poniedziałek, 4 lipca 2011

Niente

To po włosku znaczy "nic", a zatem stanowi najlepsze podsumowanie tygodnia treningowego 27.06 - 03.07. Powodów było wiele - tak się czasem zdarza. W związku z tym, wszystkie zaległości odrabiam teraz, ale o tym w następnym wpisie.

Z ciekawostek: postanowiłam zapisać się na Bieg Olimpijski (8 km), towarzyszący Maratonowi Warszawskiemu. System wciągnął mnie na listę uczestników maratonu i przypomniał o uiszczeniu opłaty startowej. Cwaniutki. A ja bardzo, bardzo, bardzo nie chcę biec w maratonie tej jesieni. Spróbowałam jeszcze raz - tym razem udało się zapisać na Bieg Olimpijski. Będę miała szybki sprawdzian na tydzień przed półmaratonem albo mocną siłę biegową z zawodnikiem w pojeździe z napędem na trzy koła.

A propos Maratonu Warszawskiego, czy widzieliście już trasę? Do MW mam sentyment, ale nowa trasa (mnie) nie zachwyca. Poza pierwszymi kilkoma kilometrami (Al. Ujazdowskie, Bagatela, Marszałkowska, Krucza, Al. Ujazdowskie i Łazienki), które mogą jeszcze jako tako cieszyć oko, biegaczy będzie czekać podziwianie kolejnych warszawskich blokowisk (choć może i fajnie będzie przeprowadzić porównanie architektury lat 70-tych, 80-tych, 90-tych oraz XXI wieku), a pociechą w walce ze ścianą będzie im widok szkaradnej wyciskarki do cytrusów, zwanej oficjalnie Świątynią Opatrzności Bożej. Rozumiem powody, którymi kierowali się organizatorzy przy wytyczaniu nowej trasy, m.in. niechęcią do blokowania kolejnych ulic w Centrum i na Pradze, skoro są one wystarczająco zatkane remontami, budową metra i Stadionu Narodowego. Ale żal, że na trasie będzie po prostu brzydko. Plusem na pewno jest większa przestrzeń w okolicach startu oraz możliwość skorzystania z terenów zielonych na Agrykoli po przebiegnięciu mety. Organizatorzy twierdzą również, że trasa będzie wyjątkowo szybka, lecz nie jestem pewna, czy szybkość zależy wyłącznie od nudnych długich prostych. No ale co ja tam wiem.

W tygodniu Wielkiego Niczego zdołałam przekartkować "Bieganie" i "Runner's World" (całkiem wygodne do czytania przy karmieniu). W jednym znalazłam wywiad z Ironwoman, a w drugim artykuł o blogach biegowych, m.in. o Formatowni. Gratulacje! Poza tym, w "Bieganiu" fajne i proste przepisy m.in. na spaghetti z podstawowym sosem pomidorowym, a w RW materiał o ćwiczeniach angażujących ważne dla biegania grupy mięśni i o tym, jak ważna jest technika biegu.

Przeczytałam również najnowsze przygody komisarza Montalbano ("Il gioco degli specchi"), które dotarły do mnie dzięki uprzejmości Ulubionego Szwagra. Z trudem wytrzymałam opisy uczt komisarza. Dla odmiany czytam kryminałek o detektyw Kinsey Milhone z Kalifornii, żywiącej się kanapkami z masłem orzechowym.

Przy okazji uczt nadmienię z radością, że odnotowałam sukces w postaci powrotu do wagi 50 kg z malutkim ogonkiem, czyli wrzuciłam prawie 2 kg.

I bardzo, ale to bardzo chce mi się znów biegać.

O bieganiu będzie w następnym odcinku. Miłego tygodnia!

7 komentarzy:

tete pisze...

faktycznie cwany system ;)Nie lubię długich prostych :( Fajnie że bardzo chce Ci się biegać :)Czekamy na następny odcinek o bieganiu ;)Pozdrowaśki dla całej Rodzinki :)

Unknown pisze...

Mnie też zaskoczyła ta trasa i zwiedzanie poszczególnych osiedli. Centrum i Praga i tak są nieprzejezdne, więc co by komu zaszkodził jeden dzień maratonu?

Hankaskakanka pisze...

@Tete, ja też nie. Mam traumatyczne wspomnienia z 30 km w Wilanowie ;)
@Emilia, możliwe, że miasto bało się ukamienowania maratończyków przez rozwścieczonych kierowców :) Obawiam się, że do końca budowy drugiej nitki metra, maraton zostanie na peryferiach.

Unknown pisze...

Ci, co mieszkają w Warszawie jakoś to przeżyją. Ale przecież mnóstwo ludzi przyjeżdża z odległych krańców Polski i nie tylko - fajnie by było, gdyby mogli w czasie biegu pooglądać miasto, poczuć jego klimat. Przecież można też było zahaczyć o Ochotę, Wolę - może i miejscami brzydkie, ale klimatyczne. A blokowiska wszędzie są takie same...

Hankaskakanka pisze...

Emilko, zgadzam się z Tobą. Sama lubię biec w maratonie z ciekawą widokowo trasą, a sekundy zaoszczędzone na nudnych prostych wydają mi się mniej wartościowe niż to, co zapamiętam ze "zwiedzania".

drproctor pisze...

Ciekawe, bo to przecież Warszawiacy powinni być przyzwyczajeni do blokowania miasta - przecież co chwila macie tam a to górników, a to rolników, a to Paradę Miłości, Równości i Czego-Tam-Jeszcze...

Hankaskakanka pisze...

No jakoś się nie przyzwyczajają ;-) Parada Równości, tak jak maraton, przechodzi w weekend. Związkowcy ostatnio nie przepuszczali tramwajów w centrum, w środku tygodnia. Mamy jeszcze budowę metra, nieustające remonty ulic, po zakończeniu których wodociągi miejskie przypominają sobie, że trzeba wyremontować rury - i tak dalej. Bardzo rozrywkowe miasto :)