Rzecz jasna nie odpuścimy sobie całkowicie uczestniczenia w warszawskim święcie biegania i zamierzamy obchodzić w sposób nie nadwerężający mojej nogi ani mężowej odporności: będziemy stali, robili dużo hałasu oraz zagrzewali biegnących do walki na ostatnich kilometrach. Liczymy również na to, iż Ironman dostanie kolejną porcję indoktrynacji sportowej.
Zdalnie kibicuję wszystkim znajomym, którzy będą biegli jutro w Berlinie.
Szczególnie mocno trzymam kciuki za debiutantów - naszego kolegę (Berlin) oraz miłego pana rehabilitanta (Warszawa), który przez ostatnie tygodnie cierpliwie pracował nad moją nogą.
I, rzecz jasna całym sercem i myślami jestem z Blogaczami (to się rymuje, czy nie?). Lećcie jak na skrzydłach pod Bramę Branderburską i na Stadion Narodowy.
Jeszcze z tematów przyziemnych i a propos znęcania się: wczoraj byłam na ostatniej rehabilitacji (juhuuuu - żegnajcie pobudki o 5:40!) i znów dostałam nowe ćwiczenia. Np. "małysze" na desce umocowanej na połówce walca oraz odwodzenie nogi na wzmocnienie pośladków. Tłukłam znów sprinty na trampolinie - dwa razy więcej niż we wtorek. Wszystko tylko dołożyło się do zakwasów wyhodowanych podczas czwartkowej godzinki na siłowni, podczas której robiłam nawet przysiady ze sztangą (na razie tylko z samym gryfem), ćwiczyłam znów na suwnicy (obciążenie konsekwentnie rośnie - tym razem 55 albo 60 kg). Poza tym: plecy, klatka, ręce, brzuch i pośladki. Dzisiaj naprawdę czuję, że przez dwa dni solidnie popracowałam.
Teraz relacja najważniejsza: na rozgrzewkę weszłam na bieżnię i przebiegłam całe 5 minut w tempie 7 min/km. Ale to była frajda! Stopa nie bolała w ogóle, czułam tylko nieprzyjemne kłucie i ciągnięcie w pachwinie. Gdyby nie zbliżające się wielkimi krokami wakacje oraz związane z nimi przygotowania i gorączkowe załatwianie mnóstwa spraw, ruszyłabym z programem truchtania/maszerowania po lesie już w przyszłym tygodniu. Dobra - co się odwlecze i tak dalej. Potruchtam po troszeczku na wakacjach, a potem... Ach, co to się będzie działo!
Jeszcze raz: maratończycy, przyjemnego, udanego startu!
... i na deser Maraton Warszawski w poprzednich latach, w moim obiektywie. Miłego weekendu!!
3 lata temu nie biegłam z powodu rzekomego zapalenia zatok i antybiotyków
W czołówce mężczyzn biegli m.in. R. Wójcik, M. Giżyński, M. Kaczmarek, M. Smalec
Za to zdjęcie dostałam nagrodę w konkursie fotograficznym :)
Zwycięzca MW 2011 i rekordzista trasy tuż przed metą
MW 2011 - finisz najszybszej z pań
7 komentarzy:
Szkoda, że Twój mąż nie pobiegnie, ale decyzja jednak dobra. Ładne zdjęcia, w tym roku pewnie zrobicie równie fajne.
Ja już siedzę jak na szpilkach nie mogę się jutra doczekać...
A mąż może pobiec w Poznaniu - 2 tyg w przygotowaniu nie zrobi różnicy, a powinien się wykurować:)
Jasne Haniu:)Krasus dobrze podpowiada;)niech się chłop nie łamie tylko leci Poznań:)zdrówka i pozdrówka;)
@Emilia, spróbuj się wyspać. Będzie dobrze - mam takie przeczucie :)
@Krasus i Tete, pomysł bardzo dobry, ale będziemy wtedy na wakacjach, które mamy zaplanowane i na które wykupiliśmy bilety wiosną, więc... Wicie, rozumicie ;)
Wielkie dzięki za życzenia, postaramy się nie zawieść :)
Zdrówka życzymy - fajnie że już bieganie wraca do twojego rozkładu zajęć!
Wyobrazam sobie, smakowite piec minut ;)
To juz wiem, gdzie beda najfajniejsze zdjecia z dzisiejszego maratonu
@Leszku, ja też się cieszę!
@Aniaha, cytując Leszka "postaram się nie zawieść" :D Nowy wpis właśnie się pokazał!
Prześlij komentarz