niedziela, 15 kwietnia 2012

Gardłowe sprawy

Nie wystartowałam w Biegu Pamięci, ale i tak spędziliśmy miłe rodzinne przedpołudnie. Mąż pobiegł, Ironman miał dotlenianie i odkrył najpiękniejszą rzecz na świecie - pojemniczek z Tantum Verde (prawie godzina pełnego skupienia), a ja porobiłam zdjęcia i pooddychałam deszczowym powietrzem. To podobno dobre na gardło.

Start zawodników na 5 km

Skoro o gardle mowa. Macie jakieś sprawdzone sposoby na radzenie sobie z przeziębieniem?

Bo mnie postawiły na nogi w ciągu 48 godzin: płukanie gardła Gargarinem, zwiększenie ilości picia, napar z liści babki lancetowatej (ma działanie przeciwzapalne - polecam!), czosnek i ostre przyprawy, tran, olejek Olbas - wmasowany na noc w stopy, następnie obleczone w niezwykle ponętne bawełniane skarpety. Wszystkie dolegliwości przeszły jak ręką odjął.

Dzisiaj była moja kolej na pobudkę z Ironmanem. Bawiliśmy się, czytaliśmy (po raz 157 lub może 213) "Pierwsze urodziny prosiaczka", a ja patrzyłam smętnie na padający za oknem deszcz i na drzewa szarpane silnym wiatrem. Na szczęście, w trakcie śniadania, deszcz przestał padać. Jupiii! Odczekałam jeszcze jakieś 40 minut w ramach życzliwości dla żołądka i ruszyłam, marząc o tym, żeby po drodze nie oberwać kolejną falą deszczu. Miałam do zrobienia spokojne 18 km. Normalnie pojechałabym do lasu, ale szkoda mi było czasu na całą logistykę dojazdową. W związku z tym, urządziłam sobie bieg międzydzielnicowy. Byłam i na Polach Mokotowskich, i przy Filtrach, i w Łazienkach, i nad Kanałem Piaseczyńskim, podbiegałam Myśliwiecką, zbiegałam Goworka, itp. itd. Deszcz znalazł mnie dopiero na ostatnich 2 kilometrach, więc nawet nie zdążyłam zmoknąć. Biegło mi się zaskakująco dobrze, w średnim tempie 5:42 min/km, przy czym naprawdę pilnowałam się, żeby nie szaleć. Moje zaskoczenie wynika z tego, że w ostatnich dniach zaliczyłam straszny dół samopoczuciowy - totalne osłabienie, zakończone ostrym bólem gardła i ogólnym rozbiciem. Mam nadzieję, że to już naprawdę koniec tego marazmu.

Łykam witaminy B z magnezem i wit. C, tran w kapsułkach, popijam zieloną herbatę. Gdyby tak jeszcze pojawiły się jakieś jadalne, czyli nienaładowane nawozami i Bógwiczym, nowalijki, byłaby pełnia szczęścia i zdrowia. Na razie kombinuję z kolejnymi wariantami wykorzystania kaszy jaglanej i strączków, masochistycznie marząc o młodej marchewce, rzodkiewce, ogórkach, pomidorach... Skończę, bo zaraz się rozbeczę.

A przy okazji, gratuluję kolegom po blogu - Emilce, Tete i Krasusowi - dzisiejszego startu w łódzkim maratonie!

8 komentarzy:

Krasus pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Krasus pisze...

Dzięki:) Marzenia o 3:30 nie zrealizowałem, ale z 3:38:13 też jestem dumny! Relacja już u mnie;)

Hankaskakanka pisze...

@Krasus, przeczytałam - gratuluję! Wynik, z którego można być dumnym :)

Unknown pisze...

Dziękuję! U mnie relacja pewnie pojawi się dzisiaj.

A co do przeziębienia - ja płuczę gardło wodą z solą, staram się pic jak najwięcej soków i jeśc dużo owoców, najchętniej grejpfrutów. I kanapka czosnkowa - czyli pieczywo z czymkolwiek, pokryte sporą ilością czosnku, minimum dwa ząbki (tylko raz dziennie, bo za duże ilości czosnku mogą zaszkodzic) - słaby pomysł np. przed randką, ale na przeziębienie idealne :-) Leki - z reguły biorę coś w stylu aspiryny, ale jakoś nie wierzę we wspomagacze typu rutinoscorbin i z nich zrezygnowałam. Fajnie, że już wróciłaś do zdrowia!

Krasus pisze...

Z czochem lepiej też nie szaleć wieczorem, on się ciężko trawi i mnie np. męczy w nocy brzuch jeśli się najem czosnku na kolację.

Hankaskakanka pisze...

@Emilia, płukanie wodą z solą też dobre :) Czekam na relację!
@Krasus, ja mogę zjeść pół główki i nic ;) To chyba już bardzo indywidualna sprawa. Na szczęście można kupić czosnek w kapsułkach - po nim podobno nie ma żadnych sensacji żołądkowych.

tete pisze...

Haniu znów Jesteś chora? dużżżooo zdrówka życzę :) Moja rada? pomyśl poważnie o morsowaniu od przyszłego sezonu :)Pozdrawiam zdrowiej szybko:)

Hankaskakanka pisze...

@Tete, już nie jestem :) Pomyślę o morsowaniu... jak się zrobi cieplej ;) Na razie jestem permanentnie zmarznięta - kwiecień nie rozpieszcza temperaturami :-/ Pozdrawiam!