piątek, 21 września 2012

Spleen

Nie mylić z shin splints.

Nogę złamałam zanim zaczęło się astronomiczne lato. Lato przechodzi właśnie w jesień. A ja dalej nie biegam i nie wiadomo, kiedy biegać będę.

Skończyłam kolejny tydzień rehabilitacji (nadprogramowy, bo po przepisanych 4 nie widziałam jeszcze zadowalającego rezultatu), dowiedziawszy się, że: nie ma pełnego zakresu ruchu, czyli pełnego przetaczania z pięty przez palce.  I co z tego? To, że nawet nie chodzę prawidłowo, więc o bieganiu mogę na razie pomarzyć, chyba że chcę znowu sobie coś złamać, bo stopa będzie "uciekać" i przy szybszym ruchu mam nad nią mniejszą kontrolę. Stopa i cała noga - aż do biodra - jest ciągle poblokowana, dużo w niej napięć. Niby jest lepiej, bo mogę więcej (np. siadać tyłkiem na piętach, podczas gdy stopy są oparte na palcach, a 2 tygodnie temu nie mogłam), chodzę szybciej i nie kuśtykam już tak wyraźnie. No ale...

Wiecie co? Jestem podłamana.

Nie widzę światełka w tunelu. Nikt nie potrafi mi powiedzieć, kiedy będzie dobrze. Czy to jeszcze tej jesieni, czy raczej w okolicach Bożego Narodzenia 2013.  Co chwilę słyszę, że 3 miesiące od złamania to jeszcze bardzo krótko. "Życzliwe" osoby raczą mnie historiami o znajomych, którzy "latami wracali do sprawności, a przynajmniej około roku" albo wyrosła im trzecia noga lub druga głowa.

Jestem wkurzona.

Nie - rower to NIE jest to samo co bieganie. Ani orbitrek. Ani siłownia. Ani rehabilitacja. Nadrabianie zaległości w lekturze i testowanie nowych przepisów nie rekompensuje podniesionego tętna, radochy z porządnie zrobionego treningu albo wyrzutu endorfin na mecie. Nic nie rekompensuje biegania. Nic.

Wiem, że są ludzie, którzy mają gorzej, którzy borykają się z większymi przeciwnościami.

Mam dziś słabszy dzień. Może jutro nabiorę więcej optymizmu.

Tymczasem, tak wyglądał mój tydzień:

Che sorpresa - znowu dwie rehabilitacje. Ale dostałam nowe ćwiczenie (suspens rośnie): wykroki na deskorolce. Miałam po nich straszne zakwasy w czwórkach, co uświadomiło mi, jak bardzo osłabiłam sobie nogi. Kolejną zmianą jest to, że nie dostaję już lodowej skarpety na koniec. Szkoda, bo fajnie było siedzieć na materacu, z poduszką pod plecami i czytać gazetę albo książkę.

Siłownia - więcej ćwiczeń na nogi, m.in. suwnica z mocniejszym obciążeniem (chyba 45 kg, a tydzień temu było 30) oraz maszyny na przywodziciele i odwodziciele. Do tego: łapki, plecy, klatka (o właśnie, pan rehabilitant powiedział mi dziś jeszcze, że mam "zamkniętą klatkę piersiową" i nie oddycham przeponą tylko brzuchem - to pewnie bardzo niedobrze, ale chyba na razie mam to w nosie) i brzuch. Oraz rozciąganie.

Mogę chodzić na orbitrek (hura?), więc umówiłam się z mężem, że w weekend wyskoczę sobie na godzinne chodzenie po wirtualnych górkach (sprawdziłam wczoraj, że jest program "mountain peaks"). Postaram się nie patrzeć bardzo brzydko na ludzi na bieżni i obiecuję nie podstawiać nogi biegaczom napotkanym po drodze.

Aha, zrobiłam w środę badanie gęstości kości, zastanawiając się jednocześnie, czy to jakaś przemyślana strategia ze strony szpitali, żeby nie mieć na terenie żadnego systemu informacji kierującego pacjentów od bramy do odpowiednich pawilonów? Pamiętacie, jak szukaliśmy (tzn. mąż ze mną na plecach) wejścia na ostry dyżur w czerwcu? Tym razem inny szpital i ja o własnych nogach, ale zastanawiam się, jak radzą sobie osoby poruszające się mniej żwawo albo niezbyt dobrze widzące .

