poniedziałek, 14 listopada 2011

Ka-sza-sza

Choć nie brakowało mi w tym sezonie przerw w bieganiu, postanowiłam zrobić sobie prawdziwe i całkowicie dobrowolne roztrenowanie. Na razie robię remanent i remont (głównie barków i karku - masakra), mam już starannie zaplanowaną logistykę związaną z wyjściem do pieczarkarni, dziś udało mi się przespać AŻ 9 godzin z TYLKO jedną pobudką, załatwiam milion spraw domowych i około-zawodowych, a poza tym staram się naprawdę dobrze jeść. Albowiem niechcący znowu schudłam (chlip, chlip).

Od jakiegoś czasu pchało mnie natchnienie i potrzeba podzielenia się przepisami na coś bardzo zdrowego, a nieco pomijanego w czasopismach biegowych. Kiedy mowa o źródłach węglowodanów dla biegaczy, najczęściej pisze się  o makaronach, pieczywie, ziemniakach, ryżu. Tym czasem w kuchni polskiej mamy skarb nieoceniony -  pełen składników niezbędnych nie tylko sportowcom,  bezpieczny nawet dla dzieci i alergików, a także odkwaszający nasze wybiegane organizmy.

Zapraszam do spróbowania kaszy jaglanej i płatków jaglanych.

Kasza jaglana jest jedyną kaszą o odczynie zasadowym. Zawiera między innymi: żelazo, fosfor, potas, wapń, witaminy z grupy B. Jest lekkostrawna, a, według tradycyjnej medycyny chińskiej, pomaga w usuwaniu nadmiaru śluzu z organizmu (m.in. z górnych dróg oddechowych). Nie zawiera glutenu, na który wiele osób z naszego kręgu cywilizacyjnego ma mniejszą lub większą nietolerancję.

Od powrotu z wakacji jemy sporo kaszy i płatków jaglanych. Wcina je również ze smakiem Ironman, w związku z czym nie mam specjalnego problemu z wymyślaniem zdrowych śniadań i obiadów. Postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma sprawdzonymi przepisami, czy, w niektórych przypadkach, pomysłami na kaszę i płatki. Nawiasem mówiąc, cennym źródłem wspaniałych przepisów na jaglankę jest blog Quinoamatorki. Zwracam szczególną uwagę na przedstawiony tam sposób pozbycia się goryczki z kaszy - przelanie jej wrzątkiem i przepłukanie bieżącą wodą przed ugotowaniem. Działa!

Jaglane śniadanie

Proporcje dla 2 dorosłych osób i jednego malutkiego ludzika

Pół szklanki płatków jaglanych
Pół szklanki wody
Mleko ryżowe (może być każde inne, ale nam najbardziej smakuje ryżowe, a krowiego nie pijemy) w ilości potrzebnej do osiągnięcia pożądanej konsystencji

Płatki wrzucamy do garnka i zalewamy wodą. Gotujemy na wolnym ogniu. Kiedy wchłoną całą wodę, dodajemy po trochu mleko. Mniej, jeśli chcemy gęstszą papkę (taką jemy w domu, bo jest łatwiejsza do wciągnięcia przez Ironmana), więcej, jeśli rzadszą. Mieszamy od czasu do czasu. Cały proces trwa jakieś 5-7 minut.

Dodatki - co lubicie. Ja dodaję starte jabłko albo gruszkę, ewentualnie pokrojone w kostkę kiwi. Do tego parę suszonych moreli pociętych w paseczki (suszone morele są dobrym źródłem żelaza!) albo 1-2 łyżeczki niełuskanego sezamu (nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy A, E, z grupy B, wapń, żelazo, fosfor, magnez). Można dodać suszone śliwki, figi, orzechy - co kto chce!

Jeszcze jeden pomysł: bardzo mi się podoba przepis na koktajl z bloga Zieleniny.

Jaglany obiad lub ciepła kolacja

Na początek znakomite danie z powoływanego wyżej bloga Quinoamatorki - opiekanki z kaszy jaglanej i soczewicy. Oryginalny przepis znajdziecie tutaj. Moje drobne uwagi praktyczne: nie dodawałam kurkumy, opiekanki smażyłam na oleju i odsączałam na ręczniku papierowym. Są jeszcze lepsze po odgrzaniu w piekarniku (wystarczy je włożyć do naczynia żaroodpornego bez przykrywki i piec w 200 C przez około 15 minut). Można je zjeść solo, popijając czystym czerwonym barszczem albo żurkiem.

Drugie wyśmienite i efektowne danie z tego samego bloga to sójki mazowieckie. Robiłam je kilka razy w wersji fusion, tzn. nadziewając nimi kukurydziane taco shells, ale miałam również szczęście jeść ich oryginalne wydanie, w dodatku zrobione przez Quinoamatorkę. Rewelacja.

Poniżej moje pomysły na kaszę jaglaną. Proporcje dla głodnej dorosłej osoby lub mniej głodnej dorosłej osoby i jednego głodnego Ironmana.

