja - patrz, 5 godzin na 27 km, a w tyle zrobiliśmy pierwszy maraton, na którym siedziałaś przy Zatoce Świń i mówiłaś, że czekasz na samochód "koniec biegu" :) A, co TY jesz na górskich maratonach? Bo nie wyobrażam sobie jechania na samych batonach i żelach.
@Wiolqn, mam zaprzyjaźniony sklepik. Jeśli potrzebujesz nazw konkretnych produktów, żeby np. poszukać w internecie, napisz maila - chętnie pomogę!
@Emilia, plan był super, ale moje wykonanie nie na 100% :-/ Dziękuję za dobre słowo!
@Adam, najbardziej mnie motywuje to, że będę w górach i będą widoki :) Dziękuję za życzenia!

Leszek Deska pisze...

Maraton w górach to musi być coś pięknego - zazdroszczę! Nie mam żadnego doświadczenia więc nie powinienem udzielać żadnych rad ale co tam, spróbuję: ja bym zjadł porządną kolację i maratońskie śniadanie a na trasie jechałbym jednak na żelach bo żołądek pewnie będzie zbyt ściśnięty żeby dać radę trawić...
Generalnie wysypiaj się i staraj nie stresować - będzie dobrze! Te litry potu wylane na Agrykoli muszą tam zaprocentować :) !

Hankaskakanka pisze...

@Leszek, bieganie w górach jest po prostu piękne :) Jeśli chodzi o same żele, to mogą okazać się niewystarczające, bo pobiegnę na pewno powyżej 6 godzin, czyli o co najmniej 2,5 godziny dłużej niż maraton asfaltowy. Jem mało słodyczy i łatwo się "zamulam". Staram się wymyślić jakąś lekkostrawną i niesłodką przekąskę, możliwą do zabrania na trasę. Jeśli nic innego nie wymyślę, poprzestanę na kulkach z kaszy jaglanej, ugotowanej z kurkumą (kasza jaglana jest lekkostrawna, ma średni indeks glikemiczny i odczyn zasadowy, więc odkwasi organizm) i wezmę imbir do żucia, gdyby mi się na mdłości zebrało ;) Mąż spotka się ze mną w 2 punktach, to może mi poda kawałki cytryn.
Dziękuję za wiarę we mnie, Leszku :)

borman pisze...

Na górski dystans maratoński zabieram jeden, góra, dwa małe batony pieczone na dzień przed startem, żel Isostara lub własnej roboty i, jeśli upał, sól w kapsułce, no chyba, że organizator zapewnia na punktach odżywczych.

Na ulicę, z kolei, zabieram tylko dwa małe żele + jeden, który, 20 minut przed startem, wciskam w siebie. Potem co godzinę kolejny.

Hankaskakanka pisze...

@Borman, bardzo dziękuj!. Na maratonie asfaltowym zazwyczaj wystarczały mi max 2 żele i, dla odświeżenia oraz jeśli były, cytryny. Na wycieczki górskie zabierałam kanapkę i baton Scotta Jurka, ale np. zimą strasznie chciało mi się czegoś ciepłego (raczej pierogi niż szarlotka). Izotonik sprawdzony mam, a nad batonami jeszcze się zastanowię. Trochę się boję zmulenia słodkimi smakami. Batony SJ, choć nie tak słodkie jak różne kupne batony energetyczne, których dwa gryzy wystarczają, żebym rozglądała się za kiszonymi ogórkami, mimo wszystko spiętrzają "nacukrzenie". Przemyślę sól w kapsułce, bo może być ciepło. Jeszcze raz bardzo dziękuję!

Ava pisze...

Hanka adrnalina cie poniesie. Biegasz w gorach nie od dzis a treningi, ktore opisywalas byly bardzo mocne. Dasz radę, a ja bede mocno trzymac kciuki. Mi w dzien przed maratonem Planodawca kazal jesc slone krakersy, zeby zapobiec odwodneniu :)Powodzenia!!

drproctor pisze...

No właśnie - a buritto z kota Jurka? Dasz czadu :-)

Hankaskakanka pisze...

@Ava, liczę na to, że coś z tej mocy mi zostało ;) Od zeszłej środy, nie licząc She Runs the Night, głównie się rozciągam ;) Krakersy to raczej nie dla mnie, ale dzięki za radę!
@DrP, nie próbowałam na treningach, więc wolę nie ryzykować ;) Już mam plan, co wziąć - napiszę wszystko w swoim czasie :) Mam nadzieję, że czadu dam ja, a nie mój kręgosłup!