środa, 20 lipca 2011

Skrzywienia biegacza

Czy macie swoje biegowe zwyczaje? Nie chodzi mi o najczęściej stosowane techniki treningowe, tylko o różne okołobiegowe czynności, przyzwyczajenia, skrzywienia, natręctwa - ot, kącik zwierzeń biegoterrorystów.

Moja lista:

1. Jedzenie "przed"

Nie wychodzę na trening z pustym żołądkiem. To żelazna zasada, od której nie przewiduję odstępstwa. Kiedy zaczynałam biegać, naiwnie sądziłam, że zjedzenie czegokolwiek przed porannym treningiem skończy się rzyganiem, a co najmniej kolką. Dopiero, kiedy któregoś poranka o mało nie zemdlałam na Polach Mokotowskich i podzieliłam się swoją przygodą z Autorką Planu, zdałam sobie sprawę z tego, że bieganie na czczo jest niezbyt rozsądne. Delikatnie mówiąc.

Mój podstawowy zestaw to wafle kukurydziane lub ryżowe z Nutellą, konfiturą lub miodem. I słaba herbata. Zimą lubię do niej dodać sok lub cytrynę i miód.

2. Chusteczki higieniczne

Przez 365 dni w roku mam napadowy katar. Nie wiem, dlaczego, bo żadne badania nie wykazały alergii wziewnych. Tak mam i już. Zwłaszcza zimą, ale latem mój nos też potrafi zadać szyku niespodziewaną fontanną. Bardzo to niewygodne i upierdliwe. Choć w bieganiu nie przeszkadza tak bardzo jak w jeździe na nartach, kiedy ręce mam zajęte kijkami, upajam się techniką i prędkością (chłe chłe), a z nosa leci glut i tak sobie śmigam jak kometa z warkoczem.

3. Telefon

Na wszelki wypadek. Bo może będzie trzeba awaryjnie zadzwonić albo najdzie mnie ochota na zrobienie zdjęcia. I, choć to pewnie złudne uczucie, jakoś mi z nim bezpieczniej.

4. Kanapka "po"

Dlaczego dopiero od poprzedniego sezonu biegowego zaczęliśmy zabierać kanapki na leśne treningi? Jak miło jest założyć suche ubranie, zjeść solidną kanapkę i napić się gorącej herbaty. Można niespiesznie wracać do domu, równie niespiesznie się rozciągnąć i wykąpać i dopiero rozpocząć czyszczenie spiżarni i lodówki. Kiedyś byliśmy mniej przewidujący i wracaliśmy do domu z głodowym bólem głowy. Brudni, spoceni rzucaliśmy się do garów, żeby jak najszybciej przygotować jakiś sycący makaron.

A propos, czy widzieliście ten przepis na kanapkę?

5. Względna cisza

Nie lubię biegać z słuchawkami. Muzyka w trakcie biegu mnie drażni i wybija z rytmu. Próbowałam audiobooków - bez rewelacji. Za to czasem lubię sobie w czasie treningu pogadać, choć od tego podnosi się tętno. Trudno.


I takie to moje małe skrzywienia. Macie swoje?

PS. Zupełnie poza tematem - nowy szablon pulpitu nawigacyjnego wydaje mi się mało czytelny i w ogóle niepiękny, a poza tym przyzwyczaiłam się do poprzedniego. I mam wrażenie, że wykazy nie pokazują nowych postów.

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

U mnie niebezpiecznie wzrasta ilość zabieranych ze sobą rzeczy. Kiedyś były to tylko klucze. Teraz dołączyła komórka, bilet i 10zł na wszelki wypadek :)Jak tak dalej pójdzie będę musiała biegać z plecakiem.
Też trenuję w ciszy

Anonimowy pisze...

Tak na szybko:
1. dwie kanapki z majonezem rano przed treningiem
2. nie zabieranie praktycznie niczego, czyli prawie zawsze bez telefonu, zawsze baz mp3
3. skorzystanie z toalety tuż przed wyjściem
4. czapka na głowie i frotka na prawym nadgarstku ;)

więcej skrzywień nie pamiętam, żadnego nie żałuję :))

tete pisze...

Mam podobnie:) nigdy nie biegam na czczo;)mam zawsze telefon i nie cierpię biegać ze słuchawkami, bo nie słyszę własnych myśli;)Inne czynności, przyzwyczajenia... ?
Zawsze przed treningami, startami żegnam się tzn. czynię znak krzyża.
pozdrowaśki

Anonimowy pisze...

Bardzo podobne zwyczaje zaobserwowałem u siebie

1. Mam tak samo. Banan i "chlebek musli" wspierają mnie w 95% treningów.
2. Znam, aż za dobrze. W wersji narciarskiej też. I rowerowej. I żeglarskiej.
3. Zacząłem biegać z telefonem zimą. Bieganie bez przy -15, nocą, w środku lasu to hazard, z potencjalnie bardzo nieprzyjemnymi skutkami
4. Biegam od domu do domu, więc ten punkt mnie nie dotyczy
5. Zdecydowanie wolę bieganie w ciszy, niż bieganie w słuchawkach

Z własnych: na treningi dłuższe niż godzina zawsze biegam z izotonikiem, na krótsze przeważnie też.

Hankaskakanka pisze...