Kasza jaglana wymieszana z zieloną soczewicą i sosem pomidorowym. Soczewicę (wystarczy dosłownie 1/5 szklanki) należy wypłukać na sitku i wrzucić do podwójnej ilości wody. Gotować z liśćmi laurowymi i zielem angielskim (powiedzmy, na pół szklanki soczewicy 2 liście i 3 ziarenka) około 30-35 minut od momentu, w którym woda się zagotuje. Jeśli danie nie jest przeznaczone dla malutkiego dziecka, można do gotowania dodać jeszcze szczyptę soli. Na oliwie (2 łyżki) podsmażyć posiekane dwa ząbki czosnku, dodać 1/3 szklanki przecieru pomidorowego (passata di pomodoro). 1/4 szklanki kaszy jaglanej sparzyć na sitku wrzątkiem, przepłukać bieżącą wodą i ugotować w podwójnej ilości wody. Do sosu pomidorowego wrzucamy ugotowaną soczewicę i dusimy razem przez kilka minut. Doprawić ostrą papryką, dołożyć ugotowaną kaszę i danie gotowe. Jeśli soczewicę ugotuje się np. dzień wcześniej i zostawi w lodówce w zamkniętym pojemniku, przyrządzenie dania zajmuje około 15 minut.

Kasza jaglana z dynią i imbirem. Kaszę gotujemy jak wyżej. Gotujemy wypestkowany kawałek dyni (ok. 150-200 g). Ostatnio kupuję dynię hokkaido (jest mała, intensywnie pomarańczowa z zewnątrz i wewnątrz i ma cienką skórkę), ale mogą być inne odmiany, jeśli nie znajdziecie hokkaido. Kiedy dynia się ugotuje do miękkości, zdejmujemy skórkę i mieszamy dynię z ugotowaną kaszą. Dodajemy starty świeży imbir (ile kto lubi). Można dorzucić łyżeczkę sezamu (ale nie trzeba) albo posiekane pestki z dyni (znów żelazo, fosfor, magnez i, na dokładkę, cynk). W ten sam sposób można przyrządzić kaszę jaglaną z uprażoną i zmiksowaną gruszką czy kwaśnym jabłkiem.

A Wy? Jecie kasze? Jakie lubicie najbardziej?

8 komentarzy:

tete pisze...

Hej Haniu znowu czytam i ślinka mi kapie na klawiaturę hi,hi...bardzo lubię kasze jaglaną, gryczaną zresztą wszystkie:)Bardzo smaczny post:) pozdrawiam serdecznie

drproctor pisze...

Okazuje się, że jednak jestem leniwym samcem i na pytanie, jak jem kaszę, mogę odpowiedzieć tylko w jeden sposób. Jak mi podadzą...
No ale co ja mogę, jak nijak mnie do pitraszenia nie ciągnie. Mój talent kulinarny kończy się na omlecie na słodko.

quinoamatorka pisze...

Hej, Haniu, ale mi się zrobiło miło po przeczytaniu tego posta :-) Cieszę się, że korzystasz z moich przepisów i sama też bardzo fajnie kombinujesz :-) Następny przepis na jagły już jutro :) Ściskam Cię!

Unknown pisze...

Uwielbiam kaszę! Dla mnie numer jeden to pęczak. Miejsce drugie należy do gryczanej, a trzecie na podium jest wolne - bo jakoś nie umiem gotować jaglanej. Czas to zienić :-)

Ale dzięki za przepisy - wypróbuję opiekanki i to z dynią i imbirem (uwielbiam dynię i uwielbiam imbir, więc coś mi mówi, że to będzie to :-).

Hankaskakanka pisze...

@Tete, cieszę się, że smaczny :)
@DrP, jeśli umiesz zrobić omlet, to znaczy, że umiesz zrobić wszystko inne ;)
@Quinoamatorka, w takim razie czekam na nowy przepis! Kasze z Twojego bloga gotuje już kilka osób z rodziny i znajomych :)
@Emilia, a ja jakoś za pęczakiem nie przepadam. Tzn. zjem, ale wolę gryczaną, jaglaną albo kukurydzianą. Pęczak kojarzy mi się z obiadami w podstawówkowej stołówce i szczególnie znienawidzonym daniem - pulpetem z sosem i pęczakiem. Opiekanki są fantastyczne - w zeszłym tygodniu jedliśmy je przez 3 dni z rzędu i już mam ochotę na kolejną partię :)

Anonimowy pisze...

Tak rzadko jem kaszę, a nie wiem dlaczego.Chyba ostatni raz jeszcze w czasach szkolnych próbowałam. Dziękuję za przypomnienie o jej istnieniu, będzie urozmaicenie na najbliższym obiedzie

Ava pisze...

Ja tak jak Emilia uwielbiam pęczak i szykuję się do zrobienia z niego "kaszotto" jak to ktoś nazwał czyli odpowiednika risotto. Wstyd powiedzieć ale chyba jaglanej nigdy w życiu nie próbowałam, może kupię i spróbuję żeby wiedzieć o co chodzi. Kasza jest fajna i chyba nieodkryta smakowo. Poza koszmarnym przepisem na zraz z kaszą i ogorkiem pewnie można z niej wyczarować 1000 ciekawszych dań :)

Hankaskakanka pisze...

@Ultrasetka, ja też miałam długą przerwę w jedzeniu kaszy, ale od roku nadrabiam :)
@Ava, pamiętam, że o kaszotto pisał w jednym ze swoich przefajnych felietonów w "Przekroju" Tadeusz Pióro. Szkoda, że już od lat ich nie ma. I szkoda felietonów Bieńczyka (o winie). Wydaje mi się, że kasza została trochę zapomniana i kojarzy się przeważnie z opisanym przez Ciebie koszmarem (zraz, kasza i ogórek kiszony) :( Mnie jeszcze z tym pęczakiem z pulpetem w tłustym sosie. Brrrr....