niedziela, 22 stycznia 2012

Nie narzekać (na wszelki wypadek)

poprzednim poście nieco pomarudziłam na temat braku zimy i, co za tym idzie, braku sezonowych warunków do ćwiczenia siły i stabilizacji w terenie. A przecież jest takie porzekadło, że warto uważać na to, czego się sobie życzy. Chciałam warunki - proszę bardzo.

Pojechaliśmy dziś rodzinnie do Lasu Kabackiego. Stęskniłam się za nim przez prawie 4 tygodnie, czyli od I Biegu na Czuja. Wczoraj wieczorem zacinał śnieg, w nocy było trochę mrozu, a od rana chlapa. No cóż - w lesie może być trochę lepiej niż w środku miasta, prawda? Trochę może i było, bo zamiast błota z solą był rozmiękły śnieg, dzięki czemu pięknie umyliśmy sobie podeszwy w butach i koła od wózka.

No ale. No właśnie. 12 km po rozmiękłym śniegu, z wózkiem. Zmienialiśmy się najpierw co 2 km, a potem co 1,5. Biegliśmy bardzo, bardzo wolno (jakieś 6:20 min/km), a mimo to nieźle daliśmy sobie w kość. I siłowo (ile pary trzeba włożyć w to, żeby wózek z prawie 10-kg ładunkiem jakoś się po tej śnieżnej brei toczył!) i stabilizacyjnie. Trzeba będzie wykombinować jakiś patent na weekendowe dłuższe wybiegania - zimą, nawet stosując system zmianowy na etacie powożącego wózem, może być naprawdę trudno z większym kilometrażem, że o żywszym tempie nie wspomnę. No i szkoda męczyć Ironmana, który dziś i tak wykazał się anielską cierpliwością znosząc podrygiwanie w śniegowej brei.

Kiedy robiliśmy ostatnią prostą, zaczął padać deszcz. I pada do tej pory.

Tylko boję się narzekać i życzyć sobie prawdziwej zimy, żeby mi za tydzień nie wyszła bokiem w postaci -25 stopni i 2 metrów śniegu.

Z rzetelności kronikarskiej nadmienię, że od wtorkowego treningu na terenie b. NRD aż do dziś nie robiłam nic sportowego. Na szczęście znów wychodzę na prostą i jak już się rozpędzę, nic mnie nie powstrzyma.

Hm. Chyba, że coś się rozwinie z drapiącego gardła i kichania.

Miłego tygodnia!

7 komentarzy:

tete pisze...

Haniu lepiej nich się nic nie rozwija;) bo podobno idzie prawdziwa zima:)super ten narciarski wyjazd z Ironmanem, a relacja świetna :)dużo zdrówka i pozdrowionka :)

Hankaskakanka pisze...

@Tete, chyba mi się upiekło. No to spokojnie czekam na zimę. Pozdrawiam!

drproctor pisze...

A mnie tam jest dobrze bez zimy - nabyła się już u nas przez ostatnie dwa lata. Ale jak znam życie to przyjdzie w marcu...

Ava pisze...

No wlasnie się zastanawiałam jak Ironman reaguje na częste (jak sądzę)wycieczki jogerem w tempie np. 5:00 min/km ? Podoba mu się?

Hankaskakanka pisze...

@DrProctor, to ja już wolę, żeby teraz przyszła. W marcu to ma być już wiosna. O :)
@Ava, emmm... 5:00 min/km? Myślisz, że sam już tak zasuwa? :)

Ava pisze...

No tak może przesadziłam. Ale pewnie jak było ciepło , sucho i po równym, to biegliście z wózkiem poniżej 5:30, czy nie? Generalnie, podoba mu się powożenie na dłuższą metę? tak się pytam z ciekawości

Hankaskakanka pisze...

@Ava, parę razy zdarzyło nam się biec szybciej, ale z wózkiem szybkie treningi są bezsensowne. Wydaje mi się, że trzeba włożyć co najmniej 1/3 energii więcej niż do osiągnięcia takiej samej prędkości bez wózka. Oczywiście, to tylko moje wrażenie, a nie fakt poparty badaniami naukowymi ;) Jeśli chodzi o Ironmana, czasem mu się bardzo podoba, czasem mniej. Chyba latem był bardziej zadowolony i nie wiem, czy to kwestia wieku (był młodszy i szybsza jazda w wózku, z którego widział "wszystko" mogła być atrakcją), czy kwestia tego, że teraz jest naubierany i średnio mu wygodnie ;) Paru kolegów mówiło mi, że ich dzieci zaczęły odmawiać jeżdżenia w wózku między 1,5-2 rokiem. No to mam jeszcze kilka miesięcy, a potem - zobaczymy. Na pewno możliwość biegania z wózkiem na spokojnych wybieganiach lub letnich clubbingach wielokrotnie pozwoliła nam na zrobienie jakiegokolwiek treningu i na wspólne fajne spędzenie czasu.