No i jest życiówka, choć nie taka, jaka miała być. Oficjalnie netto 47:11. Byłam 25 na 490 rówieśniczek i 75 na 1267 pań oraz 1491 / 6108 w generalce.
Dlaczego nie taka? Bo plan maksimum zakładał zejście poniżej 46 minut (o tym dzisiaj nie było mowy), a plan minimum - poniżej 47 minut. Może, gdyby nie strata 27 sekund na pierwszym kilometrze (tak, tak - spacerowicze w strefie na 40 i 45 minut), plan minimum zostałby zrealizowany. Może. Tego już się nie dowiem. Na razie cieszę się z poprawy życiówki o 1 min 44 sek.
Dlaczego zejście poniżej 46 minut dziś było niemożliwe? Z powodów opisanych w poprzednim poście. Jestem bardzo zmęczona i zestresowana, a to zawsze przekłada się na formę. Przecież jest ona wypadkową tylu czynników. 47 było w zasięgu ręki, zwłaszcza że prowadził mnie mój nieoceniony mąż. Dokonywał cudów na trasie, żebym tylko nie zeszła i nie położyła się na jakimś nasłonecznionym trawniku (naprawdę - wyglądały tak kusząco! I żadnych płaczących niemowląt w pobliżu!). Teksty motywacyjne przed zawrotką "W zeszłym roku tu też marudziłaś i dałaś radę.". Teksty motywacyjne zza zawrotki "Kupię Ci ładne buty", "Nie zwalniaj na podbiegu - po co było to bieganie w górach?!", "No, dawaj! Wyciągaj nogi!".
Zapamiętam sobie to o butach.
Niestety albo stety, Bieg Niepodległości stał się imprezą masową w pełnym tego słowa znaczeniu i nawet szeroka Al. Jana Pawła II i Aleje Niepodległości nie są w stanie pomieścić tak dużej ilości biegaczy bez zatorów. Nie wiem też kto wpadł na perwersyjny pomysł puszczenia zabytkowej limuzyny z marszałkiem Piłsudskim tak, żeby jechała z prędkością 5 km/h pomiędzy biegaczami. Szczególny ubaw z limuzyny był na wiadukcie nad Al. Jerozolimskimi - smród spalin, dwa wąskie tory do biegnięcia po dwóch stronach samochodu, biegacze przystający i robiący zdjęcia. W zeszłym roku Piłsudski jechał przed biegaczami z elity i można było do niego pomachać z przeciwległej strony jezdni. To chyba bezpieczniejsze rozwiązanie, ale może się nie znam.
Poza tłokiem na trasie, spacerowiczami w strefach oraz Piłsudskim na moście, nic biegowi zarzucić nie mogę. Nawet pogoda dopisała, a to spowodowało, że przy trasie stało zauważalnie więcej kibiców niż rok czy dwa lata temu. Nawiasem mówiąc, dwa lata temu zameldowałam się na mecie z wynikiem o 10 minut gorszym, a dałam z siebie wszystko. Dzisiaj też. Na tyle było mnie stać i na tyle przybiegłam.
No to idę porozmawiać z mężem o tych butach.
Jeszcze raz: miłego weekendu!
piątek, 11 listopada 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
17 komentarzy:
Tak, tak, te buty trzeba koniecznie wyegzekwować :) Ach żeby mnie ktoś tak motywował, może byłby wynik :) W każdym razie jak widać stanowicie niezły tandem - twoja para w nogach + wsparcie psychiczne ze strony męża. Gratulacje! A faktycznie strasznie ciasno i bez sensu ten samochód marszałka, podobnie jak ustawione co jakiś czas poprzecznie płotki grodzące drogę na trasie
ps. a wynik rok temu miałaś chyba o 1 minute a nie o 10 minut gorszy :)
Gratulacje :)
Gratuluję nowej życiówki!
Wiem, że tłok przeszkadza, ale jakoś wolę, jak ludzie wziąć udział w biegu, niż jak demolują Marszałkowską...
Buty wyegzekwuj koniecznie, to bardzo dobry system motywacyjny :-)
żeby mi te buty były różowe! :) Gratulacje i nie marudź, ja bym pewnie leciała 10h a na koniec padła trupem ;-)
@Ava, wiesz, że nie kojarzę tych płotków. Zobaczyłam je dopiero na zdjęciach ;) Wynik z zeszłego roku był gorszy o 1:44, a 10 minut wolniej przybiegłam jednak nie 2 tylko 3 lata temu (2 lata temu 11 listopada walczyłam z wiatrem na drugiej półkuli ;-)).
@Pola, dziękuję! A Ty biegłaś?
@Emilia, to, co działo się w innej części centrum... Jakiś koszmar :( Nie mogę w to uwierzyć.
@Zielenina, różowe? Hm... Jest to jakiś pomysł ;-)
Jeszcze raz wielkie brawa i gratulacje Haniu:)należą Ci się extra butki w nagrodę ;) Pozdrowionka :)
Gratuluję wyniku, mało brakowało do połamania 47 minut :)
Spacerowicze na takich biegach to chyba problem nie do rozwiązania. Jak się nie chce utrudniać życia innym (ustawiając się za bardzo z przodu) to trzeba niestety nastawić się na przepychanie. Urok biegów masowych ;)
Gratulacje:*
Gratulacje :)
różowe!!! popieram - różowe porządne butki to mnóstwo radochy i dobrej energii :)
@Tete, dziękuję i też pozdrawiam :)
@Adam, w tym roku ciągle brakowało mi kilku (teraz parunastu) sekund ;) No nic, szybkich dyszek trzeba szukać na mniejszych biegach.
@Liduś, dziękuję :-*
@Dadziap, dziękuję i chyba rzeczywiście zastanowię się nad tym różowym ;-)
PS. Wczoraj naprawdę pobiegłam na maksa - w nocy obudziłam się z bólem głowy jak po martonie!
Gratulacje:)
Na szybką dychę zapraszam w marcu do Poznania:) Względnie możesz się wybrać w kwietniu do Tete do Częstochowy...
Gratulacje! Super mieć takiego zająca w rodzinie. Ty zasłużyłaś na buty (oczywiście biegowe) a mąż na pysznego browarka :)
Gratulacje!Koniecznie zamieść zdjęcie nowych butów jak tylko je wyegzekwujesz
@DrP. Pomyślę nad Poznaniem ;-) W kwietniu będę się rozglądała za pagórkowatym półmaratonem.
@Mauser, dziękuję! A mąż jest super-hiper-zającem :)
@Ultrasetka, również dziękuję. Egzekucja idzie gładko :)
Ja właśnie przez tą całą "masowość" nie ciągnie do biegów typu Bieg Niepodległości ;)
Ale wyniku i tak Gratuluję :)
@Pawełbiega, no właśnie po tym roku będę się poważnie zastanawiać nad ponownym startem. Jeśli już, to stricte towarzysko, bez żadnego ciśnienia na wynik. W takim tłumie i z mnóstwem osób, które startują w strefie o 10-15 minut zbyt ambitnej do swoich możliwości, to naprawdę mija się z sensem. Tak a propos, bardzo żal mi kolegi, któremu zabrakło dosłownie paru sekund do zejścia poniżej 40 minut. Ustawił się grzecznie w swojej strefie i przez pierwsze dwa kilometry kluczył pomiędzy znacznie wolniejszymi biegaczami i grupkami niedzielnych spacerowiczów.
A sama impreza przyjemna, zwłaszcza, jeśli pogoda dopisze tak jak w tym roku :)
Dziękuję za gratulacje :)
Prześlij komentarz