Wyniki i konsultację będę miała w poniedziałek. We wtorek - kontrola u ortopedy. Jak szaleć, to szaleć (nie wspomnę, że mam jeszcze 3 badania do zrobienia, ale wiążą się z pobieraniem krwi, więc - trzymaj mnie pan, już się wyrywam).

[westchnięcie]

Miłego weekendu i udanej biegowo jesieni!




11 komentarzy:

Ava pisze...

No masz rację - nic nie rekomepensuje naszego ukochanego sportu, to są wszystko zamienniki, żeby jakoś przetrwać okres kontuzji. Dlatego nie będę Ci proponowac, żebyś sobie coś innego wymyśliła "zamiast" ani dawać dobrych rad, bo raczej usłyszałaś ich już pewnie z tysiąc. Haniu domyślam się jak jesteś wściekła że to się tyle ciągnie i jak głodna biegania. Jedno jest pewne - trwać to wiecznie nie będzie, tym bardziej że wiele robisz żeby dojść do sprawności i są postępy. Trzymaj się, przesyłam Ci starannie wyselekcjonowane dobre fluidy i wsparcie duchowe :)))

www.3chani.blox.pl pisze...

Strasznie ci współczuje, nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak to jest jak nie można tak długo robić to co się kocha. Ale bądź cierpliwa, widocznie złamanie to poważna sprawa i potrzeba jeszcze więcej czasu by odzyskać sprawność. Cały czas idziesz do przodu, pełne wyleczenie to tylko kwestia czasu. Cierpliwości i dużo zdrowia życzę :)

Zbyszek pisze...

Hanka, nie łam się! Wraca Kubica, wrócisz i Ty:-)

Unknown pisze...

Żadne jeżdżenie, ćwiczenie, gotowanie i śpiewanie nie zastąpi biegania - nie będziemy Cię ściemniać, że przecież rower też fajny. Powiedzmy, że powrót do pełni zdrowia to taki ciężki ultramaraton. Mety nie widać, ale przecież jest! A wiesz, że od Twojej formy fizycznej i tego, jak bardzo przykładasz się do rehabilitacji, zależy bardzo dużo? A nie mam wątpliwości, że przykładasz się bardzo. Trzymam kciuki za Twój szybki powrót na biegowe ścieżki. Bo wrócisz na pewno.

Adam pisze...

Tego co naprawdę lubimy, co jest naszą pasją nic nam nie zastąpi - nawet więcej czasu na inne pasje. Trzymam kciuki za szybki powrót do pełni zdrowia i dużo cierpliwości do czasu zanim to nastąpi.

bluuu pisze...

Dzięki Tobie zaczęłam biegać. Już prawie 7 miesięcy, konsekwentnie 4 razy w tygodniu. Czuję się uzależniona, więc mogę sobie wyobrazić, co sama odczuwasz. Trzymam kciuki za jak najszybszy powrót do "starych nawyków":)

Dota Szymborska pisze...

oj oj jest ciężko, nie wiem na ile wirtualni znajomi pomagają ale 3maj się! pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Cierpliwości. Pewnie, ze gotowanie, lektura i rower to nie bieganie, ale to w końcu minie.Trzymam za Ciebie kciuki i niezmiennie podziwiam Twój stalowy charakter

Hankaskakanka pisze...

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, dobrą energię i wsparcie!! Staram się pracować nad optymizmem ;)

@Ava, mam nadzieję, że to nie będzie trwać wiecznie i tego się trzymam (na razie) :) A jutro pomęczę pana dr.
@3chani, jak powiedział "mój" osteopata "taka mała kostka i tyle kłopotu". Miał rację!
@Zbyszek, ale samochodem już całkiem sprawnie jeżdżę ;)))
@Emilia, oby!!
@Adam, tak chwilowo można sobie tym i owym osłodzić, ale zawsze gdzieś tęsknota złapie i wtedy robi się niefajnie.
@Bluuu, nie wiem, czy mi uwierzysz, ale to jedna z najmilszych rzeczy, jakie kiedykolwiek przeczytałam/usłyszałam. Cieszę się, że Cię "złapało" i życzę nieustającej radości z biegania! :-*
@Dota, pozdrawiam zwrotnie :)
@Ultrasetka, stal lekko rdzą nadżarta, ale staram się trzymać ;)))

Aniaha pisze...

wlasnie!
nic nic nic nie jest takie jak bieganie

Hankaskakanka pisze...

@Aniaha, a Tobie udało się wrócić do biegania? Teraz rozumiem lepiej, co mówiłaś, kiedy opowiadałaś o swoim wkurzeniu niebieganiowym!