sobota, 5 listopada 2011

Niewidzialna

Czaruję i czaruję, żeby dotrwać do Biegu Niepodległości w stanie niepogorszonym, to jest nieprzeziębiona i niekontuzjowana, bo na wyspanie, wypoczynek i ogólny relaks raczej nie mam, co liczyć. Dyszka to nie maraton, więc mogę nawet polecieć na adrenalinie, a tej mi nie brakuje. Jakoś to będzie.

Na razie udało mi się wystartować na 5 km w ramach Grand Prix Warszawy, choć mało brakowało, a bym zrezygnowała. Jestem naprawdę niewyspana i zmęczona, bo Ironman przechodzi hardcorową wersję ząbkowania. Można sobie wrzucić w Google hasło "ząbkowanie niemowląt" i obstawiam, że nasz mały zawodnik ma 90% objawów ubocznych. Makabra.

No nic, po kolejnej ciężkiej nocy tylko ładna pogoda i entuzjazm zakatarzonego męża wygnały mnie w końcu za drzwi. Tym razem GPW rozgrywało się na Siekierkach, które znałam do tej pory z kilku wspólnych treningów z Autorką Planu i paru dawnych clubbingów. Wiedziałam, że będziemy biegli po zmorze polskich miast, czyli kostce bauma i że są podbiegi.

Zapisałam się, przypięłam numer startowy, zrobiłam małą rozgrzewkę, pogadałam ze znajomymi, ucałowałam swoich chłopaków i poszłam na start. Pierwsza niespodzianka - start nie jest pod niebieskim łukiem, tylko dalej - na wymalowanej na asfalcie cienkiej kresce. Bo trasa ma atest i zawodnicy na 10 km, choć biegną dwie pętle po 5 km, startują spod łuku, a 5-kilometrowcy z szarej kreski. Może trasa na 10 km była jednak trochę inna albo już nic nie rozumiem. No dobra. Wystrzał i startujemy. Pierwsze 300 m poświęcam na wyprzedzanie, a rzut oka na Gacka (4:05 min/km) każe mi wyhamować. Mam biec treningowo, w określonym tempie i nie szaleć. Ok.

Biegnę sobie w tym swoim tempie, wyprzedzam, wyprzedam. Zawrotka, za nią chyba największy podbieg. Wyprzedzam, wyprzedzam, zbieg. Przebiegam pod Mostem Siekierkowskim, biegnę w stronę stawu. Nad stawem duje jak 150 i znowu jest chyba podbieg (tych mniejszych nawet nie opisuję). Widzę męża z wózkiem i aparatem, więc próbuję się uśmiechnąć i wyprzedzić pana, który włazi mężowi w obiektyw. Chciałabym mieć jakieś fajne zdjęcie z biegu. Nic z tego - pan przyspiesza i starannie mnie zasłania. Chwila wahania - pamiątka czy trzymanie tempa i... Na zdjęciach widać głównie pana, czyli jednak wybrałam to drugie. Na szczęście za chwilę był podbieg i pan odpadł. Wyprzedzam, wyprzedzam, wyprzedzam. Już ostatnia prosta do mety. Na 100 metrów przed nią dobiega do mnie pan od włażenia w obiektyw i... przed metą znowu starannie mnie zasłania przed mężowym aparatem. Taka moja karma fotograficzna.

Przekraczam metę, wyłączam Gacka: 23:07, czyli życiówka. Trudna trasa, bo pofalowana, nawierzchnia z kostki jednak wchodzi w nogi bardziej niż asfalt no i jeszcze silne uderzenia wiatru. Oczywiście jestem rozczarowana, że nie przybiegłam poniżej 23 min, choć nie to było celem dzisiejszego biegu. To już cała ja. No dobra, na razie robi się bałagan, bo pani, która zbierała numery startowe już ich nie zbiera i kieruje mnie do punktu z pączkami, jednocześnie przepędzając z chodnika na trawę. Za pączka dziękuję, ale mąż chce, więc staję po pączka. Przebieram się w cieplejsze rzeczy i idziemy dopingować 10-kilometrowcom, bo dużo znajomych startowało.

Pokibicowaliśmy, zrobiłam małe roztruchtanie i poszliśmy na wręczanie nagród. Według męża przybiegłam chyba piąta wśród kobiet. Fajnie.

