Dobre wieści - sama nie wiem, od czego zacząć, więc może chronologicznie.
Wczoraj odebrałam wynik badania gęstości kości i odbyłam ekspresową konsultację ze specjalistą. Wynik jest dobry, choć pan prof., kiedy mnie zobaczył, a zanim sprawdził wyniki, stwierdził: "Ojej, jaka pani drobna! Nic dziwnego, że się pani połamała - widać, że kruche kości". Hm. Po czym, jak to zwykle bywa, spojrzawszy na wyniki, pan prof. powiedział "Aha. Nie. Nie takie kruche. Na to jak pani wygląda, ma pani naprawdę mocne kości." Wyjaśnił, że jestem w normie, o osteoporozie nie ma mowy, ale, skoro mam stwierdzone badaniem zrobionym przed operacją, niedobory witaminy D, trzeba brać suplement (biorę) i wystawiać się jak najwięcej na słońce.
No dobra, pomijając wszystko, wielki kamień z serca spadł z hukiem.
Dzisiaj rano, bez większego przekonania oraz w chronicznym niewyspaniu (Ironman, odkąd przestał gorączkować, koncertuje po nocach, a budzik zadzwonił dziś o 5:40...), pojechałam na rehabilitację. Czekały mnie dwie miłe niespodzianki - spotkałam koleżankę, a po wszystkich zwyczajowych czarach-marach (terapia manualna, rowerek, chodzenie po piankowej równoważni, wygibasy na beretach, wykroki na deskorolce) miły pan rehabilitant wyciągnął trampolinę i... kazał mi na niej biegać w miejscu. Najpierw truchtać, potem przeskakiwać z nogi na nogę na boki, do przodu i w tył, a potem robiłam interwały: 10 sekund truchtu w miejscu i 10 sekund sprintu (coś jak skip A). Mamma mia, ale było super. To był mój pierwszy bieg od 14 tygodni i jednego dnia. I jeszcze dostałam lodową skarpetę na deser.
Ale to nie koniec!
W południe śmignęłam do pana doktora od stopy na umówioną wizytę kontrolną. Zwierzyłam się, że stopa ciągle boli, że nie ma pełnego zakresu ruchu - jednym słowem, opowiedziałam całą swoją łzawo-rzewną historię. Pan doktor się zmartwił i powiedział, że po prawie 12 tygodniach od operacji powinnam być w pełni sprawna i nie odczuwać już żadnego bólu, zatem trzeba sprawdzić, co dzieje się w stopie. Dał skierowanie na rtg, który zaraz zrobiłam (ciekawe, kiedy będę sobie mogła przyświecać stopą do czytania?) i wróciłam pod gabinet. W gabinecie, wspólnie z panem doktorem, obejrzałam zdjęcia na ekranie komputera i nawet ja zobaczyłam, że... na złamanej kości jest jeszcze widoczna mała szczelina. Duża część złamania już się zrosła i tam kość ma jednolitą strukturę, ale po jej wewnętrznej stronie widać małą rysę. Nie powinno jej tam być po tak długim czasie. Być może taka moja uroda, a być może są to przeszkody natury - uwaga, uwaga - psychosomatycznej. Jak to? Ano tak to, że podobno czasem pacjent tak bardzo chce, żeby mu się kość zrosła, że ona się nie zrasta. I ma to swoją nazwę naukową, której, oczywiście, nie zapamiętałam, ale dźwiękowo kojarzy mi się z chlorofilem.
[to tak zwany błysk intelektu, więc przejdźmy dalej]
Porozmawialiśmy sobie jeszcze z panem dr od serca i ustaliliśmy, że: mam już normalnie "korzystać ze stopy", czyli ćwiczyć, jeździć na rowerze, pływać, nosić wszystkie buty, w których jest mi wygodnie (jutro będę mierzyć dawno nienoszone obcasy) oraz, TAMTARAMTAMTAM, za niedługi czas - TRUCHTAĆ. Zacząć od 5 minut truchtu, przeplatanych 5 minutami marszu i nie przekraczać 30 minut. Jeśli będę już w stanie, bez bólu, truchtać przez pełne 30 minut, zwiększać obciążenie. Nie biegać po asfalcie, czy innym twardym podłożu, tylko po leśnych ścieżkach i raczej w trailówkach.
Miałam ochotę ucałować pana doktora, alem nieśmiała, więc poprzestałam na wylewnych podziękowaniach i uścisku dłoni.
No to idę na przegląd półek z butami.
wtorek, 25 września 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
12 komentarzy:
No rewelacja!! Super wieści, bardzo się cieszę i gratuluję dobrych wyników!:)))
Gdyby nie to, że w niedzielę maraton, chyba bym się z radości upił ;-) Ale skoro nie mogę, to na Twoją i Twojej nogi cześć się wyśpię może :-)
ale miał doktor pecha;( Mogły Mu się trafić całuski od fajnej dziewczyny:) A nie mówiłem Haniu:) Teraz to już ani się obejrzysz a będziesz brykać:)Fajna wiadomość:))zdrówka i szybkiego powrotu na biegowe ścieżki:) trzymam kciuki:) pozdrawiam:)
Jabadabaduu! Dobrze czytać takiego posta, szczególnie po poprzednim. Nareszcie! No faktycznie pan doktor chyba nawet nie był świadom jak bardzo w tym wypadku pacjentka jest mu wdzięczna :)
ps. @doctorproctor - boski kom :)
Bardzo, bardzo się cieszę. Miłego biegania w takim razie!
@Krasus, dziękuję i mam nadzieję, że wiosną będę mogła chwalić się wybieganiem dobrych wyników ;)
@DrProctor, :D :D :D :D :D
@Tete, oj, oby w miarę szybko!! Pozdrawiam :)
@Ava, mam wrażenie, że z ulgą zamknął za mną drzwi od gabinetu :)
@Emilia, dziękuję, ale do tego biegania jeszcze chwileczka i momencik. No ale blisko już!!
Miło przeczytać. Ciekawy jestem wrażeń z pierwszego truchtania - 5 minut + 5 minut przerwy to trochę jak powrót do korzeni ;)
@Adam, sama jestem ciekawa. Z ostrożności zacznę od biegania w basenie - w wodzie trudniej zrobić sobie krzywdę ;) Jutro ostatnia rehabilitacja. Żegnajcie pobudki o 5:40 (do zimowych treningów pod wiosenne starty, ma się rozumieć ;)).
Jaka wspaniała zmiana nastroju zaledwie w 5 dni:) Super wiadomość.
Czekam z niecierpliwością na relację z normalnago "używania stopy"
@Ultrasetka, prawda?? Sama nie mogę w to uwierzyć. A jeszcze dzisiaj, w ramach rozgrzewki, przebiegłam się na bieżni - 5 minut w porywającym tempie 7 min/km :D
kto by pomyślał, że wiadomość, że można biegać 5/5 maks. 30 minut może tak ucieszyć :)) powodzenia!
@Jaszmijesmukwijne, prawda? A po dzisiejszych 5 minutach na bieżni cieszyłam się jak po życiówce w wiosennym półmaratonie :) Ps. Na zegwniku cicho rykoświstąkały? ;)
Prześlij komentarz