@Ultrasetka, zapomniałam o kluczach! Dzwonią, a jakże.
@Pawełbiega, witaj! Kanapki z majonezem? A wiesz, że wypróbuję?
@Tete, o, to to - słuchawki zagłuszają myśli.
@Zinow, o, uświadomiłam sobie, że od dłuższego czasu biegam bez picia podczas treningów.

Ava pisze...

Fajny temat, można się samemu podsumować przed sobą. Z mojego podsumowania wychodzi że ... nie ma reguły.
1. Raczej nie biegam na czczo, chociaż ostatnio na kawie polecialam 8 km.
2. Chustki tak - w okresach kataru, w innych nie.
3. Telefon - tylko gdy spodziewam się zlecenia tłumaczeniowego i wiem że powinnam je wziąć ;-). Nie biegam wieczorami.
4. Oj tak głód po biegu jest spory, ale wrzucam coś mini do żołądka (np. kilka chrupków typu cini mini) i ide pod prysznic. Konkretne żarcie później.
5. Muza - i tu się odróżnię :) Prawie zawsze! Bardzo to lubię i mam rózne zestawy zależne od nastroju, łącznie z energetyczną playlistą startową.

Dodam że od czasu kontuzji, po biegu ZAWSZE siadam "na lodzie" czyli ice-packu.

Aniaha pisze...

Ja tez mam swoj zestawik, a jakze. Tylko zawsze czegos tam zapominam.
Biegam w czapce z daszkiem, a wlasciwie w daszku bez czapki. z komroka, kluczami, z butelka w rece (mam pozyczony pas z bidonikami, ale nie moge sie do niego przyzwyczaic, usztywnialam ramiona biegajac z nim, by nie ocierac o niego lokciami, wiec zrezygnowalam). Biegam ostatnio o roznych porach, wiec z jedzeniem roznie bywa. W butelce od pewnego czasu obowiazkowo woda z miodem, cytryna i cukrem.
Ze sluchawkami na uszach nie czuje sie bezpiecznie, ale zaczynam sie coraz bardziej nudzic podczas biegania, wiec chyba jednak wroce do mp3

Hankaskakanka pisze...

@Ava, jednym słowem lądujesz na lodzie :)
@Aniaha, w moim przypadku bieganie z pasem z bidonem (czy bidonami) też się nie sprawdziło m.in. z tych samych powodów - nienaturalne usztywnianie ramion i odwodzenie łokci.

drproctor pisze...

Moje trzy grosze;)

1. Zawsze zjadam coś tuż przed wyjściem - zwykle jest to baton musli. Zwykle też piję kilka łyków izotoniku.
2. Zawsze (albo prawie zawsze) zabieram ze sobą klucze i telefon - tak dla bezpieczeństwa i dla spokoju mojej Drugiej Połówki.
3. Również mam notoryczne problemy z katarem, z tym że (również notorycznie) zapominam zabrać ze sobą choć jednej chusteczki i zwykle korzystam z tzw. "turystycznej"
4. Najczęściej biegam bez słuchawek - czasem na długie treningi jednak je zabieram - ale słucham radia.
5. Po powrocie zwykle robię sobie kanapkę i gorące kakao. Z takim zestawem ląduję w gorącej wannie.
6. Na treningi dłuższe niż 1h zabieram jedzenie (żele) i picie. Przez ostatni rok korzystałem z pasa z małymi bidonami. Zupełnie niedawno przerzuciłem się na plecak z bukłakiem.

Więcej dziwactw nie pamiętam. Jak mi się przypomni to uzupełnię;)

Hankaskakanka pisze...

@DrProctor, gorące kakao - to jest myśl! Zwłaszcza, gdy człowiek wraca zmarznięty i przemoknięty z treningu w lipcu.

Unknown pisze...

Przegapiłam ten post, a temat taki ciekawy :-) No to tak:
1. Jedzenie przed prawie zawsze - lepiej się biega. Najchętniej banan, albo wafle ryżowe z masłem orzechowym (próbowałam z nutellą, ale przy mojej namiętności do słodyczy - nie da rady, zawsze w końcu nadchodził taki dzień, w którym brałam słoik, łyżkę i pozbawiałam go zawartości. Jeszcze żadna nutella u mnie nie "zmarła śmiercią naturalną", w całości wykorzystana do kanapek).
2. Chusteczki tylko jak są mrozy.
3. Telefon zawsze, a to wiąże się też z punktem 5.
4. Jestem niezmotoryzowana, więc mnie nie dotyczy, ale lubię mieć w domu naszykowany jakiś owoc na natychmiast po biegu.
5. Prawie zawsze z słuchawkami! Przed długim biegiem czasem najpierw zgrywam sobie nowe płyty na telefon (używam telefonu jako odtwarzacza), mam też wielki katalog z muzyką wyłącznie do biegania. Uwielbiam bieganie z słuchawkami.

Z innych dziwactw: czasem na biegi długie biorę kartę miejską, na wszelki wypadek, jakbym z jakiś względów nie mogła dobiec do domu.

Hankaskakanka pisze...

@Emilia, a propos masła orzechowego: przez wiele lat po powrocie ze Stanów nie jadłam go, bo kojarzyło mi się z ohydą pt. peanut butter and jelly sandwich, czyli dwoma kromkami wacianego pieczywa tostowego z masłem orzechowym i upiornie słodkim dżemem truskawkowym. Fuuuu. Już w trakcie swojej Ery Biegowej któregoś dnia straszliwie zachciało mi się masła orzechowego i przez parę miesięcy nadrabiałam lata zaległości. A potem znowu mi przeszło.