sobota, 6 sierpnia 2011

Upupienie

Tak sobie od Gombrowicza pożyczę, żeby opisać stan własny z tego tygodnia.

Mhm: kość krzyżowa się zacięła w trybikach i ciągnie za co może. Najbliżej jej do mojego prawego pośladka, który boli. Raz trochę mniej, raz mocno bardziej, ale cały czas wiem, że go mam. Może raczej wolałabym o tym nie pamiętać?

I tak to wygląda.

No więc zrezygnowałam z kolejnego startu (nie zaczynać od "no więc") - z dzisiejszego Pucharu Maratonu Warszawskiego na 20 km. 2011 rok będzie chyba rokiem startów teoretycznych, bo to i Wiązowna, i Puchar Maratonu na 10, 15, 20 km, Bieg Ursynowa i Bieg Powstania.

Nie biegałam w poniedziałek, nie biegałam we wtorek. W środę poszłam do pieczarkarni na godzinę rozciągania i rozluźniania. Wyszłam zmęczona i bolało trochę mniej. W czwartek znów zaczęło, w piątek wykonałam telefon do Cudotwórcy. Mam zamówioną wizytę na przyszły tydzień. Bo ta pupa jakoś promieniuje na plecy, barki i łydkę, a nawet na stopę.

W międzyczasie, w ramach pocieszania, zapisałam się na Silesia Półmaraton, podnosząc tym samym liczbę biegaczek z 6 do 7. Od razu przelałam opłatę startową, żeby nie było powtórki z Biegu Powstania. Teraz jeszcze sprawdzę noclegi i połączenia kolejowe.

Dzisiaj zaryzykowałam bieganie, chociaż obudziłam się tak samo obolała jak we wszystkie poranki mijającego tygodnia. Najpierw przeczekaliśmy parę przelotnych ulew (dawno nie było). Ruszyliśmy do lasu około południa. Wyszło słońce, więc było bardzo ciepło i duszno, a po 6 dniach przerwy pierwsze kilometry wydawały mi się torturą. Potem się rozruszałam i w sumie przebiegliśmy z mężem, wymieniając funkcję kierowcy powozu Ironmana, 8.9 km. Raz biegliśmy szybciej, raz wolniej - jak nogi chciały. Średnie tempo - 6:09 min/km, średnie tętno nie cieszy, a troszkę martwi, bo aż 147 bpm. Za to radością napawa mnie cudowne odnalezienie paska od pulsometru. Po prostu, któregoś razu, zobaczyłam go w koszu na pranie. Może chciał sobie zrobić wolne?

No i to będzie na tyle, jeśli chodzi o treningi w mijającym tygodniu. Rozmawiałam z Autorką Planu, która zasugerowała doprowadzenie się do porządku w okolicach kości krzyżowej, żebym mogła skorzystać bez przeszkód z uroków wczasów w Szklarskiej. Wczasy już za tydzień i wygląda na to, że będzie tak samo intensywnie jak w zeszłym roku.

Coś tam pobiegam w przyszłym tygodniu (bez szaleństw), pójdę do Cudotwórcy (już a konto wizyty mówię: auć) - jakoś to będzie.

Z ogłoszeń parafialnych: Saucony Xodus odchodzą na zasłużoną emeryturę. Nie przeszkadza mi, że mają dziurę i są okropnie brudne. Natomiast bardzo, bardzo nieładnie z ich strony, że obcierają mi straszliwie łuk lewej stopy już po 6-7 km. Trochę kiepsko by było w nich na górskiej wycieczce. Zupełnym przypadkiem i w odruchu rozpaczy (środek lata chyba nie jest najlepszym momentem na kupowanie trailówek, które dopiero spływają z zamówieniami jesiennymi) kupiłam Mizuno Wave Ascend 5. Dziś miałam okazję przetestować je w Lesie Kabackim. Wrażenia? Na początku było dziwnie, chyba głównie ze względu na dosyć sztywną podeszwę, sprawiającą wrażenie grubej, dzięki czemu wydawało mi się, że biegnę w butach na koturnach. Po paru kilometrach to dziwne wrażenie ustąpiło, za to stwierdziłam, że czuję się w tych butach stabilnie, nic mnie nie uwiera, nic nie przeszkadza. No dobrze, zobaczymy, jak będą się sprawowały w Karkonoszach i Górach Izerskich.

Z meldunków meteorologicznych: za oknem burza i ulewa. Cudownie.

Miłej reszty weekendu!

5 komentarzy:

tete pisze...

zdrówka Haniu, przegoń bóla;) u mnie pochmurno +25 i chyba dopiero idzie burza:( ale ja zaraz zmykam na północ:) ciekawe, czy aby nie pod rynnę hi,hi... pozdrowionka

dadziap pisze...

no to jesteśmy dwie:) ja już też wpłaciłam na Silesię

Hankaskakanka pisze...

@Tete, miłych wakacji i dobrej pogody!
@Dadziap, ooooo, jak fajnie :))) Do zobaczenia 2 października!

drproctor pisze...

Nie Ty jedna miałaś problemy z wyjściem na trening. Ja przegrywałem albo z grawitacją, albo z Małą, która końcówkę nocy postanowiła spędzić leząc na tacie..;)

Hankaskakanka pisze...

@DrProctor, Tia, końcówki nocy na tacie lub mamie znamy z autopsji ;)