czwartek, 11 sierpnia 2011

Przebierając nogami

To ze zniecierpliwienia, bo już tak bardzo chciałabym być w Szklarskiej Porębie. Rozpasałam się z wyjazdami i po 3 tygodniach w Warszawie, skądinąd przyjemnie pustej, tęskno mi za pakowaniem, wyklinaniem drogowców i zmianą krajobrazu. Zwłaszcza z nizinnego na górski.

Swoją drogą, zastanawiam się, czy dałabym radę przygotować się na Mazowszu do jakiegokolwiek biegu górskiego. Tak, żeby go przeżyć i zmieścić się w limicie czasowym. Ot, zagwozdka.

Skoro mowa o biegach górskich, w środę mieliśmy clubbing w Falenicy. Przebiegliśmy się po wydmach i zjedliśmy lody, ciastka, rurki z bitą śmietaną w cukierni w Józefowie. Bieg nie był długi - raptem 7.3 km, ale sprawił mi dużo radości, bo to pierwsze bieganie od weekendu. Dzieliliśmy się z mężem pilotowaniem wózkiem (trzeba przyznać, że wziął na siebie cięższą część trasy), Ironmana wytrzęsło na korzeniach, mnie zatkało z wysiłku przy wpychaniu pojazdu pod wydmę - było naprawdę fajnie. Stwierdziłam też, że mam mocne nogi. Dobrze by było, bo trasa Silesia Półmaratonu jest poprowadzona po Parku Kultury w Chorzowie. O ile pamiętam, to bardzo piękne miejsce (tylko szkoda, że nie działa już kolejka linowa!) ze wzniesieniami. Trasa będzie miała 3 pętle wokół parku, więc każde wzniesienie pokonam x 3.

Aha, nowe trailówki sprawowały się w Falenicy po prostu rewelacyjnie.

Dziś wylądowałam na stole Cudotwórcy. Kość krzyżowa zablokowana, ale nie było z nią takiej tragedii jak z kością biodrową z prawej strony. Wszystko ponaciągane, że aż trzeszczało. Z czego to? Z tego, że nabrałam zwyczaju noszenia Ironmana na lewym biodrze i wyginam się przy tym w prawo, przenosząc ciężar ciała na prawą nogę. Już mi lepiej, ale kiedy Cudotwórca znalazł punkt spustowy w okolicy mojej prawej łopatki, miałam mroczki przed oczami.

Pewnie już nie zdążę nic napisać przed wyjazdem, a pobiegam dopiero w S.P., więc życzę Wam miłego weekendu i nadchodzącego tygodnia! I bardzo ładnie proszę o trzymanie kciuków za to, żeby nas deszcz omijał.

9 komentarzy:

Ślimak pisze...

Więc do zobaczenia w Szklarskiej! Pozdrowienia od Ślimaka :-)

Unknown pisze...

Udanego wyjazdu i mało deszczu!

Hmmmm, mnie też brakuje tutaj wzniesień. Ciekawe, przygotowanie się na Mazowszu do biegu górskiego byłoby chyba jednak trudne...

Anonimowy pisze...

Ja niedawno wróciłem z Warmii i Mazur gdzie miałem cały czas albo lekko w górę albo w dół i teraz znowu na płaskim tęsknię za tamtą okolicą :( Ale kciuki za brak deszczu też trzymam :)

Udanego wyjazdu!

Hankaskakanka pisze...

@ Ślimak, czyżbyś też wybierał się na Wczasy Odchudzające?:)
@Emilia, wystarczy policzyć ile mamy miejsc do biegania crossów i ćwiczenia podbiegów ;) Mizernie!
@Pawelbiega, pagórki Warmińsko-Mazurskie mogą dać w kość. Dziękuję za kciuki :)

drproctor pisze...

Zawsze można biegać na Pałac Kultury. Po schodach znaczy się..;)

Hankaskakanka pisze...

@DrProctor, jak Ryszard Ochódzki? :)

Aniaha pisze...

Haneczko, zycze pogody odpowiedniej do trenowania i zeby Was niespodzianki niemile wakacyjne ominely.
Czy do cudotworcy trzeba sie zapisywac duzo wczesniej? I czy mozna prez internet?

Anonimowy pisze...

No to ja trzymam kciuki i za pogodę i za udany pobyt.

Hankaskakanka pisze...

Dziewczyny, dziękuję! Jestem po 3 treningach (zabawa biegowa- częściowo z wózkiem, technika, siła), porannym rozruchu i godzinnym wieczornym rozciąganiu. A to pierwszy dzień :)