Rozdanie nagród się zaczyna, nagradzają pierwszą 10 wśród kobiet i mężczyzn, wyczytują jako 10 koleżankę, która już pojechała do domu - idę odebrać nagrodę za nią. 9, 8, 7, 6, 5... eeee... czyżbym niespodziewanie przybiegła 4? Nie! 3? Nie. No dobra, oszczędzę odliczania - w ogóle nie przybiegłam. Nie ma mnie. Nie startowałam. Taka niespodzianka. Wnerwiłam się nie na żarty, bo za rzadko startuję i za kiepsko biegam, żeby uczestniczenie w takich ceremoniach było dla mnie nudą i rutyną. Może nie. Nie wnerwiłam się - zrobiło mi się przykro.

Kiedy już zostały wręczone nagrody całej 40-tce najlepszych, podeszłam do jednej z organizatorek, żeby wyjaśnić, co się stało. No bo wszystko jest możliwe - może nie zeskanowano mojego numeru na mecie, może zginęło moje zgłoszenie, itp. Pani bez słowa sięgnęła po książkę, którą dostawali wszyscy nagrodzeni, dała mi ją i powiedziała, żebym wysłała do niej maila. I już.

Na razie w wynikach jest mój numer (chyba mój, bo nawet go dobrze nie zapamiętałam, a zwracaliśmy numery startowe na mecie) z czasem 23:11. Sądząc po zdjęciach byłam 6 albo 7 wśród kobiet.

Nieważne. Najważniejsze, że zrobiłam trening, była ładna pogoda, spotkaliśmy sporo znajomych i miałam jeszcze spory zapas sił na niezbyt łatwej trasie. Mam nadzieję, że na Biegu Niepodległości pobiegnę dobrze i że obejdzie się bez takich niespodzianek jak dziś.

Kontrola tempa około kilometra przed metą i but Obiektywowłaza

10 komentarzy:

drproctor pisze...

Dobrze, że bieg nie był wcześnie rano, bo by się okazało, że zostałaś zdradzona wiesz kiedy;)
Aczkolwiek rozumiem, że mogło Ci być przykro. Nawet jeśli złożysz protest i go uznają, już Ci nie zaklaskają:( Dlatego tym bardziej wielkie i gorące graty:) Powodzenia w piątek!

dadziap pisze...

przyłączam się do wielkich i gorących "gratów" :) piękny wynik, na moim GP najszybsza kobieta na mecie miała 23:23 więc byłabyś pierwsza:)

Anonimowy pisze...

Gratuluję! Świetny czas. Nie psuj sobie nastroju beznadziejnymi organizatorami, a protest warto złożyć, żeby im popsuć trochę dobre samopoczucie

Ewelina Majdak pisze...

Haniu olej ich. Ważne,że Ty wiesz jak było naprawdę :)
Nogi masz extra! Powtarzam się? :)

Unknown pisze...

Trasa była trudna, biegłaś treningowo, a i tak zrobiłaś życiówkę. Wiem, że to nie to samo dostać książkę po, ale ważne, że wynik świetny. Gratuluję!

Hankaskakanka pisze...

@DrProctor, dziękuję! W piątek przyda mi się powodzenie ;)
@DadziaP, dzięki :) Wczorajsza najszybsza kobieta jest poza moim zasięgiem - około 19:30. To nie moja liga ;)
@Ultrasetka, jeśli nie będzie mnie w oficjalnych wynikach, upomnę się o swoje ;)
@Polka, rumieńce po kokardę ;)
@Emilia, dziękuję :) To był fajny bieg!

tete pisze...

Brawo Haniu!znam to "uczucie" bo tez nie zauważono mnie kiedyś na mecie;( A facio który Cię zasłaniał pewnie chciał mieć fajną fotkę z ładną dziewczyną tylko nie umiał się dostosować do Twojego tempa;)pozdrowaśki i gratulacje:)

Hankaskakanka pisze...

@Tete, pan raczej wyglądał na takiego, który nie mógł się pogodzić z tym, że go baba dogania ;)

Ava pisze...

Pięknie! Widać że jesteś w formie i żadne tam przeziębionka czy pobolewania cię nie zmogą, a do piątku niedaleko! Gratulacje za piękną życiówkę! A bajzlem organizacyjnym się nie przejmuj, chociaz oczywiście jestem w stanie sobie wyobrazić jak się poczułaś :( trzeba to zwalić na karb braku profesjonalizmu organizatora, natomiast bardzo słabo z ich strony, że Cię po prostu i po ludzku nie przeprosili. Ale co tam, zapomnij o GP, powodzenia w piątek (może się uda spotkać gdzieś w przelocie)!!!!

Hankaskakanka pisze...

@Ava, tak, mam nadzieję, że uda się spotkać!