Czy to już efekt odbicia po podwójnej dawce gór? Czy co?
W czwartek, na siłowni, zmagałam się z ciężarami z taką werwą, jakbym przez ostatnie pięć tygodni trenowała co najmniej 2 razy w tygodniu, zamiast odczuwać wyrzuty sumienia za każdym razem, kiedy przypadkiem wpadała mi w ręce karta wstępu. Wiem, że Ironman waży 10 kg, co wcale nie przeszkadza mu w lubieniu noszenia przez mamę. Wiem, że chodniki warszawskie pozostawiają wiele do życzenia i przedzieranie się przez nie z wózkiem wymaga nieco siły. No ale, żeby aż tak się wzmocnić?
Drugie zdziwienie przeżyłam dzisiaj, kiedy wybrałam się na spokojne 13 km po Lesie Kabackim. Na pierwszym kilometrze stwierdziłam, że, od czwartkowego spaceru z Ironmanem, ścieżki zostały nieźle wyślizgane. Ostrożnie drobiłam po 6:10-6:15 min/km. Nie wiem, co wydarzyło się później, ale średnia z całego treningu wyszła 5:39 min/km i ciągle musiałam zwalniać, kiedy niezauważalnie przyspieszałam do 5:05 - 5:15 min/km. Mimo śniegu, mimo śliskiej nawierzchni, mimo mrozu, mimo nóg jeszcze zmęczonych czwartkiem i wczorajszymi minutówkami oraz tego, że nigdy zimą nie biegałam spokojnych wybiegań w takim tempie. A to naprawdę było spokojne, relaksacyjne i miłe. Chociaż na ostatnich dwóch kilometrach zmarzłam i powtarzałam sobie tylko, że w plecaku czeka termos z gorącą herbatą i kanapka.
Z kronikarskiego obowiązku, przy -7 było mi całkiem ciepło (dopóki słońce się nie obniżyło) w poniższym zestawie: ciepłe legginsy, krótkie spodenki biegowe (dodatkowa warstwa na cztery litery), podkoszulek termalny i bluza softszelowa + ciepła czapka (z wewnętrzną opaską z polaru), polarowy szalik i polarowe rękawiczki. Skarpetki normalne, tzn. żadne ocieplane czy narciarskie, tylko takie, w jakich biegam przez cały rok. Moje zacne trailówki (opisywane kilka miesięcy temu Mizuno) dawały sobie całkiem nieźle radę nawet na lodzie.
Jeśli to efekt odbicia, niech trwa i trwa i trwa. Jeśli to cokolwiek innego - niech też trwa.
Miłego tygodnia!
niedziela, 29 stycznia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
Hej dla takich chwil właśnie się biega, żeby poczuć moc :) Życzę trwania w tym stanie.
To prawda! Dziękuję :)
Tu się jakiś worek z życiówkami szykuj, coś tak czuję... i nie czuję, że rymuję;-)
Muszę też spróbować z tymi spodenkami na leginsy bo ostatnio coś mi właśnie w cztery litery, jak to mawia moja latorośl, "weje" ("weje" oznacza, że zimno, nie ważne czy jest wiatr czy nie).
wow ! w tym zestawie byłbym ugotowany;)he,he... Poczuć moc i wiatr w uszach;)Haniu latasz jak na skrzydłach;)pozdrowionka
@DrProctor, spodenki na 4 litery, żeby nie "weło" to fajny patent :) Mąż też taki system izolacji stosuje.
@Tete, no ale ja nie jestem morsem, tylko piecuchem :)
Prześlij komentarz